ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Zapiski (cd)
Nie chciałbym żyć w jakimkolwiek okresie z przeszłości. Może za wyjątkiem starożytnej Grecji, a i to bez szału. Jeszcze w XVIII można było zostać wychłostanym / wygnanym / powieszonym za poglądy. Poza tym jedzenie było fatalne, napitki obrzydliwe, ubrania szorstkie, w domu zimno i brudno, człowiek był nieustannie narażony na przemoc i samowolę rządzących. Nienawidzę myśli o ludziach przekonanych, że mają prawo mieć nade mną władzę.
Inaczej mówiąc, przyrzekłem mojemu Bogu, że gdy tylko nadarzy się okazja wyjadę, opuszczę świat zdeprawowanej komunizmem polskiej biedy. Słowa dotrzymałem. W ubiegłym roku minęło pięćdziesiąt lat jak opuściłem Polskę Ludową towarzysza Gierka i rozpocząłem naukę, jak żyć w zachodnim świecie. Nie będę się rozwodził nad meandrami nauki, ale przypomniał mi się heroiczny – choć bezowocny – wysiłek, wkładany w naukę przez Andrzeja- ja-się-ciągle-uczę-Dudę.
Pisząc o przodkach dobrze jednak pamiętać, że ludzie z przeszłości nie wiedzieli, jak bardzo było im źle. W tym sensie nam jest ciężej – my wiemy, że życie może być znacznie lepsze. Przodkowie nie mieli lekko, ale chyba byli w swoim życiu szczęśliwsi, niż my w naszym.
Nie przeżyłem tego osobiście, ale wiem, co się działo w Polsce w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, to znaczy po upadku komunizmu. Końcówka tysiąclecia i pierwsze dziesięć lat XXI wieku było czasem optymizmu i rosnącego dobrostanu obywateli. Rozpalały się, co prawda, tu czy tam małe wojny, ale ogólnie wydawało się, że panuje pokój i spokój i że tak już musi być. Polacy, doświadczani regularnie przez historię zapomnieliśmy, że dobre czasy nie trwają wiecznie, czego boleśnie przypomniały ostatnie osiem lat.
Wyznam ze wstydem, że nie przewidziałem – choć znam komunizm z autopsji – wojny na Ukrainie. Niebezpieczeństwo ze strony Rosji wydawało się równie nierealne, jak zbrojny konflikt z Chinami. Myliłem się. Nie doceniłem mrocznego umysłu Putina. Jestem optymistą i pozostaję nim pomimo porażek, ale czuję czający się za moskiewskim rogiem niepokój.
Niewiele żyje osób pamiętających (ja pamiętam) wojnę i powojnie, dlatego ludzie stali się beztroscy. Od zakończenia II Wojny Światowej minęły trzy pokolenia, które nie mają zielonego pojęcia jak cenne są pokój i wolność. To czyni ich lekkomyślnymi i owocuje między innymi błędnym wyborem ludzi na eksponowane stanowiska. Wolność trzeba chronić i stale o nią walczyć, a do tego niezbędni są ludzie wartościowi.
Wolność jest w gruncie rzeczy anomalią. W całej historii cywilizacji zdecydowana większość populacji żyła pod jakiegoś rodzaju tyranią. Bez prawa głosu i z nielicznymi – jeśli w ogóle jakimiś, prawami. Czy w dzisiejszym świecie ludzie wolni stanowią większość? Nie stanowią, a ci którzy mają władzę dobrowolnie z niej nie zrezygnują. Jestem niepoprawnym optymistą, ponieważ wierzę, że pomimo iż wojny będą trwać, wolno i stopniowo, ale jednak, będą eliminowane z krajobrazu człowieka.
Na Ukrainę mam dwie opcje: Putin zostaje obalony lub zlikwidowany i druga: Ukraina zostaje zmuszona do ugody i Rosja zachowuje część wschodnich ziem oraz Krym. Happy endem jest, że Putin zostaje zmuszony do zaakceptowania, iż Ukraina (okrojona niestety), jest niepodległym i suwerennym krajem.
Wracając do ad remów. Czego oczekuję od życia? Niczego specjalnego. Jestem w miarę zdrowy i robię to, co zawsze pragnąłem robić – piszę. W młodości byłem wiecznie skłócony ze światem i samym sobą, ale mi przeszło z wiekiem, tak jak i spora część optymizmu. Andrzej Poniedzielski na ten temat mówi tak:
Optymista twierdzi, że świat stoi przed nim otworem. Pesymista wie dokładnie, który to otwór.
Dowcipkowanie nie znajduje się na czołowych pozycjach w podręcznikach rekomendujących techniki terapeutyczne. Ale humor, owszem, tak, ponieważ jest nosicielem dystansu do… Do wszystkiego, również do siebie samego i tu notujemy zauważalny deficyt, mam na myśli prezydenta Rzeczpospolitej i jego miny.
To jest, nie waham się użyć tego słowa, przerażające, w zestawieniu z zajmowanym stanowiskiem, że ciągle robi różne miny, śmieszne, dziwne i stale przeszarżowane.
Czemu on tak robi? Bądźmy ludzcy i pożałujmy człowieka. Musi podpisywać setki arcyważnych dokumentów i mogło go to początkowo bawić. Ale z czasem przyszło znużenie, więc sięgnął do arsenału środków aktorskich. Jestem przekonany, że na wzór – podobieństwo rzuca się w oczy – Mussoliniego czy Trumpa, ćwiczy miny przed lustrem. Im mniej jesteś prezydentem, tym bardziej musisz go grać! Gdy stajesz się więźniem marionetkowej roli, nie masz innego wyjścia, jak próbować przekonać o tym otoczenia: — Ja się ciągle uczę! Trzeba być twardym!
Ktoś powie, mógłby skromniej tworzyć postać. Bez śmiesznych min, bez wymachiwania palcem, zaciskania ust i szczęk, wytrzeszczania oczu, bez groteskowej tubalności głosu. Może boją się mu w Kancelarii powiedzieć, że wrzask jest oznaką słabości? Być może w tym miejscu jest pogrzebany przysłowiowy pies – bohaterowi spektaklu nie zgadza się kontekst, miny i gesty zawisły w próżni. Andrzejowi Dudzie ktoś ukradł dekoracje!
Andrzej Szmilichowski
