Znalezieni w Pålsjö
Wreszcie zawędrowałam na teren ogromnego cmentarza, położonego w północnej części przedmieścia Helsingborgu. Był to finał moich poszukiwań śladów po lotnikach, którzy zginęli w rejonie północno-wschodniej Skanii, podczas drugiej wojny światowej. Nie mam ambicji poszukiwacza, sprawozdawcy, dziennikarza czy historyka. Wędruję po Skanii „na luzie”, jak to się, w pewnych środowiskach, mówi. Często przypadek naprowadza mnie na jakieś miejsce, gdzie odkrywam piękno, ciekawe pochodzenie albo coś nowego i momentalnie rodzi się we mnie chęć podzielenia się wrażeniami.
Wtedy piszę i mam nadzieję, że kiedyś, dopadnę kogoś kto przeczyta mój tekst i powędruje moimi śladami. Ten rozdział jest inny od pozostałych, powstał nie ze względów egoistycznych, czyli z radości opisywania moich wzruszeń estetycznych. Ten rozdział piszę z poczucia obowiązku jaki mamy (Polacy i inne narody europejskie) wobec tych, którzy podjęli się braterskiej walki w imię: „twój wróg jest moim wrogiem”. Tym co zginęli w tej walce, chcę oddać hołd i postarać się aby pamięć przetrwała o ich poświęceniu i solidarności. W końcu nie tylko o nich, ale i o tych wszystkich lotnikach, którzy przeżyli. Mam nadzieję, że historia drugiej wojny światowej, nie ominęła takich zdarzeń.
Dnia 1 września 2003 odnalazłam groby 47 lotników angielskiej Royal Air Force, pochowanych na cmentarzu Pålsjö koło Helsingborga. Nad grobami czuwa ogromny biały krzyż. W odnalezieniu tych grobów pomogła mi wzmianka o miejscu pochówka, kilku zestrzelonych lotników i obszerny artykuł Kalle Eriksson’a, w miejscowym roczniku „Bjärebygden 1984”. Opisuje on wspomnienia mieszkańców podczas katastrof bombowców RAF-u, sprzed 40-tu lat. Autor opisuje relacje poszczególnych osób, ich przeżycia oraz szkody, jakie powstały w wyniku spadających na ziemię, uszkodzonych bombowców, w nocy z 29 na 30 sierpnia 1944 i wieczorem 13 stycznia 1945.
Ludzie ze spokojnych miejsc, jak Båstad, Vejbystrand, Hov, Torekov, Kattvik, Förslöv, Skäldeviken i wiele innych w tej okolicy, przeżyli istne piekło, tamtych nocy. Nie tylko huk nadlatującej armady, liczącej około 600 bombowców, ale zniszczenia, pożary i ogrom detonacji bomb i spadających samolotów. Z relacji uratowanych lotników wynikało, że każdy bombowiec był uzbrojony w łączny ciężar 8 ton bomb. W opisach jest wiele niedomówień co do przyczyn rozbicia się tak wielu samolotów alianckich na terenie Skanii. Eriksson ogranicza się do zdania: ”Dużo samolotów zostało uszkodzonych przez ogień obrony przeciwlotniczej (?) albo przez niemieckie myśliwce” (z tak blisko położonych brzegów okupowanej Danii).
Autor wspomina również, że ci piloci, którzy uratowali się, zostali przyjaźnie przyjęci przez okoliczną ludność i następnie internowani w głąb Szwecji i po pewnym czasie odesłani do Anglii. Trudno było, z tych mętnych wypowiedzi, zorientować się kto przyczynił się do tak zmasowanego ataku na przelatujące, wtedy, alianckie bombowce. Dopiero 1 sierpnia 2004 roku, w 50 rocznicę lotniczych tragedii, gazeta Nordvästra Skånes Tidningar, opublikowała bardziej samokrytyczny, artykuł pt. ”Niebiańskie tragedie w cieniu wojny”. Przytoczony wycinek ze starej gazety, tamtych czasów, posiada tytuł: ”Wiele bombowców zostało trafionych przez naszą obronę lotniczą”. (A więc nareszcie prawda, której nie mogłam wydobyć od moich rozmówców.) Podaje się tutaj więcej miejscowości Skanii, które ucierpiały przez ”nieproszone pozdrowienia z nieba, podczas wojny”. W podanych faktach wymienia się liczby samolotów strąconych lub takich, które wylądowały na szwedzkim terytorium: 167 brytyjskich, 141 amerykańskich i 128 niemieckich, również niewielka ilość samolotów bojowych z Norwegii, Finlandii i Polski. Wśród pilotów, załóg i pasażerów (?), którzy znaleźli się żywi lub zabici, na szwedzkiej ziemi, było: 1319 osób amerykańskiego pochodzenia, 431 Niemców i 417 Anglików.
W tym numerze znajduje się też relacja Bertila Bjarnhagen’a i jego zdjęcie z innych okolic Skanii, gdzie został wtedy zestrzelony samolot Lancaster. Na cokole martwego drzewa widnieje, niby wizerunek skrzydeł ptaka, częściowo zniszczone, śmigło zestrzelonego samolotu. Tekst podaje: ”Obrona przeciwlotnicza w Vittsjö wysłała ostrzegawczy strzał i przez pomyłkę trafiła samolot”. Po czym Bertil – który był wtedy kierowcą ambulansu przy flotylli F5 w Ljungbyhed – podaje makabryczny opis szczątków lotników i samolotu. Gazeta wymienia 16 takich miejsc, gdzie rozbiły się alianckie samoloty. Przyznaje, że było więcej. Naturalnie, nie wszystkie zostały zestrzelone przez Szwedów, ale … nie ma dokładnych danych. Chyba tkwią gdzieś w dokumentach, tych co strzelali.
Oburzeniem napełnia mnie myśl, że tutaj, w Skanii, Szwedzi i Niemcy wspólnie zaatakowali „Naszych”, jak to zawsze nazywaliśmy. Podobno niektórzy lotnicy w uszkodzonych bombowcach, próbowali kierować, w ostatniej chwili, swe maszyny nad wody cieśniny Kattegat, aby uniknąć eksplozji bomb i samolotu, na ziemi, lecz nie zdążyli. Według relacji Kalle Eriksson’a, bombowce miały wyznaczony cel bombardowań: Stettin- Szczecin i Königsberg-Królewiec. Nic się nie wspomina, o walczącej wtedy samotnie Warszawie. Wiele spraw pozostaje tajemnicą.
Czy myśliwce niemieckie, gdy naruszały szwedzką przestrzeń powietrzną, były też „ostrzegane” przez szwedzką obronę przeciwlotniczą? Czy inne prawo stosowano w tym wypadku? (Może takie: „nie ruszaj potwora bo zginiesz”). Nie ma żadnych wiadomości o zestrzelonych samolotach niemieckich ani wzmianki w jaki sposób Niemcy znaleźli się na terytorium Szwecji. Groby Niemców, które też znajdują się w jednej z kwater cmentarza w Pålsjö, pochodzą z okresu pierwszej wojny światowej i z końca drugiej, lecz napisy na krzyżach świadczą o tym iż pochowani są tam marynarze a nie lotnicy. Alianccy lotnicy, pochowani tutaj na cmentarzu w Pålsjö zginęli na ziemi szwedzkiej w imię ludzkiego prawa walki przeciw zbrodniarzom i ludobójcom drugiej wojny światowej. Byli przez lata zapomniani, ich groby zapadały się.
Teraz coś drgnęło, zaczęto dbać o ich kwaterę. Spotkałam tam człowieka, który zbierał przekwitłe kwiaty i kosił trawę. Przyznał, że niedawno oczyszczono z ziemi dolne partie tablic nagrobnych, postawiono ławkę przy żywopłocie i posadzono kwiaty. Nawet przychodzą tu teraz osoby zainteresowane, może nie tyle prawdą o drugiej wojnie światowej, co przeżyciami tamtejszych czasów . W blaskach wrześniowego słońca „ożyło” to miejsce zmarłych bohaterów. Na jednym z grobów świeże kwiaty w wazonie; to człowiek z Australii złożył hołd swemu bratu …… po 50-ciu latach.
Ja też przyniosłam im kwiaty i polską chorągiewkę i „odmówiłam” apel poległych. Niech „wiedzą” o pamięci i wdzięczności Polaków. Walczyli i zginęli za naszą wolność. Na grobie pilota oficera RAF W.D. Hermon’a, z Południowej Afryki, który zginął już 26 września 1940 roku, odnalazłam napis: „Never in the human conflict as so much owet by so many to so few – Churchill.” (W moim tłumaczeniu: „Nigdy, w międzyludzkich konfliktach, nie zdarzyło się aby tak wielka ilość (ludzi) zawdzięczała tak dużo, tak niewielu”.
Tablica informacyjna u wejścia podaje że w południowej Szwecji znajdują się groby alianckich lotników na 9-ciu cmentarzach. Mnie udało się odkryć ten jeden w Pålsjö.
Teresa Järnström Kurowska
