Nowe wspaniałe oświecenie
Ideologię swoją nazwali kokieteryjnie Mrocznym Oświeceniem (Dark Enlightement). Użycie oksymoronu miało zapewne pomóc w przyciągnięciu uwagi, o którą nie było łatwo dopóki ludzie tego nurtu nie zbliżyli się do Białego Domu. Chodzi bowiem nie tylko o intelektualne odrzucenie filarów Oświecenia ale i znalezienie politycznej sprawczości dla myśli atakującej demokrację i liberalizm..
“Nie wierzę już, że wolność i demokracja są ze sobą kompatybilne”. Teza Petera Thiela, współzałożyciela PayPala, znanego miliardera, zdążyła już zrobić publicystyczna karierę. Od dzisiejszych ideologów Mrocznego Oświecenia dowiadujemy się, że demokracja to w praktyce degrengolada, zaś równość szans to fanaberia.
Thiel i tak zwani neoreakcjoniści z Doliny Krzemowej wierzą za to w wielkich ludzi, których nie powinny ograniczać normy prawa. Orędują za hiperkapitalizmem, którego ideowe podstawy wyłożył już w latach 60-tych XX wieku brytyjski filozof Nick Land. W późniejszych latach zafrapował go chiński technologiczny autorytaryzm, który skłonił go do wiary, że biologia połączy się wkrótce z technologią, a radykalne innowacje z… głębokim konserwatyzmem.
Na skrajnie prawicowych salonach, karierę robią dziś wyznania Curtisa Yarvina. Jego zdaniem, demokracja, epatując egalitaryzmem, zafałszowuje istotę współżycia społecznego – ludzie są bowiem z natury nierówni: talentem, możliwościami, wrażliwością, kompetencją. Czas zatem na oświeconą władzę absolutną. Nierówności są warunkiem postępu, pozwalają ulepszać społeczeństwo, chodzi tylko o ich właściwe systemowe ułożenie. Zdaniem Yarvina, można zacząć do terytoriów quasi-państwowych, rządzących się po swojemu i zastosować tam model tzw. „neokameralizmu”, inspirowanego ideą korporacyjnego zarządzania państwem. Obywatele, mieszkańcy, użytkownicy, stają się wtedy klientami bądź udziałowcami. Yarvin przekonany jest, że model ów właściwy jest dla rządów nowej technokracji. Marzy mu się patchwork sieci niezależnych struktur terytorialnych zarządzanych na wzór korporacji. Trudno się dziwić, że ideolodzy Mrocznego Oświecenia preferują praktyki stosowane w Singapurze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Stawiają bowiem na pozytywną sprawczość hierarchii w oparciu o światłe autorytety i rządy elit. Intencją jest maksymalizacja zysku w rozumieniu dobrobytu społecznego i stabilności politycznej, do czego, jak twierdzą, niezdolna jest liberalna demokracja, skupiona notorycznie na konfliktach… które sama stwarza.
Idee te zaskakująco bliskie są wizji ładu przedstawionego w opublikowanej w 1932 roku powieści Aldousa Huxleya „Nowy wspaniały świat”. Akcja książki dzieje się w idealnym społeczeństwie, w którym stabilność i szczęście osiągnięto kosztem wolności jednostki. Embriony są sztucznie hodowane w butlach i poddawane formowaniu tak, by już jako ludzie idealnie pasowali do przypisanej im kasty społecznej. Ideą przewodnią Huxleowej dystopii jest stratyfikowane społeczeństwo, gdzie poziom Alfa oznacza elity, zaś Beta ich współpracowników. Pozostałe kasty: Gamma, Delta, Epsilony, jako odpowiednio niższe i podporządkowane, mają zaś mieć się… przyjemnie, nie przekraczając swoich ograniczonych uprawnień ani powinności życiowych. Poszczególne kasty zaprogramowane są tak, by składały się na piramidę efektywnej i stabilnej całości społecznej. W myśleniu i uczuciach preferowany jest hedonizm, wszystkim kastom dane jest unikanie cierpienia, głównie dzięki ogólnie dostępnemu narkotykowi zwanemu somą. Osobnicy z kast niższych pozbawieni są intelektualnych i emocjonalnych zdolności kwestionowania swojej pozycji. Nie ulegają więc frustracji ani nie wyrażają sprzeciwu, mimo, że są poddanymi w służbie osobników Alfa i Beta.
