landscape-2785904_1920

Co mnie łączy z Polską? Język. Język i wkurw! W 1989 roku uwierzyłem w Polskę, ale niestety moja wiara ostatnimi laty mocno osłabła. Mieszkam poza Polską i tęsknię, ale żebym tam wrócił, trzeba by mnie od nowa i inaczej wymyśleć.

Frantz Fiszer, popularny facecjonista dwudziestolecia międzywojennego grzmiał, że jeśli w Polsce ma być dobrze i porządek, to trzeba zabić sto tysięcy winnych. A kiedy zapytano, co będzie, jeżeli się tylu winnych nie znajdzie? Fiszer odparł: – To się dobierze z niewinnych! Polska stała się krajem niepodległym trzydzieści lat temu. Niestety, nadal jest okaleczana krętactwami, ale już samodzielnie – sama z siebie. Polaka niepokoi wolność i demokracja, gdyż nie miał się kiedy tego nauczyć i ciągle nie rozumie, bo leniwy, bo mu się nie chce. Jakaś tajemnicza inercja powstrzymuje rodaków od dojrzałej, świadomej samodzielności, zaś pożal się boże politycy, krzykliwie, prymitywnie i głupio, za to głośno, sejmikują jak za dawnych dobrych czasów, kiedy to Polak na zagrodzie był równy wojewodzie (akurat!).

Kominek jest cudownym wynalazkiem. Siedzę sobie, patrzę w ogień i czas pięknie mija, a moje demony wyglądają jak wypchane kukły. Potem idę uliczkami sztokholmskiego Gamla Stan, a obok człapie ona, śmierć (żaden dramat, towarzyszy każdemu). Podobno strach cuchnie. Jeśli to prawda, wszyscy trochę podśmierdują. Odważni bohaterowie, których tak podziwiamy, tylko się maskują. Oni boją się bardziej od innych, a swój strach pokrywają dzielnością. Autentycznie odważni mogą być tylko ludzie bez wyobraźni.

Autobus na moście Västerbron. Przede mną siedzi kobieta i rozmawia z komórką. Mówi o wszystkim, ale stale powraca refren męża, który ją opuścił. Wysiada na Fridhemsplan i patrzę za nią. Na pewno dostanie swoją szansę, tylko jeszcze o tym nie wie. Każdy dostaje. Cała tajemnica kobiety polega na trzech pragnieniach: Czy kocham? Czy jestem kochana? Czy się podobam? Tak myślą mężczyźni i jest to dla nich niepojęte, bo „za proste”.

Jestem nieomal rówieśnikiem dekadencji. Moje dzieciństwo przypadło na jej młodość i razem się starzejemy. Czy świat to przetrwa? Nie przetrwa – ta karawana zapadnie w końcu w piaski Sahary (Mojżesz i Żydzi już to przerabiali), albo jakoś inaczej, ale zapadnie.

Zmiany pędzą a demokracja się w oczach starzeje. I nie wiadomo, co będzie dalej. Może po prostu nic? Jesteśmy trochę jak Jonasz. Rozgościł się we wnętrznościach wieloryba i pilnuje troskliwie pulsu w złudnym przekonaniu, że to jego puls. A wieloryb milczy i nie wyprowadza go z błędu, bo co mu tam! Milczy ponieważ możliwe, że nie wie, iż ma coś w brzuchu. Jedni Jonasze wierzą i upierają przy racjach, że wieloryb o nich wie, obserwuje, ocenia i ceni. Inni Jonasze śmieją się z „nawiedzonych”, bo są na to „za mądrzy”, a poza tym widzą inaczej.

Autorytetów racz nam przydać Panie! Janek Kobiela, dwa lata starszy ode mnie syn dozorcy w kamienicy przy ulicy Browarnej na Powiślu, śpiewał: „Ułani wędrują, strzelcy maszerują, kopytami go traktują!”, a ja za nim. Mama poprawiała: „Tratują synku, tratują!”. A gdzie tam! Nie miała szans przy Janku Kobieli – traktują! Gdyńskie portowe knajpy lat 1955-60, biedne, brudne, parszywe. Skrzypek pochyla się do mikrofonu: „Czerwone maki na Monte Cassino. Prosimy nie tańczyć”.  Chwila ciszy, załzawione oczy. Pijany szwedzki marynarz wlecze młodą kurewkę na parkiet, natychmiast dostał fangę w nos i nic nie rozumiejąc wylatuje z brzucha wieloryba prosto na bruk ulicy Portowej. Kto rozumie ten świat, proszę o telefon.

Krwawe, bezlitosne i unurzane w cierpieniu rewolucje, mają podobno nieść ludowi szczęście. A zatem przeciwstawianie się rewolucji, zadawaniu bólu i zabijaniu bez litość, jest wykroczeniem skierowanym przeciwko temuż ludowi, jego szczęściu i zamiarom? W tym bulgoczącym na peryferiach kosmosu maciupkim kociołku, jesteśmy systematycznie macerowani, a my naiwnie i dumnie na koturnach. Piekło? Owszem, tak. Kiedy wszystko jest dokumentnie zabetonowane, znika przestrzeń dla oddechu i wtedy jest piekło.

A niebo nad Sztokholmem cudne, jasne, ale zimne. Podobno mróz to jedna z cech absolutnego piękna.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer