Emigracja (artykuł dyskusyjny)
Znów piosenka jest wszystkiemu winna. Sprowokowała mnie i zachęciła do napisania tego felietonu. Zaśpiewał ją mój przyjaciel Maciej Wróblewski, bard z Zielonej Góry, o wspaniałym głosie. Piosenka opowiada o emigracji. Maciek zna temat doskonale. Śpiewał chyba dla wszystkich Polaków rozsianych po całym świecie. Rozgrzewał serca tych stęsknionych za ojczyzną emigrantow. ”Emigracja, emigracja, śniadanie w Warszawie, w Chicago kolacja”. Słowa realne i zachęcające, ale czy zawsze to przedsięwzięcie jest takie łatwe?
Polonia i Polacy za granicą znaleźli się na szóstym miejscu w świecie pod względem liczebności emigracji (w stosunku do ludności kraju). Poza terytorium Polski mieszka ponad 21 milionów Polaków i osób pochodzenia polskiego. Co to jest Polonia?
Niektórzy różnie to interpretują, ale – mówiąc krótko – Polonia to osoby poczuwające się do polskiego pochodzenia i związków z polską kulturą, tradycjami, a głównie z językiem (chociaż nie zawsze). Przeważnie są drugim, a nawet dalszym pokoleniem. Polonią określa się polskie społeczności w Ameryce, Kanadzie, Brazylii, Francji, Niemczech i wielu innych krajach. Dominują tam osoby, których przodkowie wiele lat wcześniej opuściły Polskę.
Polonia to jednak nie to samo co mniejszości narodowe i nie powinno się tego łączyć. Polonia to polscy emigranci i ich potomkowie. Bo przecież nie można nazwać emigrantami tych, którzy znaleźli się poza granicami Ojczyzny na przykład w związku z przesunięciem granic po II Wojnie Światowej. Ludzie ci nigdy nie wyjechali z Polski, lecz – niezależnie od własnej woli – zostali wcieleni, i jakby przesunięci wraz z granicą, do innego kraju. To przesiedleńcy, którzy zawsze uważali się – i w dalszym ciągu uważają – za Polaków i są wspaniałymi patriotami. Nigdy nie nazywają się Polonią.
Jak liczna jest Polonia na świecie trudno jest dokładnie określić ze względu na różne kryteria ich rejestracji. Niektórzy liczą tych urodzonych w Polsce, pochodzenie wieloetniczne, deklarowaną świadomość pochodzenia, czy też znajomość i posługiwanie się językiem polskim. Niektóre państwa stosują spis ludności zaznaczając polskie pochodzenie. Z cała pewnością można jednak powiedzieć, że poza Polską żyje od 20 do 22 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia. Około 30% tej grupy to Polacy urodzeni w Polsce. Reszta to osoby pochodzenia polskiego, powiązane w jakiś sposób z Polską.
Nie należy dodawać do grupy emigrantów tych, którzy w latach 2004-2023 opuścili Polskę na parę miesięcy lub nawet dłużej. Bo nie można przecież nazywać emigrantami tych, którzy przebywają czasowo poza Polską, ale nie uregulowali swojego statusu w kraju urodzenia. Najczęściej na stałe wyjeżdżają osoby młode w wieku 30 do 35 lat. Na początku, po otwarciu granic z krajami Uni Europejskiej, przeważali jeszcze młodsi: między 20 a 30 rokiem życia. A więc ludzie często wykształceni, gotowi do pracy, po szkole zawodowej, jak również z dyplomami szkół wyższych.
Dokładną rejestrację utrudnia fakt, że duża część Polaków posiada podwójne obywatelstwo. Wobec czego osoba, która ma obywatelstwo polskie i kraju w którym przebywa na stałe, nie jest traktowana jako obywatel polski.
Należy dokładnie rozważyć skąd się wzięły tak liczne przypadki emigracji. Polska to niespokojna historia, niepewność polityczna. A lawinowo zwiększająca się bieda i pogarszający się standard życia doprowadził do tego, że Polscy zajmują czołowe miejsce wśród emigrantów z krajów rozwijających się. Emigracja ekonomiczna była istotną falą w tym procesie. Kraje szybko rozwijające się i rewolucja przemysłowa wręcz zapraszała do emigrowania. Najlepszym przykładem były Stany Zjednoczone, które z powodu braku rąk do pracy, przyjmowały każdego.
Dla mojego pokolenia bardziej istotna jest ta emigracja z czasów PRL-u. Czasy te znam dość dobrze i w moim gronie znajomych poruszaliśmy czasami ten temat. Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem dość szczelnie zamkniętym, a otrzymanie paszportu było bardzo trudne. Czasami wręcz niemożliwe. Była grupa ludzi w Polsce, których rząd PRL-u wręcz starał się pozbyć, w obawie buntów, organizacji strajków, czy zamieszek antyrządowych. Z czasem uchodźstwo przybierało bardzo wolno charakter ekonomiczny. Rządy Polski i RFN (Republika Federalna Niemiec) zawarły porozumienie dotyczące tzw. ”łączenia rodzin”. Dano szanse i umożliwiono wyjazd z Polski Niemcom, którzy znajdowali się wtedy na terytorium Polski. Z tej szansy skorzystali również Polacy mający rodziny po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”. Była to wielka szansa i pretekst do legalnego opuszczenia kraju. W grupie tej znaleźli się głównie mieszkańcy Śląska i Pomorza.
Na skutek antysemickich represji w czasach Gomółki, po 1968 roku wręcz zmuszono 13 tysięcy polskich Żydów do opuszczenia kraju. Wyjeżdżający w tym czasie pozbawiani byli obywatelstwa polskiego. Decyzja ta była niewybaczalna i wręcz podła. Kraj opuścili wtedy polscy intelektualiści, najzdolniejsi i najlepiej wykształceni obywatele, o których wręcz walczyły kraje zachodnie. Szybko te nazwiska ukazywały się na pierwszych stronach specjalistycznych gazet.
Wybitnie polityczne podłoże miała następna, niewyobrażalna w normalnych krajach zachodnich, emigracja tak zwana ”solidarnościowa”. Była ona następstwem represji i wręcz prześladowań, a nawet w niektórych przypadkach morderstw politycznych (przypomnę księdza Jerzego Popiełuszkę). Najbardziej ucierpiała opozycja demokratyczna, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego. Zwalniano więźniów politycznych z tak zwanych ośrodków internowania w zamian za zdeklarowanie się do opuszczenia kraju. Ci co odmówili, lub nie byli zdecydowani, byli szantażowani. Nie omijało to również ich najbliższych rodzin. Po tych ”pertraktacjach” wszyscy otrzymywali bilet w jedna stronę.
Statystyki późniejszej, już wolnej Polski, podawały, że Polska na stałe straciła ponad milion cennych obywateli. W tej grupie było 10 tysięcy najprawdziwszych emigrantów politycznych wraz z rodzinami. Ale tendencja osłabiania Polski przez wyrzucanie z kraju obywateli, w dalszym ciągu była narzędziem dyktatury komunistycznej. Niczego nie nauczono się z lat poprzednich.
Już w roku 2004 roku, po otwarciu granic i rynków pracy we Wspólnocie Europejskiej – z początku powoli i niepewnie – Polacy zaczęli znowu masowo emigrować. Pierwszy rok to 750 tysięcy, a rok później 1 milion 170 tysięcy. Z każdym rokiem liczby te wzrastały. Z początku myślano, że obywatele Polscy wyjadą, zarobią i powrócą z pieniędzmi. Mechanizm rozwoju kraju się załamał. Należy pomyśleć ile kosztowało wykształcenie każdego, zdolnego do pracy obywatela. Tylko mały procent tych zarobkowych emigrantów powrócił do Polski. Bo, po prostu, im się nie udało.
W dalszym ciagu emigrują ludzie młodzi, zdolni i wykształceni zawodowo. Straciliśmy wielką szansę. Czy mogliśmy zatrzymać tę lawinę emigracyjną? Na pewno tak. Ale… nie siłą. Jak starożytni Grecy mawiali, że potrzebują wina i chleba, tak Polacy potrzebowali stabilności, poprawy ekonomi, lepszych zarobków i ”zielonego światła w tunelu”. A tego właśnie w Polsce zabrakło.
Wielu, z powodu braku nadziei, podjeło decyzję emigracji „na zawsze”. A Polska mogła stać się światowym liderem, może nie drugą Japonią, ale Polską silną, nowoczesną, z wielkimi perspektywami na przyszłość. Bo to kraj w środku Europy, który mógł liczyć szacunkowo na 60 milionów zdolnych i pracowitych obywateli. To już nie bagatela – to potężna siła i potencjał.
Pomyślmy, dlaczego Ameryka, Szwecja, Francja, czy Niemcy są tak bogatymi narodami? Bo mają wszystko co Polska oddała, a nawet wyrzuciła. A czego dzisiaj brakuje Polsce? Właśnie ludzi wykształconych, fachowej siły roboczej i tego ”zielonego światełka w tunelu”.
Marek Lewandowski
