ZAPISKI (cd): Zupełnie bez związku
Na starość nie lubię podróżować. Kiedy byłem młodszy, też nie lubiłem. Ogólniej rzecz biorąc mam podobne gusta jak inżynier Mamoń z filmu ”Rejs”, który lubił oglądać filmy jakie już kiedyś widział. Lubię podróżować do miejsc, które wcześniej poznałem, ale najbardziej ze wszystkiego lubię nie podróżować w ogóle.
Podobnie miał Andrzej Berkowicz, kiedyś dziennikarz stołecznej prasy, później mój emigracyjny przyjaciel. Połączył nas, prócz paru innych rzeczy, instynkt zasiedziałości i skłonność do biesiadowania. Ostatnim miejscem pracy Andrzeja, zanim ze znanych historycznie i wstydliwych narodowościowo powodów wyjechał w 1968. z Polski, był tygodnik „Po Prostu”.
Tygodnik „Po Prostu” głównie charakteryzował się złudzeniem dziennikarskim polegającym na tym, że wydawało się im, iż tworzą rzeczywistość. Andrzej miał w domu wszystkie numery tygodnika zszyte w sztywnej oprawie i traktował nieomal jak Biblię. W tych odległych czasach rzeczywistość polityczną w Polsce tworzył jednak pierwszy sekretarz partii Władysław Gomułka, a ”Po Prostu” było jednym z narzędzi, których dla swoich potrzeb używał. To oznaczało, że pozwolił im drukować różne informacje na zasadzie łyku świeżego powietrza, a kiedy tygodnik zaczął mu sprawiać kłopoty, kazał po prostu „Po Prostu” zamknąć. I tyle.
Były wówczas różne manifestacje, których niestosowność milicja obywatelska tłumaczyła demonstrującym przy pomocy gazów łzawiących, armatek wodnych i pałek. Na Krakowskim Przedmieściu przed Uniwersytetem kotłowało się dzień po dniu. Z jednej strony wychudli studenci, z drugiej przywiezieni z Ursusa aktywiści, czyli „zdrowa tkanka klasy robotniczej” z pałami w rękach, których pierwszą czynnością było, zgodnie z poleceniem, nawoływanie „Zapraszamy do dialogu!”, tuż przed drugą czynnością, walenie pałą kogo i gdzie popadło.
Słyszało się wówczas opinię, że Gomułka uległ naciskowi twardogłowych partyjniaków, ale w gruncie rzeczy był z niego przekonany demokrata. Oczywiście – bzdura. Demokratą to on był takim, jak ja afroamerykańskim koszykarzem. Gomułka był autokratą, ale rozumiał, że nie da się rządzić wyłącznie za pomocą represji. Do demokracji było mu równie daleko jak innym partyjnym bossom, ale był mądrzejszy przebiegłością i sprytem prowincjusza, zaś żurnaliści z ”Po Prostu”, po prostu ulegali złudzeniom.
Być może mój stosunek do podróżowania również należy do kategorii złudzeń? Czego nie masz w wyobraźni, tego nie znajdziesz nawet w dalekiej podróży? W każdym razie wolę podróżować do miejsc znanych, na przykład do Polski, a w Polsce do Warszawy, ale najbardziej do Gdyni. Gdynia jest mi bliska, osobista, tuż przy skórze, jak jasiek pod uchem, ciepły, miękki, mój.
Co do dnia dzisiejszego nie mam skrystalizowanej opinii i to wynika z tego, że coraz mniej otaczające nas ciasno cywilizacyjne szaleństwo rozumem. Pewna pani profesora (tak, tak, profesora – dziś się odmienia zgodnie z płcią) powiedziała w telewizji, że były minister Czarnek, to buc o przymusowej osobowości. Trafnie, bym powiedział. Przypomniało mi się właśnie (zupełnie bez związku) greckie przysłowie: Najbardziej hałasują puste beczki i głupcy.
Andrzej Szmilichowski
