Jak Feniks
Czas nieprawdy. Zatem czas kłamstwa? Niełatwo ustalić skąd i jak powstała mentalność Kalego, który mówił, trawersując słowa Sienkiewicza: Jeżeli Kale kłamie, to w porządku, ale jeśli Kalego okłamują, to nie w porządku.
Patrząc z punktu widzenia części ludzkości, tej bardziej intelektualnie rozwiniętej, jest to myślenie prymitywne i infantylne, po prostu marne. Bowiem szacunek dla prawdy stanowił o rozwoju ludzkości: greckie agory, rzymskie prawa, judeo-chrześcijaństwo jako całość, to stamtąd brał początek i wzrastał, jakby nie mierzyć w niespotykanym tempie, cywilizacyjny rozwój ludzkości.
Zatem kto jest winny temu, że przeżywamy uwiąd prawdy? No właśnie, tak łatwo błądzić, tak trudno przyznać się do błędu, że to my, my sami, Europejczycy zawiniliśmy! Niels Bohr, reformator fizyki stwierdził kiedyś, że postęp w świecie nauki jest możliwy nie dlatego, że udało się kogoś przekonać by zmienił poglądy, a tylko dlatego, że głosiciele starych poglądów wymierają. Jako prawie dziewięćdziesięciolatek, odnoszę tę uwagę wielkiego fizyka również do siebie.
Monopoliści prawdy wszelkich czasów i epok, stawiają siebie ponad resztę. Nie tolerują poglądów innych zapominając, że prawda jest jak horyzont, oddala się w miarę jak się do niej zbliżamy. Natomiast upadek wiary w prawdę spowodował zanik wielu autorytetów: rodzicielskiego, szacunku dla starszych, autorytetów państwa, kościoła, uniwersytetu, a rewolucje dołożyły swoje.
Piękna idea równości przeszła i stale przechodzi ewolucję, a jednocześnie zmienia się znaczenie równości, Dziś równość oznacza emancypację, każdy, niezależnie jakie ma wykształcenie, wiedzę, doświadczenie, intelekt, ma prawo mieć własne zdanie. Wszechobecna reklama woła z każdego słupa i każdego ekranu: Jesteś tego wart człowieku! A to oznacza: Wszyscy są warci tyle samo! Niczyja wiedza nie jest lepsza!
Ortega y Gasset, już w latach dwudziestych ubiegłego stulecia pisał: „Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności, mają czelność domagać się prawa bycia przeciętnymi i banalnymi, co równocześnie nie przeszkadza im narzucać te cechy wszystkim innym”. I dalej: „Masa śmiertelnie nienawidzi tego, co nie jest nią samą”. Ortego y Gassecie jesteś wielki, przewidziałeś!
Idąc niejako tym śladem powstały w Europie Środkowej grupy społeczeństw, które odrzucają autorytety, jednocześnie ulegając i służąc formacjom polityków marnej jakości. Zaś niejako na dodatek i na domiar złego, powszechność i łatwość komunikacji, dały powszechny dostęp do informacji, co wielu myli z wiedzą i tak powstał wyimaginowany miraż „partnerstwa”. To na pozór może brzmieć pozytywnie, ale powoduje zanik autorytetu, jednocześnie go degenerując.
Oczywiście powinniśmy się cieszyć i być dumni z tego, że jesteśmy Europejczykami, autorami przywództwa i niebywałych sukcesów w rozwoju ludzkości. Zgoda też na to, że przeżyliśmy wiele spektakularnych upadków, ale zawsze podnosiliśmy się, aby sięgać wyżej.
Tylko, że nigdy za wiele ostrożności. Albert Einstein po stworzeniu swojej „teorii względności”, wyraził kiedyś w rozmowie obawę, że nazwa niezbyt mu się udała, ponieważ „względność” może zostać użyta i przeniesiona w nieuprawnione obszary.
Kończąc przypomnę smutną ale też trochę żartobliwą historię o Feniksie, któremu trudno było zrozumieć, że upadek może być ostateczny. Czego nikomu nie życząc, równocześnie życzę przyjemnego dnia.
Andrzej Szmilichowski
