relax-7142183_1280

Muszę znaleźć partnerów na poniedziałkowy lub wtorkowy tenis. Sprawa jest poważna, gdyż tenis jest moją przepustką, moim biletem i jednocześnie hamulcem na starcze zniedołężnienie. A w końcu, najważniejsze: ja kocham tenis.

Z pewnym niepokojem zauważam, że jest coraz więcej osób, które nie chcą ode mnie niczego i coraz mniej takich, od których ja cokolwiek chcę. Wątpliwy sukces, nieprawdaż? Na szczęście zdobyłem umiejętność, wręcz się przez ostatnie pięć lat wyspecjalizowałem, w wewnętrznej samowystarczalności.

Umiejętność tę, że potrafię być sam, zdobyłem, ale czy to jest błogosławieństwo – śmiem wątpić. Promykiem w ciemnościach niech będzie, że samotność wydaje się być cechą i umiejętnością każdej ludzkiej świadomości. To banalne stwierdzenie, ale umacnia mnie w przekonaniu, że życie obchodzi się ze mną łaskawie, oraz że jestem na dalszy ciąg nieźle przygotowany.

Mówi się, że życie jest zbyt krótkie, żeby przejmować się kłopotami, z których większość na dobrą sprawę mieści się w kategorii błahych kłopotów. Positive thinking, wishfull thinking, to jest to, co Indianie lubią najbardziej! I niech tak pozostanie.

Dzieje się wiele, wojna u polskich granic. Czy istnieją jakieś proporcje, coś co można by przewidzieć, pomiędzy wojennymi konwulsjami, jakim podlega od stuleci Europa, a okresami (wątpliwego) pokoju? Jedno, co mi przychodzi do głowy to to, że można poszukiwać jednostkowych korelacji pomiędzy zaczątkiem konfliktów zbrojnych, a pokoleniowymi zmianami wśród europejskich polityków. Chcę powiedzieć, że z wiekiem – i przy wydatnej pomocy sklerozy – durnieją, co elegancko nazywają zdobywaniem doświadczenia, i traktują nadchodzące regularnie pokolenia młodych mężczyzn, jak swoiste armatnie mięso, niezbędne do zaspokajania ich terytorialnych czy innych ambicji.

Wojna rosyjsko-ukraińska (jeszcze pięć lat temu absolutnie nie do pomyślenia) stopniowo się rozwija i dziś już nieomal w pełnej skali. A podczas wojen, jak i rewolucji, nikt nie myśli. Dopiero potem, gdy gołąbek pokoju (i tak dalej), do pracy rzucają się literaci i socjologowie, by wykazać ich (wojen) nonsens i wtedy powstaje mocna dobra literatura.

Następnie ów zapał z wolna gaśnie, karłowacieje, nieraz perwersyjnie mutuje, by wybuchnąć z nową „zdrową” siłą przy kolejnej wojnie. Jak już uzgodniliśmy, jest idealnym surowcem dla twórców. I tak szampańsko Europa bawi się od długich stuleci.

Nie pisałem i nie napiszę nic o wojnie, bowiem jestem dzieckiem międzywojnia. Gdy dorastałem, II Światowa Wojna była już literacko przeżuta i opisana. Na III Światową, ku której Europa zmierza szybkim krokiem, już się nie załapię, jestem na to zdecydowanie za stary.

Jaki pech!

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer