Jak leczyłem zęby – na nizinach i w górach
Inspiracją dla tego tekstu stała się lektura książki himalaistki Anny Czerwińskiej (1949-2023), której w r. 1999 amerykański dentysta wyrwał ząb w bazie wysuniętej pod Everestem na wysokości 6400 mnpm. Policzył sobie 250 USD z czego pacjentka odzyskała tylko 100 USD od ubezpieczenia Warta. Swe skąpstwo Warta tłumaczyła faktami, że niektórzy ubezpieczający się załatwiali sobie na boku całe protezy.
Zejdźmy niżej, do poziomu morza – Bałtyku lub Adriatyku. Parę dni przed wyjazdem na festiwal filmowy w Pesaro (1968) rozbolał mnie ząb (dolna lewa 4-ka). Poszedłem do dentysty, który otworzył, zatruł, prowizorycznie zamknął i zlecił przyjście na leczenie po powrocie z Włoch. Już tam pomyślałem sobie, że przecież naprawa zęba w ojczyźnie Dantego będzie o wiele tańsza niż u Strindberga, a ponadto kosztem można przecież obciążyć ubezpieczenie podróży. Tak się też stało i dokonałem naprawy w ciągu kilku wizyt u tamtejszego stomatologa, którego w dodatku poprosiłem o naprawienie innego zęba, bezbolesnego, lecz wątłego, za pomocą plomby i srebrnej korony (wytrzymała dalsze 30 lat). Wszystko to pozwoliło mi później zaoszczędzić sporo innych koron (szwedzkich). Niby nie cała proteza, ale jednak…
Pamiętam także zdziwienie poznanego tam brata-Słowianina, czeskiego krytyka filmowego, którego na spacerze przeprosiłem i pożegnałem tłumacząc się wizytą u dentysty. Zdziwienie ustąpiło, gdy się dowiedział, że nie przyjechałem z Polski, lecz ze Szwecji.
Prostszy okazał się problem w czasie wędrówki (lata 1990.) środkowym odcinkiem Kungsleden w Norrland. Musiałem znosić uporczywy ból zęba przez dwa czy trzy dni, zanim powrót do cywilizacji pozwolił mi podjechać autobusem do Gällivare, gdzie miejscowy dentysta bez wahania ząb ów wyrwał, co umożliwiło mi kontynuację zaplanowanej trasy pieszej wędrówki.
Aleksander Kwiatkowski
