Człowiek
Młodymi będąc budzimy zdziwienie, czasem podziw, niekiedy irytację. Ostatnie niesłusznie, jesteśmy wtedy wciskani w istniejący od dawna układ i te wciśnięcia bywają męczące, ale dla dobra sprawy i tekstu przyjmijmy, że więcej się udaje jak mniej.
Czasem robimy karierę. Częściej nie robimy. Po trzydziestce ale bliżej czterdziestki rzecz wydaje się zakończona i później jest już tak, jak jest. Wykonaliśmy, co dwudziestolatek zamierzał i chcielibyśmy aprobaty, uznania, oraz trochę spokoju.
Tymczasem? Tymczasem zamiast wypoczynku musimy dalej zasuwać i czujemy żal. Wydaje się nam, że zostaliśmy oszukani. Orientujemy się również, że istnieje jakaś gra, gdzie może się opłacić nie do końca uczciwie grać, ale coś nas powstrzymuje i uświadamiamy sobie, że są to echa młodości. Młodość jest w pewnym sensie wykluczana, widzi wokół siebie rozległy układ wartości, do których nie ma dostępu, ale zostawmy to.
Pamiętam dobrze moją młodość. Pamiętam podziw i onieśmielenie gdy spotykałem na ulicy dwie zgrabne i rozświergotane idiotki. Mniemanie było wówczas we mnie takie, że oto idzie tajemniczość i wartość i wymienia między sobą radosne informacje. Bywało, że idiotki były idiotkami prawdziwymi, ale mnie brakowało orientacji.
Dlaczego tak było? Bo się ich bałem! Dlaczego się bałem? Bo byłem wobec nich bezradny. Dlaczego bezradny? Przestań zadawać głupie pytania! Kobiety w moim młodym życiu były niezwykle ważnymi ludźmi, kochałem je, ale byłem od nich zależny.
To powodowało, że w trakcie szybkiego podrastania rzadko byłem zainteresowany inaczej, niż płcią o odpowiednio wysokiej intensywności oraz jakości towaru. To stawiało tamę spontanicznej szczerości, ale nie odbierało na szczęście szans oczekiwanemu i wytęsknionemu wielbieniu. W wyniku tych turbulencji często rezygnowałem zanim zacząłem jakiekolwiek działania i odczuwałem to jako ciąg bolesnych klęsk.
Długie lata wydawało mi się, że odrzucenie jest aktem boleśniejszym niż naprawdę jest. Nie rozumiałem, że to kolejny krok w kierunku uroczej przepaści. Zdobywałem, ktoś dawał to brałem, ale brałem z wdzięcznością a to już był dobry krok w kierunku poważnych uczuć.
Mam rosnące wrażenie zbliżającej się klęski, wszystko wydaje mi się coraz bardziej za późno. Przeznaczenie? Może, ale wolę nazywać przeczuciem, bliżej skóry. Jesteśmy dziećmi natury czy ducha? Raz natury a raz ducha, zależy kiedy i kto. Mistycy twierdzą, że dusze się między sobą różnią, są młode dusze i stare.
W krótkim okresie mojej młodości był czas, że mógłbym oddać życie za sztukę. Chciałem koniecznie trudzić się i ofiarowywać siebie, boże jedyny jak ja pragnąłem cierpieć! Żyje we mnie wrodzona nieśmiałość i zakłopotanie w kontaktach z ludźmi, co staram się maskować wesołością.
Wszystko może się zdarzyć, świat może dotrzeć do tajemnicy stworzenia, tak jak ja doszedłem: Oto Nicość. Następnie sim salabim i co? Kosmos!
Wiek dwudziesty działał zbyt szybko a teraz jest jeszcze szybciej. Wszystko, co jest, jest coraz bardziej za późno, ale nikt nam nie mówi dlaczego. To zdanie już było! Było a teraz jest jeszcze raz. Płacimy za życie, czy bez pytania sięgają nam do portfela? Wszystko jedno, tak czy siak płacimy my.
Miałem okres mistyczny. Dlaczego nie wytrwałem? Czyżbym był człowiekiem małej wiary? Nie, tylko górę wzięło przekonanie, że rzecz nie w niebie czy piekle ani nawet w sferach duchowych, tylko w czyśćcu. Oczyszczanie się z otchłani złogów.
Dlaczego człowiek nazywany konwencjonalnie obywatelem/ką, Polką/akiem, w ogóle kimś, miałby być swoją jedyną rzeczywistością? To sfera odczuć, spróbuj schwytać siecią wiatr.
Dziś, wczoraj, kiedyś, wszystko jedno kiedy nasz los się waży. Człowiecze życie zanurzone jest w wąskim pasie nieprawdy własnej produkcji. Czego byśmy nie dokonali jesteśmy jak psiak w studni, nie możemy o własnych siłach się wydostać. Co dalej? Czy przyznanie się do niewiedzy wystarczy?
Jedno nie wyklucza drugiego. Dopóki jest słowo istnieje proces. A człowiek? Człowiek sobie poradzi, istnieje poprzez relacje.
Andrzej Szmilichowski
