Złym przyzwyczajeniom na przekór
Moja nieomal nieznana, a przecież kochana córka Agnieszka, napisała do mnie parę zdań, które stały się bodźcem dla dzisiejszego zapisu.
Witold Gombrowicz pisał w Dziennikach, że jest „po stronie ludzi a nawet Boga”. Czy to oznacza, że uznał Boga za ludzkiego? Był po stronie Boga, a zatem przeciw czemuś. Czemu? Czy przypadkiem wolna wola, cnoty, prawda i inne a podobne rzeczy, nie są zwykłym zawracaniem głowy? Markiz de Sade, Marks z Engelsem, różne odmiany darwinistów, narzucali się ludzkości w natrętny i perfidny sposób. Potem zjawił się Freud i behavioryści ze swoim odruchem warunkowym, jako epokowym wynalazkiem.
Jeżeli odruchy mogą być warunkowe, to biorąc na chłopski rozum, dadzą się warunkować? Jeżeli człowiek nauczy się wykorzystywać swoje ego, swoją jaźń, gdy kiedyś wykorzystywał ją w sposób nieodpowiedni, to będzie ukierunkowaniem odruchów?
Czy starzy ludzie rzeczywiści są tacy niezdarni? Czy wstając z trudem z krzesła i wolno pokonując schody, pragną tylko tym sposobem wzmocnić nadwątlone czasem poczucie własnej ważności? A może ma to służyć jedynie wywoływaniu współczucia, w chwilach gdy bardzo tego potrzebują? Dziecko krzyczy po to, aby przybiegła matka i się nim zajęła. I to się wiele nie zmienia od kołyski do grobu.
Czy zatem starość nie jest po części tylko złym przyzwyczajeniem? Ciało przystosowuje się do użytku, jakiego się od niego wymaga. Jeśli zaczniesz chodzić jak reumatyk, narzucisz to sobie i tak staniesz się męczennikiem reumatyzmu! No, może niekoniecznie aż tak, ale przyznacie, że coś w tym jest. W każdym razie ciało człowieka, który zachowuje się jak starzec, funkcjonuje jak ciało starca i tak, właściwie dobrowolnie, podejmuje się roli starego błazna w kapciach. (Ciekawe byłoby wiedzieć, co myślą na ten temat moje dzieci).
Pogoda ducha jest jednym z bezcennych przywilejów starości. Oczywiście, o ile można sobie na to pozwolić z merkantylnych powodów oraz dzięki niezłemu zdrowiu. Na szczęście człowiek stojący nad grobem zazwyczaj niczym się już nie przejmuje i łatwo mu przychodzi obserwowanie życia okiem Boga i tak rozpoczyna się ostatni fizyczny, a zarazem pierwszy niematerialny, etap podróży do cywilizacji duchowej.
(Moje niepokoje pokazują początki obłąkania. Andrzejek bardzo się zajmuje i obłąkańczo /!/ kocha swojego niedługo dwurocznego Franka. A mnie przyszła do głowy myśl, że gdyby Frank, kiedy podrośnie, zaczął sprawiać poważne kłopoty, to Andrzejek by chyba zwariował z cierpienia i bardzo się tym przejąłem).
Andrzej Szmilichowski
