ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Odwiedziny

Żeby nie zwariować w świecie rządzonym „zdrowym rozsądkiem”, trzeba stale dokonywać własnego suwerennego wyboru – Coś jest rzeczywiste, albo nie jest, co w gruncie rzeczy nic nie załatwia ani ułatwia. Sławny Duńczyk  Sören Kierkegaard /1813-1855/ pisał – Są dwa sposoby oszukiwania się. Jeden polega na wierze w to, co jest nieprawdziwe, drugi na odmowie uwierzenia w to, co jest pradziwe.

Piękne zdanie, niestety bardziej powiększa niepokój wynikający z braku odpowiedzi na wiele ważnych  pytań, niż usuwa. Nasączony rzeczywistością realny świat to o wiele za mało by można spać spokojnie, o czym z kolei przestrzegał wielki Austriak Albert Einstein /1879-1955/ – Prawdziwą wartość człowieka poznaje się przede wszystkim po tym, w jakim stopniu zdołał się wyzwolić od samego siebie.

Rozumiem słowa Einsteina tak, że gdy człowiek wprzągnięty w realną codzienną świadomość, zderzy się z nieznaną mu rozszerzoną świadomością, ze świadomością która nie ma początku ani końca, ma szansę zrozumieć, że stanowi nierozerwalną część Istoty-Nie-Istoty którą nazywamy Bogiem, ale można również Świadomością. Nic i nikt nie może nam tego odebrać, nie istnieje siła która mogłaby oderwać człowieka od boskiej energii. Jeżeli to nie jest wspaniała wiadomość, to już nie wiadomo co mogłoby być.

Wrażenia z astralnych podróży są nie do zapomnienia. Wielu ludzi je odbyło i niejeden ma znacznie bogatsze w tym względzie doświadczenia. Dla mnie po pierwsze niezwykle istotne i ważne było umiejscowienie zła. Rozumiem to tak, że zło, którego atrybuty w codziennym życiu napotykamy nader często, potrafi być okropne oraz powodować poważne dramaty, niestety nigdy nie zniknie ani zostanie pokonane, ponieważ stanowi nierozerwalną i niezbędną /!/ dla istnienia wszechświata jego część.

Po drugie i w jakimś sensie napawające otuchą, że zmartwenia pozostają na ziemi. Jesteś duszą z wymazaną przeszłością, nie tęsknisz za niczym, nie opłakujesz nikogo, z nikim nie pragniesz się spotkać. Myśli i tęsknoty mieszkające w ludzkich głowach, znikają bezpowrotnie wraz z opuszczeniem materii. Uważam, że raporty o spotkaniach i wysłuchiwaniu porad, szczególnie od świeżo odeszłych osób, to w większości fantasmagorie, życzeniowe projekcje, produkcja ziemskich głów. Nie „przychodzimy”, bowiem zawsze Tam jesteśmy, zmieniamy jedynie interwałowo konsystencję.

Nie mam bladego pojęcia, dlaczego to wszystko akurat mnie się przytrafiło, ale wszystkie te lata nauczyły, że podążanie ku wyższym światom jest stopniowym procesem, bardzo powolnym budowaniem więzów łączących poziom ziemski z astralem, ale jakże niezbędnym by udać się wyżej /może głębiej?/. Mam przeczucie, że podobny machanizm może działać Tam. Dusza, zmieniając poziom na wyższy, traci kontakt z frekwencją którą opuszcza.

Smutno trochę, że zmiana adresu na zaświaty zaczyna się od wymazania ziemskiego epizodu, ale „pocieszam się”, że moja impresja, jak każda inna, może być nietrafiona. Cóż, mistycyzm jest jak wielkie drzewo, a w cieniu ogromnych konarów nic nie wyrasta szybko. Cierpliwości, TAMTO  jest wielkie i potrafi przygnieść, ale kornik ciekawości robi swoje i podgryza, człowiek stale chce coś sobie udowodnić.

dPN

PS.

Dusze przebywające na ziemi i męczące nas swoją natarczywą obecnością, są być może duszami uszkodzonymi. Przy nagłej transformacji dusza może utracić podświadomość, a wtedy świadomość zdezorientowana bo pozbawiona swojej pamięci, płącze się po Ziemi bez ładu i składu. Kiedy zaś z jakiegoś powodu utraci świadomość, głupiutka podświadomość nie ma kontrolanta i wyprawa różne brewerie. Stąd mogą się brać różne białe damy, wariactwa na szpitalnych korytarzach i cmentarzach, szalejące poltergeisty. Ale to już inna i wcale nie wiadomo czy prawdziwa historia.

Andrzej Szmilichowski 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lämna ett svar