turtle-8980464_1280

Zastanowiwszy się trochę nie trudno zauważyć, że świat wyobrażeniami stoi. Były pierwsze, później dopiero przyszły na świat słowa. I się zaczęło! Wyobrażenia ubrane w słowa stworzyły spektakle, z łatwością i ochotą konstruujące różne fantasmagorie i alternatywne fakty (jak elegancko nazywamy kłamstwo).

Lat przeżyłem, mniej lub bardziej udanych, sporo. Zebrane doświadczenia nauczyły mnie niewiele, ale bardzo zawęziły pole wiary. Przestałem wierzyć w życzliwość Ducha Świata, szczególnie zaś do naszej planety. Gdyby był życzliwy, nie szamotalibyśmy się tak bezsilnie z coraz ciaśniej otaczającą i nieprzychylną rzeczywistością. Gdyby istniał choć ślad równowagi pomiędzy siłami zła i siłami dobra, mógłbym w przychylność Ducha Świata uwierzyć, a tak utwierdzam się tylko w niemiłym przekonaniu, że nikogo nie obchodzę.

Nie potrafię porządnie dyskutować, bo zżera mnie trema i stres. Ale na szczęście potrafię w miarę sprawnie zapisać, co myślę. Nie jestem rewolucjonistą, nie potrafiłbym się rozsmakować w siłowym przełamywaniu przeciwnika, ale wkładam wiele wysiłku w obserwowanie rzeczywistości, a tym bardziej nierzeczywistości i jej fascynujących możliwości.

Summa summarum mogę (z pewnym wahaniem) powiedzieć, że jestem człowiekiem na miarę czasów szczęśliwym i spełnionym, a zatem podobny innym szczęśliwym i spełnionym ludziom, jakby to niepoważnie nie zabrzmiało. Ciekawą i „wspierającą mnie” uwagę zanotował wielki Lew Tołstoj pisząc, że ludzie szczęśliwi są do siebie podobni, w odróżnieniu od nieszczęśliwych, którzy nieszczęśliwymi są na własny oryginalny sposób i rachunek.

Zastanawiam się czy podróż, w jakiej bierzemy udział, życie, nie funkcjonuje przypadkiem według okrutnej logiki, na mocy której czasy gorsze wypierają czasy lepsze.

Niewykluczone, że jesteśmy aktorami klasycznego greckiego dramatu. Współudziałowcami długiego szeregu pokoleń naiwnie wierzących w bezwarunkową i ponad podziałami miłość, pokoleniami niepoprawnych i ślepych optymistów czerpiących siły i nadzieję ze źródeł, przy których poi swoje konie tragedie. Przymierzamy swoje aspiracje i nadzieje do losu i kondycji świata, wybudowanego na wyobrażeniach. Można by pęknąć ze śmiechu, gdyby nie strumienie łez.

Grozę, lęki i przeczucia transportujemy przez czas i historię różnymi językami i obyczajami, a tragikomizm tej sytuacji wzmacnia jeszcze instynktowna świadomość, że przerabialiśmy to już wielokrotnie w przeszłości.

Nie jesteśmy wystarczająco mądrzy, byśmy potrafili być w pełni samodzielni. Wymagamy stałego nadzoru, ponieważ gdyby za czyimś przyzwoleniem nastały na tej planecie rządy powszechnej miłości i rozumu, pozabijalibyśmy się nawzajem w trymiga! Kwadratura koła dobrzy ludzie.

Mamy narastające stuleciami kłopoty z otaczającym światem, a pomimo tego i jakby na przekór uważamy, że jest jednak w miarę udany. Nie znamy stanu konta planety, ale przeczuwamy, że poczyna świecić pustką. Coraz wokół więcej chaosu i niepewności, coraz więcej nocy, coraz mniej dnia. Smutny czas dla zmęczonej świadomości.

Andrzej Szmilichowski

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer