Wolę się nie zastanawiać na wolą
Życie po osiemdziesiątce jest biologicznie, moralnie i pod wieloma innymi praktycznymi względami, zakończone, choć przecież trwa w najlepsze, co jest jednym z najmilszych paradoksów, jakie los oferuje starości. To oznacza również, a w każdym razie oznaczać może, że życie dzieje się przez przekorę.
Do trzydziestki, pomimo że wszystko cudownie trzyma się kupy, jest ono (życie) zielona jak sałata, świeżyzna na pięć minut, innymi słowy niebiescy ptakowie. A reszta? Reszta to już, jak mówiliśmy, tylko demonstracja przekory samego życia, co przekładając na język bardziej codzienny mówi o układaniu sobie wszystkiego w miarę możliwości tak, aby zdobyć to czy tamto, lub tamto jeszcze raz, tylko inaczej.
W późniejszych latach człowiek żywi się już tylko nieufnością. Nie tylko z uwagi na uzbierane doświadczenia, choć to ważne, ale też i nierzadko, głównie na poczet moralnych pryncypiów. Co ściślej mówiąc oznacza rezygnację z pychy i związanych z nią planów, na korzyść ostrożnej determinacji, podejrzliwości i braku pewności. Czyli wszystkiego po trochu, bo nie wiadomo, co może się zdarzyć nawet w niedalekiej przyszłości, ponieważ nic nie jest wiadome na pewno.
I tak człowiek dociera do etapu, gdy poczyna wdawać się w szczegóły. Przyjmuje metodologię i dyscyplinę, oraz zaczyna mówić, robić i myśleć „po kolei”. Uważa, że inaczej się absolutnie nie da, bo się pogubi i tak się w tym zapamiętuje, że gubi świeżość. Zanim się opamięta ucieka mu intuicyjność, a w zamian rosną wyrzuty sumienia i to w najlepszym przypadku, inaczej pozostają mu tylko rozczarowania i złość.
I wreszcie (bo zakazuję sobie pisać – w końcu), następuje – że użyję zarozumiałego słowa, konstatacja iż taki jest los.
A los ani smutny jest, ani wesoły, ani decyzyjny, ani bezwolny, ani – tu należy chwilę się zastanowić czy świadomy. Ponieważ pytanie brzmi: Czy wszystko, każdą odpowiedzialność, można podciągnąć pod los i zapomnieć o wolnej i nieprzymuszonej podobno woli? Woli, którą przecież rzekomo (jak wszystkim), rządzi z tylnego siedzenia los? A tu drugie pytanie nadbiega pędem, aby zdążyć przed trzecim i woła: Chwila moment! Ja sobie losu sam nie wybierałem, to jak jest z tą moją wolną wolą? I słyszy szept: A skąd czerpiesz miły mój koteczku pewność, że nie wybierałeś?
Andrzej Szmilichowski
