Jak nie zdradziłem ortodoksyjnej orientacji

O istnieniu gejów wiedziałem od wczesnej młodości. W latach poodwilżowych krążyły po Warszawie na ogół złośliwe plotki o różnych homoseksualistach, niekiedy dobrze sytuowanych dziennikarzach (przykładem może służyć felietonista Józef Muszkat – Jotem), wykorzystywanych i okpiwanych przez honorowanych za usługi młodzieńców. Już wtedy znany był jako biseks żonaty i dzieciaty krytyk filmowy Leon B., choć dopiero później ujawniono, że bywał też TW dla tajnych służb.

W sferach filmowych mawiano też, że pisarz Jerzy A. zaangażował wówczas młodego etnografa, późniejszego reżysera Jerzego S., do współpracy przy scenariuszu filmu Wajdy “Niewinni czarodzieje”, w zamian za inne usługi. Przeczyła temu późniejsza współpraca Jerzego S. przy “Nożu w wodzie”, niewątpliwie heteroseksualnego Romana P. Takie plotki rzadziej zatrącały o szanowanego pisarza, w dodatku pieszczocha władzy – Jarosława I.

Więcej dowiedziałem się na ten temat po wyjeździe z Polski. Pierwszym przystankiem był Londyn, gdzie spędziłem 3 miesiące u stryja, zdemobilizowanego niegdyś z armii Andersa, przyrodniego brata mego ojca. Żonaty z Angielką, małżeństwo bezdzietne. I nagle, pewnego pięknego poranka dowiaduję się od brytyjskiej cioci, że jej pożycie z mężem skończyło się bardzo dawno, tuż po ślubie. Co nasunęło mi później podejrzenie innej orientacji stryja, unikającego przez pozór małżeństwa, możliwości poniesienia aktualnej wtedy jeszcze odpowiedzialności prawnej stosowanej wobec “innych”. W dodatku wuj – z zawodu wyuczonego cukiernik – zatrudniał w swej niewielkiej restauracji młodych osobników, którym w ten sposób matkował. Ale to tylko domysły.

Czytam jednak niedawno, w powieści Joanny Bator “Chmurdalia”, o innym cukierniku-geju. Może to skrzywienie zawodowe?

Przenosząc się z Londynu do Sztokholmu drogą morską słyszałem śpiewane na pokładzie przez jakiegoś Brytyjczyka piosenki w rodzaju: Where all the queers gone. Went to Sweden everyone… .

Jak się okazało, niewiele odbiegało to od prawdy. W ciągu 35 lat pracy w Szwedzkim Instytucie Filmowym spotkałem wielu przedstawicieli tej orientacji, niekiedy aktywnie walczących o równouprawnienie, realizujących filmy dokumentalne. Jednego z nich zrazu bałbym się spotkać w ciemnej ulicy (fryzura Irokeza, masa metalu na ubraniu, w nosie i uszach), ale przy bliższym poznaniu okazywał się łagodny jak baranek. Inny znów był wstydliwy i zakompleksiony. Gdy – w najlepszych zamiarach – pożyczyłem mu książkę Jerzego A. “Kain i Abel”, gejowską wersję opowieści biblijnej, zwrócił mi ją po jakimś czasie i później unikał mego wzroku i jakiegokolwiek kontaktu.
Prywatnie znałem w Szwecji bliżej tylko jednego geja, zresztą nie kryjącego się ze swą orientacją.

Nieco więcej dowiedziałem się o różnych obyczajach tej mniejszości, gdy na tygodniowym urlopie w Maroku przyszło mi mieszkać w jednym, dwupoziomowym apartamencie hotelowym ze szwedzkim gejem, co prawda pochodzącym z Malty, poświęcającym cały pobyt polowaniom na tutejszych chłopców. Parokrotnie raczył mnie różnymi opowieściami w czasie wspólnych posiłków. Ale po powrocie do Sztokholmu nagle gdzieś znikł bez pożegnania.

Może ostatni raz spotkałem małą grupę gejów w Warszawie, po pokazie szwedzkiego filmu, przed którym wygłaszałem prelekcję. Paru facetów proponowało kontynuować wieczór w hotelu Bristol, Ich sposób zachowania i “wszeteczny urok” wzbudziły mój niepokój, zaprosiłem więc dwóch znajomych do mego pobliskiego pensjonatu na pogaduszki wzmocnione konsumpcją pozostałego od poprzedniej okazji alkoholu.
Tyle grzechów na dzień dzisiejszy. Nienawidzę zwrotów typu:

Nie jestem rasistą (antysemitą, homofobem – niepotrzebne skreślić), ale…

Moje ale mówi tylko, że gdyby homoerotyczna orientacja opanowała większość ludności globu, rodzaj ludzki stopniowo by wymarł. Ale i to przestaje robić wrażenie przy różnych możliwościach in vitro.

A może prokreacja zachodziłaby poprzez stosunki gejów z lesbijkami?

Precedensy istnieją.

Aleksander Kwiatkowski

Lämna ett svar