W Huxleyowej wizji dobrostanu społecznego kontrola nad społeczeństwem nie opiera się na terrorze i represjach, lecz na… doświadczaniu przez wszystkich precyzyjnie skalibrowanych przyjemności. To kluczowy środek represji (sic?!). Mając łatwy dostęp do rozrywki, nieograniczonego seksu i konsumpcji, ludzie nie szukają wolności i nie martwią się o jutro. Huxley, jako uważny krytyk współczesności, maluje ową wizję by zadać czytelnikowi podstawowe pytanie: czy człowiek, który jest stale uszczęśliwiany i nie zna cierpienia, może być naprawdę wolny?
Co nowy wspaniały świat Huxleya ma wspólnego z ambicjami adwokatów Mrocznego Oświecenia? Więcej niż można sądzić, nawet jeśli ci drudzy nie mają w planie równie drastycznych metod przypisania ludzi do przeznaczonych im przedziałów społeczeństwa. Przywykliśmy do posługiwania się Orwellem i jego powieścią „1984” w ukazywaniu grozy totalitaryzmu, jako recepty na stabilną całość społeczną. To jednak nie Orwellowska, a Huxleyowa wizja totalnej szczęśliwości zagraża dziś dojrzewającemu na naszych oczach cyberspołeczeństwu.
To system jest odpowiedzialny za to, by osobnik, z przypisaną mu alokacją w społeczeństwie, nie miał wiedzy, zdolności analitycznych ani predyspozycji emocjonalnych, które mogłyby go do negatywnych myśli i protestu skłonić. Przyjemność, która steruje wolą, a której zazna w stosownej formie i dawce, uczyni więcej niż klasyczna represja. W totalitaryźmie typu „huxleyowego” chodzi o to, by w świecie pozbawionym głębokich emocji i przemyśleń nikt nie zgłaszał innych potrzeb i niż te, które są dla jego segmentu społecznego przewidziane. Ma natomiast wiedzieć, czego się od niego oczekuje i powinno to mu wystarczyć. Dzisiejszym technoideologom nie chodzi o gołą przemoc i pranie mózgów na sposob nazistów, czy komunistów. To niepotrzebne. Przyjemne życie lepiej posłuży wszystkim.
Dzisiejsi uszczęśliwiacze spod znaku Mrocznego Oświecenia zdają się nie traktować poważnie Huxleyowego dylematu o prawie jednostki do wolności. Ważna jest za to powszechna kontrola. Ich programy operacyjne „szczęścia dla wszystkich” wymagają bowiem totalnej inwigilacji. O wiele bardziej przenikliwej i kompleksowej, niż ta, o jakiej marzyły ubeckie służby w świecie radzieckim.
Magicznym kluczem jest słowo PROFIL. Potrzeby, sposoby myślenia, ambicje i postawy należy odpowiednio sprofilować. Część pracy wykonają edukacja i zarządzanie karierami zawodowymi, reszta to ustawiczne meblowanie głowy w realu, wirtualu i hiperrealu, a to już jest zadaniem zarządców mediów, platform, algorytmów i administratorów sieci internetowych. Każdy wpadnie w swoją koleinę i system poprowadzi go dalej. Nawet jeśli „na wejściu” jest pewna wolność wyboru, zanika ona wraz z posuwaniem się obraną drogą życiową. System zadba też o to, by przemieszczanie się w strukturach społecznych nie odbywało się poza jego kontrolą. Jak to może się udać?
W grze o powszechną szczęśliwość najważniejsze jest przekucie wymaganych społecznych nierówności w określone profile użytkownika. Profilowanie zainteresowań i potencjałów poznawczych pomoże każdemu znaleźć wygodną dla niego opowieść o sensie życia. Jego życia. Zakotwiczy go ponadto w miejscu pracy, wśród bliskich, na ulicy. I w sieci, rzecz jasna. Stotalizowana kontrola spełni swe zadania w odpowiednich ofertach w social media, fanpageàch, na chatach, platformach, kanałach streamingowych, ale i via korporacyjne i komercyjne eventy. Chodzi bowiem o skuteczne zarządzanie uwagą i emocjami. I jak tu mówić o zniewoleniu, skoro jest się zaproszonym do maksymalizacji przyjemności.
Nierówności istniały zawsze, jednak w ideach Mrocznego Oświecenia podniesione zostały do rangi głównej cnoty ładu społecznego. Sterowane polityką ekonomiczną, kulturalną, poziomem kształcenia, układem ścieżek karier zawodowych, mają służyć efektywnemu zarządzaniu. Internet i relacje wynikające z działania AI stają się również instrumentem władzy, pracodawców, a i nowych „zbawicieli dusz”. Ich programy operacyjne i algorytmy, obok zarządzania personelem w miejscach pracy, stają się współczesną odmianą formowania ludzi na Alfa, Beta, Gamma, Epsilon. Niektórzy nazywają ów system technofeudalizmem, inni technofaszyzmem, póki co mamy chaos pojęciowy. Zarządzanie, również to publiczne, będące funkcją instytucji państwa, coraz częściej staje się zadaniem gigantycznych korporacji. Tężeje też netokracja, która obsługuje społeczeństwa. To nowa „arystokracja sieci” w mariażu z „arystokracją pieniądza”.
Dotarliśmy już do fazy ewolucji, w której algorytmy sztucznej inteligencji (którą sami codziennie karmimy treściami i prywatnymi danymi), są częścią strategii zarządzania. Władza nowych panów, właścicieli korporacji, ale i tych którzy tworzą nowe systemy i programy, wciąż się poszerza. A warto wiedzieć, że w ciągu najbliższych 10 lat modele AI będą miały więcej połączeń niż liczba synaps w ludzkim mózgu. Dzisiejsi technomagowie już ogłosili wyścig do osiągnięcia „ogólnej sztucznej inteligencji’” (ang. Artificial General Intelligence, AGI), który, tak naprawdę, jest wyścigiem do władzy absolutnej.
Można zadać pytanie, czy praktycznie jest jeszcze możliwa alternatywa dla myśli nowej technokracji i idei segmentacji społeczeństwa. Neoreakcjoniści starają się epatować futurystyką, a zarazem, jako ideolodzy, są bardzo tradycyjni. Przekonani bowiem, że ich idee stworzą dobrobyt i szczęście, byle tylko odrzucić błędy przeszłości pokutujące do dziś. Podobni są ideologom wcześniejszych epok, znają bowiem recepty na wszystko, wiedzą, co jest chorobą, która toczy świat i gdzie jest wróg. Jako twórcy architektury nowego ładu są groźni, jak wszyscy totaliści przed nimi, skoro znaleźli idealną konstrukcję, w którą wtłoczą całe społeczności. Nie obchodzi ich to, jak skonstruowany jest człowiek. A wiemy, że może być rozważny ale i pogubiony, szuka szans dla siebie, rezygnuje, ma wzloty i upadki. I różnie to się układa w kolejnych fazach życia. Pragnie bliskości, szuka samotności, samolubny, bezinteresowny, zły, dobry, doskonalący więzi, psujący je. Może być jak kamień i jak puch. Nie pasuje do idealnych modeli szczęśliwego społeczeństwa. Dlatego demokracja była doskonała tym, że była niedoskonała, jak my sami.
Ideolodzy nowego ładu szykują już algorytmy i programy operacyjne, które nas „poprawią”. Tylko czekać, kiedy nowe wspaniałe oświecenie wkroczy z impetem.
Zygmunt Barczyk
