Nieznośna jałowość mózgu

Rozmowa z laureatką Nagrody Specjalnej Polonii Szwedzkiej, POLONIKI 2020, Teresą Urban.

Jak się zaczęła Twoja przygoda z pisaniem?

Już w młodości. Zawsze lubiłem pisać. Kiedyś najchętniej, gdy ktoś mi zaproponował jakiś temat. Może dlatego, że czasami brakowało mi fantazji by wymyślać “własne” tematy. A może to było tylko lenistwo*

A co cię skłania do pisania teraz?

Brandys napisał, że jak się pisze z własnej potrzeby, to jest się grafmomanem. A jak się pisze dla pieniędzy, to jest się pisarzem. Mnie pisanie sprawia przyjemność, piszę więc częściowo „dla siebie”, ale nie do szuflady. Publikuję swoje teksty i w Nowej Gazecie Polskiej i próbuję także w innych mediach, ale sporadycznie.

Bardzo często Twoje teksty są relacjami z licznych podróży. Co jest najbardziej fascynującego w podróżowaniu?

To przeżywanie nowych wrażeń, poznawanie nowych miejsc. Im bardziej się jest starszym, tym bardziej się to docenia. To swego rodzaju szeroko rozumiany luksus, jaki można sobie kupić. Myśmy zawsze z mężem dbali o to poczucie „luksusu”, nie należę do tych którzy podróżują z namiotem.

Często w tych swoich relacjach piszesz o takich banalnych sprawach – nie mam nic złego na myśli…

…może rzeczywiście trywialnych…

… ale to jest swego rodzaju sztuka, by z tych zwyczajnych zdarzeń, zbudować ciekawy obrazek.

Piszę o przeżyciach różnego rodzaju, to nie są przewodniki turystyczne. Piszę więc sporo o pewnych niedogodnościach związanych czasami z podróżowaniem, o rzeczach i wydarzeniach rzadko się zdarzających. Więc to nie jest „poradnik turysty”, raczej wręcz przeciwnie – czasami odradzam. Bo – zauważyłam sama w sobie – mam bardziej skłonność do odradzania niż polecania. Często staram się nadawać moim relacjom charakter pewnego humoru, może nawet bardziej sarkazmu.

Czas pandemii unieruchomił nas wszystkich, Ciebie też, jak przyjmujesz ten ostatni czas?

Staram się z tego psychicznie wyłączyć, bo mnie to deprymuje. Najbardziej mi brakuje pływania w ciepłym morzu. Nie wspominając o kontaktach towarzyskich.

Jak reagują czytelnicy na Twoje teksty?

Czytelnicy reagują zazwyczaj, gdy ich coś poruszy negatywnie. Gdy im się coś podoba, to rzadko kiedy ktoś się odezwie. Do tego trzeba się przyzwyczaić. Krytyków nie brakuje. I często jest to krytyka mało konstruktywna.

Jesteś autorką paru książek…

Pierwsza była to książka elektroniczna „Dino i inne opowiadania” zawierająca nowele po polsku i po szwedzku. Później był zbiór opowiadań „Ja i inne małpy”, a jeszcze później ”Moja Jurata”…

A właśnie niedawno ukazała się kolejna Twoja książka, „W cieniu jabłoni”, między innymi o Twojej trudnej relacji z matką.

Tak, to książka o relacji matka-córka.

Czy trudno ci się ją pisało?

Pisałam ją kilkanaście lat. Pisałam, by się uporać z tymi wszystkimi problemami i konfliktami, które przeżywałam. To jest książka pisana z głębokiej potrzeby zrozumienia tego co się wydarzyło. Takie psychiczne oczyszczenie. W końcu zdecydowałam się ją wydać pod pseudonimem, pozmieniałam imiona, unikałam nazwisk, głównie z myślą o ojcu.

Trochę dziwna konstrukcja, zwłaszcza, że nie ukrywasz, że jesteś autorką tej książki.

Dużo się nad tym zastanawiałam, ale w końcu pseudonim na okładce został. To już chyba mój ostatni większy projekt książkowy. Żadnych książek więcej nie będzie.

Zawsze z powątpiewaniem słucham, gdy ktoś mówi, że więcej już nic nie napisze…

Naprawdę nie sądzę, bym jeszcze coś napisała większego. Nie czuję takiej potrzeby, z chęcią będę pisała dalsze krótsze felietony, drobne formy, ale zobaczymy. Tematów mi ubywa, a przez tą pandemię jałowieje mózg. Trawestując: nieznośna jałowość mózgu.

Taki damy tytuł tej rozmowie.

Rozmawiał. Tadeusz Nowakowski

Lämna ett svar