drops-3273161_1280

Nigdy w życiu nie zaznałem prawdziwej biedy – choć przeżyłem hitlerowską okupację, kiedy za cezurę przyjmiemy, że podstawowym kryterium biedy jest głód. Może dlatego, że w domu mieli jednego dzieciaka, mnie? Staram się zrozumieć, co jest w pojedynczym ludzkim losie najistotniejsze i wyszło mi, że są dwie takie sprawy: pierwsza – jako jedyne stworzenie wie, że jest i że umrze, druga – że to, co wyłania się z losu teraz, w tej chwili, było już w człowieku na samiuteńkim początku.

Śmierć. Myślę, że z tej wiedzy może brać swój początek melancholia, jak także różne inne a obrzydliwe ludzkie zachowania. Gdyby przyjąć, że jest w tym jakiś sens i traktować śmierci bez strachu, złośliwości, szaleństwa, rozpaczy, uznać i zaakceptować do swojej rzeczywistości jako rzeczywistą rzeczywistość, więcej by w człowieku było człowieka, a zatem życzliwej równowagi i przyzwoitego zachowania.

Pożądanie. Kiedy wypowiadam albo myślę to słowo, mam na myśli erotyzm. W tym, w erotycznym znaczeniu, pożądanie jest równoznaczne z posiadaniem i specyficznym pojmowaniem głodu. Pożądanie posiadania? Zaspokojenie erotycznego głodu?

Posiadanie. Posiadanie jest próbą obrony przed śmiercią oraz wymiennikiem trwania. Posiadanie statyczne jest i nieruchome, co mówi, że stałe. Nie porusza się, trwa, a zatem śmierć się nie zbliża! A zatem posiadanie, poza wszystkim innym, jest to antidotum na strach przed śmiercią i równocześnie jeden ze sposobów interpretowania zła.

Zło. Czy może tak być, że zło jest jedynie perwersyjną działalnością ducha? Ewentualnie kolaborantem wyobraźni? Może. Zła nie ma w naturze. Zło jest autorskim pomysłem człowieka. Pomysłem tak potężnym, tak wszechistniejącym, wszechobejmującym i wszechwładnym, że wydaje się być niezbędne do życia. Bez zła nie ma życia? Coś w tym jest, posługując się staropolszczyzną powiem, że na to patrzy.

Na wszystko to, jakby nie wystarczyło kłopotów, nakłada się w moim życiu jeszcze chrześcijaństwo i marksizm, czyli Ewangelia bez Boga. To praktycznie oznacza spuściznę po dwóch Żydach, z którą borykamy się jak cywilizacja długa. Czego jeszcze nie rozumiecie, poszukując uproszczonych źródeł antysemityzmu i polskiego kołtuństwa?

Byłem w tym wszystkim z larami i penatami po uszy. Przeszedłem całą golgotę katolicyzmu aż do finalnej apostazji, oraz komunizmu, z którego udało mi się uciec. Trwało to długo, za długo, ale wychodzenie z wiary jest skomplikowanym i trudnym procesem.

Nie było łatwo wydobyć się z mętniactwa, prymitywnego partykularyzmu, chamstwa i tumiwisizmu wielebnych proboszczów, uwolnić od „Polski Chrystusa Narodów”, od częstochowsko urodzonej Maryi, od biednego i zapyziałego katolicko-polskiego polactwa.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer