Praca na czarno, czy na biało?

0
handyman-3094035_1280

Określenie ”praca na czarno”, nie było powszechnie znane w Polsce do lat 70-tych, chociaż istniało przedwojenne pojęcie ”czarny rynek”. Spośród państw komunistycznych, Polacy cieszyli się chyba największa swobodą prywatnych wyjazdów. Rosjanie np. z trudnością mogli jechać prywatnie nawet do Polski.

W Polsce zaczęło być modne zarabianie za granicą. Taka postawa była tępiona i wyśmiewana przez krajową propagandę, lecz z drugiej strony dolarowe Pewexy ściągały zachodnie waluty ze społeczeństwa, poprawiając bilans. Polacy, jeździli do Francji zrywać winogrona, do Skandynawii sprzedawać obrazki czy zbierać runo leśne, a do Niemiec Zachodnich na budowy. Do drogiej w utrzymaniu Szwecji, przyjeżdżano z kilku powodów: blisko, względnie tania podróż i po podpisaniu szwedzko-polskich porozumień w połowie lat 70-tych – bez wizy.

Termin Gastarbeiter, został stworzony po wojnie w Niemczech Zachodnich (zwanych wtedy Niemiecką Republiką Federalną), dla robotników przybyłych z Turcji, Jugosławii, Hiszpanii czy Włoch. Podejmowali się wszystkich ciężkich prac związanych z odbudową Niemiec i oczywiście nie pracowali ”na czarno”. Z czasem, gastarbaiterami zaczęto nazywać w Europie ludzi pracujących nielegalnie w obcym kraju.

Zarobkowy wyjazd za granicę, był kiedyś aktem odwagi. Najczęściej wyjeżdżali mieszkańcy dużych miast, wykształceni, znający poza rosyjskim jakiś inny obcy język. Potrafili więc, załatwić sobie pracę sami. Polski gastarbaiter lat 70-tych w Europie, starał się ograniczyć wydatki do minimum. Stąd popularna była praca zmywacza naczyń czyli w Szwecji ”na dysku”, bo jedzenie nic nie kosztowało. Przyjezdni mieszkali zwykle po kilka osób w wynajętym pokoju czy zalegali znajomym w salonie na kanapie. Przywozili ze sobą wódkę, papierosy, konserwy, chleb…

Pracę było trudno znaleźć, ale gdy np. w końcu lat 70-tych po trzech miesiącach pracy i oszczędzania przywiózł ktoś do Polski 500 dolarów, to był majątek! Najlepiej było sprzedać dolary ”na czarno” i dysponować gotówką. Poza tym, powracający przywoził modne ubrania, zagraniczne drobiazgi, prezenty i mógł wydatnie poprawić swój los, czyli się urządzić.

W późnych latach 80-tych, Europa była pełna Polaków, którzy chcieli zaczepić się w którymś z zamożniejszych krajów. Nawet w Grecji czy Portugalii istniała poważna grupa polskich gastarbaiterów. Ale wszystkich nęciła Ameryka, bo jak powiedział przed laty pianista Artur Rubinstein: – do Ameryki powinni mieć prawo wszyscy!

W USA na Meksykanów, którzy przepływają Rio Grande i próbują pracować bez pozwolenia, mówi się wet-back (mokre plecy). Boat-people to Azjaci przypływający nielegalnie i w Kanadzie najogólniej mówi się o takich przybyszach illegal alien czy shiner od moonshining (w blasku księżyca). Odnosi się to do nielegalnego pędzenia alkoholu – czyli księżycówki, ale może być użyte w kontekście jako nielegalna praca.

Zamożniejsze kraje świata bronią się przed napływającą tanią siłę roboczą. Polska również, chociaż do bogatej czołówki nie należy. W kraju, zjawisko zatrudniania przybyszów zza wschodniej granicy nie jest marginesowe. Rosjanie, Litwini, Ukraińcy, Białorusini podobnie jak przez laty Polacy, chcą poprawić swój los. Wszystkich ochrzczono mianem ”Ruskich”, chociaż nierzadko są z pochodzenia Polakami.

Dla nich, Polska stała się jeśli nie metą, to krajem wyjścia na Europę, tym bardziej, że mogą się porozumieć z Polakami. We Lwowie, złotówka jest cenioną walutą jak dolar a turyści z Polski niejednokrotnie są nagabywani przez mieszkańców Lwowa o możliwość pracy w Warszawie czy nawet bliższym granicy Rzeszowie. O takich wyjeżdżających do Polski mówi się we Lwowie ”nielegali”. Kobiety najmują się do sprzątania, do opieki nad ludźmi chorymi, starymi i niedołężnymi, a to oczywiście wszystko ”na czarno”. Polscy pracodawcy polecają sobie wzajemnie takich pracowników, często dając im mieszkanie ale i czasami wykorzystując ich.

Lata 90-te przyniosły w Szwecji warunki do pracy na czarno dla kobiet jako sprzątaczki w prywatnych mieszkaniach. Zmieniła się też struktura społeczna przyjezdnych. Coraz częściej, przyjeżdżają kobiety z rejonów Polski dotkniętych wysokim bezrobociem. Z męskich typowo zajęć pozostał sektor budowlano-remontowy, ponieważ mężczyźni najczęściej pochodzą z przedmieść dużych miast i małych miasteczek, a więc znają te rodzaje pracy.

Jak mi opowiadała grupa sprzątaczek z Podhala, one w Szwecji nie skarżą się na Szwedów. Ci są słowni, solidni i najczęściej podczas sprzątania wychodzą z domu, zostawiając wynagrodzenie w kopercie na stole. Zdarza się, że to polscy pracodawcy nie dotrzymają słowa po wykonaniu przez nie pracy i urwą jakieś pieniądze. A przecież te sprzątaczki nie mogą pójść na policję i się poskarżyć! A o pracę jest trudno! Trzeba mieć kontakty lub ją kupić od pośrednika, który oferuje również mieszkanie i oczywiście nie za darmo.

Dla Polaków osiadłych na stałe w Szwecji, ”czarne pieniądze” zarobione kosztem wolnego czasu to coś extra. Dla tych na dorobku, czy mających nieprzewidziane wydatki, urlopy to praca! Przyjechaliśmy do Szwecji, z dwiema walizkami, więc mamy większe potrzeby niż Szwedzi. Ale i gospodarze, czasami muszą poszukać dojścia do ”czarnych pieniędzy”.

Za kilka dni Polska wchodzi do Unii Europejskiej i z tego powodu powinienem ostrzec wszystkich, którym się marzy wolny rynek pracy w Szwecji. Ludzie, nie dostaniecie pracy prosto z Urzędu Zatrudnienia, nie dostaniecie mieszkania tylko dlatego, że już macie pracę na czarno, nie dostaniecie pozwolenia na pracę! To myślenie prawdziwie życzeniowe! Szwecja chroni swój rynek pracy bo musi. Na pocieszenie dodam, że Szwedzi nie chcą na zastępstwo rosyjskich sprzątaczek, bo zbyt dużo naczytali sie o rosyjskiej mafii. Ale polskie sprzątaczki zadbają o to, żeby trzymać robotę dla kuzynek i koleżanek. A panów ostrzegam, nie drzyjcie się po paru piwach po polsku. Jeśli musicie, to klnijcie w innych językach! Tutejsza policja nie złapała mordercy Palmego, ale na gastarbaiterów ma oko! Dwadzieścia lat temu, policjanci po cywilnemu wyłapywali dużych cwaniaków na progu domu czy warsztatu pracy i odsyłali do Polski!

Tadeusz C. Urbański

Tekst z roku 2002

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer