ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Dzieckiem bałem się ciemności

Wystarczyło posłuchać na wakacjach i obozach żeglarskich o wilkołakach i meduzach, bym miał makabryczne sny. Trochę pomagało spanie przy zapalonej lampie (pomaga do dziś), bo złe nie lubi jasności. Jest coś niepokojącego, bo nieznanego, w ciemności.

Kiedy to się skończyło? Po prawdzie – nigdy. Dziecięce strachy zmieniły formę, stałem się porządnym grzecznym młodzieńcem, chętnym w okazywaniu pomocy innym. To, iż pomagałem innym, zdejmowało z moich barków część strachu, niepewność jednak pozostała i tłumiłem ją nas różne sposoby, na przykład wkładając dużo wysiłku w to, by nikt nie był mną rozczarowany.

To był mój sposób, moja lampa rozpraszająca mrok. Grzeczność zatrzymuje zło w oddali, niesforność, utyskiwanie, płacz, gniew, otwierają drogę ciemności. Każde niewielkie nawet potknięcie, każda błaha uwaga czy ślad irytacji, to była moja porażka, mój błąd, a odpowiedzią na owe niebezpieczeństwa było zwiększanie samokontroli. Świat można oszukać, przykryć fanfaronadą!

I tak to rok po roku szło. Jednego dnia lepiej, jednego gorzej. Jaśniej stawało się, gdy mogłem na kogoś liczyć. Choć innego to bliskiego i mniej podatnego na niebezpieczeństwa czające się w mroku. Mroku potrafi również rozjaśnić, poradzić, podsunąć myśl. Choć uwiera, potrafi być normalnie i w porządku. Nie zaznawszy ciemności, nie przewędrowawszy szmatu drogi po omacku, niepoobijany, nie zaznasz, nie dotrzesz nigdy do oazy spokoju. Ważne uzmysłowić sobie, że tak do ciemność jak jasność, prowadzą te same drzwi – drzwi na dobre i na złe. Zaciemnienia nie unikniesz, jasność może nadejść, ale nie musi.

Inaczej wyobrażałem sobie życie kulturalne, gdy byłem młody. Myślałem, że będzie jak w platońskiej akademii, niekończące się dyskusje o pięknie i śmierci, o czarownikach z równoległych światów i o samych światach. Rilke to wiedział, gdy pisał list do młodego poety, kiedy codzienność cię rozczarowuje nie oskarżaj codzienności, oskarżaj siebie. Za mało w tobie poeto poezji, byś pojął bogactwo codzienności. Bieda nie istnieje dla tych, który tworzą.

Wierzyłem, że wszystkich, bez wyjątku wszystkich, interesuje surrealizm, psychoanaliza, dusza, Bóg, że każdy przeżywa swój mrok, ale znajdując się na drodze do jasności. To przeświadczenie długo trzymało przy życiu moje nadzieje. Dopiero późne popołudnie życia uzmysłowiło mi, lub mi na to pozwolono, iż osobnych dróg dla zła i dobra nie ma, istnieje tylko doświadczenie. Własne doświadczenie i własna, twoja droga.

Czułem się coraz bardziej sam. Przestałem opowiadać o moich troskach i niepewnościach, o kłopotach identyfikacyjnych, przestałem wierzyć, że znajdę, wśród najbliższych i dalszych osób, życzliwe ucho. Bałem się bardzo być uznanym za naiwnego, sentymentalnego faceta z w niezrozumiały sposób rozedrganą duszą.

To oczywiście nie było prawdą, ja tylko wahałem się, stałem przed uchylonymi drzwiami nie potrafiąc znaleźć w sobie siły, by je przekroczyć albo zatrzasnąć. Wierzę, że mój strach przed ciemnością wynika(ł) z obawy przed brakiem kontroli nad dzikością mroku. Ale wydaje mi się, że coś w końcu zrozumiałem, moim strachem zawiaduje nie mrok, a ja sam. Kto ma takie lub podobne kłopoty podejmuje walkę w pojedynkę, ale na szczęście są nisze, gdzie zbierają się podobnie odbierający świat i wspólnie świętują swoje odmienności.

Zbieramy się pod podobnymi znakami, w kościołach, na polanach, w redakcjach, i rozpalamy nasze ogniska. Zbieramy się, by odreagować uczucia, skanalizować bezdroża, budować drogi, próbować zrozumieć niezrozumiałe, ożywić sztukę pojmowania mitów. Ciemną życiową energię niezbędną twórcy w muzyce czy literaturze, aby poruszyć odbiorcę, siłę czerpaną z flamengo, energię i pasję uzyskiwane poprzez cierpienie, pisał Lorca.

Wisi nad nami i ciśnie presja porażki, że się coś ważnego, na przykład życie, się nie uda. To, co zewnętrzne daje się w miarę kontrolować i potrafi być piękne, ale na dłuższą metę, bez wewnętrzne nikt nie da rady, to pewne. Nie widzimy świata, jakim jest, oceniamy go i staramy zrozumieć, poprzez kim sami jesteśmy. To mówi, że świat zostanie zrozumiany, co znaczy uratowany, gdy dojdzie do zmian w nas samych.

Możesz uratować, co kochasz, możesz kochać, co uratujesz i z czym masz relacje, możesz mieć relacje z tym, co przeżyjesz. Nie możesz mieć relacji ze światłem, ale możesz z mrokiem. Od ciebie samego zależy, by twój mrok był spokojny, spokojny na tyle, iżbyś doczekał i zrozumiał światło.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar