alekkwiato2011 copy

Był jedną z najbardziej niezwykłych postaci polskiej emigracji w Szwecji. Krytyk filmowy, dziennikarz, pasjonat gór, zaangażowany działacz społeczny. Aleksander Kwiatkowski zmarł w 2025 roku. Pozostawił po sobie wspomnienia i parę książek – cztery z nich ukazały się w sztokholmskim Wydawnictwie Polonica.

W swojej najgłośniejszej (poza opracowaniem dotyczącym szwedzkiego filmu) książce „Vademecum nieudacznika czyli Antymemuary” (2015) napisał na samym początku:

„Od 50 lat mieszkam w Szwecji. Opanowałem język szwedzki płynnie w mowie i piśmie. Mimo to nie czuję się Szwedem. Może nie mam tak krytycznego stosunku do Szwedów jak znany leksykograf Jacek Kubitsky, który w swojej książce „Szwecja od środka” (Warszawa 1987) zajął się katalogowaniem ich rozmaitych felerów i wad, dochodząc do tego, że mają oni wyłącznie wady. Ja wad widzę mniej”.

Co w przypadku Kwiatkowskiego nie oznaczało, że nie potrafił być krytyczny.

Jak pisał Piotr Cegielski w recenzji książki „Vademecum”,

„widać, jak wspaniały dystans do rzeczywistości wokół i do siebie samego ma autor. W autoironii i filozoficznym podejściu do młynów historii, które i jemu mocno przetrzepały skórę, pozuje trochę na Piszczyka z „Zezowatego szczęścia”, ale o ileż jest od niego bystrzejszy i – jednak – skuteczniejszy w życiu. Piszczyk był nieszczęśnikiem totalnym, a w dodatku obrzydliwym konformistą i małym oszustem. Mimo, że w tytule każdego rozdziału Aleksander Kwiatkowski odnotowuje swe kolejne porażki: „Jak nie zostałem dyplomatą”, „Jak nie nawiązałem współpracy z paryską Kulturą” „Jak nie zrobiłem kariery naukowej” itd, itp., to w sumie osiągnął bardzo dużo i w ładnym stylu, bez rozpychania się łokciami. I chyba wielu z tych niespełnień wcale nie żałuje, wręcz przeciwnie, wydaje się, że to one umożliwiły mu sukcesy na innych polach”.

Co było sukcesem Kwiatkowskiego? Chyba to, że był jednym z najwybitniejszych w świecie filmoznawców specjalizujących się w tematyce kina górskiego, opublikował wiele książek, w tym fundamentalną dla historyków kina w Polsce pracę „Film skandynawski”, napisał tysiące materiałów prasowych, opracował setki haseł encyklopedycznych. A przy tym wszystkim nie był ani typowym molem książkowym, ani szczurem filmotek, lecz globtroterem przez duże G. (z Cegielskiego). W Wydawnictwie Polonica wydał dwie książki w których sporo jest na temat filmu skandynawskiego – to „Szwedzkie profile” zarówno pierwszy jak i drugi tom, który ukazał się zaledwie miesiąc przed jego śmiercią. W tym tomie są rozdziały poświęcone takim postaciom jak m.in. Lasse Bergström (historykowi filmu), Stig Bjökman, Harry Schein, Vilgot Sjöman i Bo Widerberg – wszyscy to wielkie postacie szwedzkiego kina. Jak sam podkreślał kino nie było jego „hobby” – to była jego praca i pasja. Hobby to były góry i wspinaczka.

Właśnie o tym hobby przygotował w 2024 roku książkę „Polacy wśród szczytów świata”. To książka bardzo osobista, zapis (często barwny) zdobywania własnej Korony Ziemi. Przygoda Aleksandra Kwiatkowskiego z górami zaczyna się oczywiście w Tatrach, które jednak – podobnie jak dla wielu pasjonatów wspinaczki górskiej – zaczynają być zbyt „małe”, więc nowych wyzwań trzeba szukać gdzie indziej. Autor książki mógł poszczycić się imponującą kolekcją zdobytych szczytów: w Europie, Azji, Afryce, Ameryce Południowej. Nie zawsze były to najwyższe z najwyższych, ale najczęściej to najwyższe szczyty w wielu państwach świata. Bo taternictwo/alpinizm/himalaizm w przypadku Kwiatkowskiego to były fascynacja nie tyle profesjonalnego wspinacza, ile człowieka zakochanego w górach i stawiającego przed sobą wyzwania.

Autor książki pisząc historię polskich wspinaczy wspominał, że w pewnym momencie „odkrywcza wola” człowieka wkroczyła do wnętrza groźnych, pełnych niespodzianek gór. To zapewne też było motto, któremu wierny przez całe życie był sam Kwiatkowski. „Odkrywcza wola” była bowiem zmaganiem się nie tyle z górami, ile zmaganiem się z samym sobą. Słynny taternik Mariusz Zaruski pisał kiedyś, że „istotą taternictwa jest walka. Walka z przeciwnościami i niebezpieczeństwami świata tatrzańskiego; w konkluzji ostatecznej – walka z samym sobą. I z tego też powodu nie jest ono sportem. Albowiem treścią sportu każdego jest wyścig, w zdobycie rekordu, zwyciężenie innego człowieka. Tu zaś idzie o zdobycie turni i zwyciężenie siebie samego”. Mamy więc w książce „Polacy wśród szczytów świata” nie tylko opowieść o zdobywaniu szczytów, ale o sile woli, ciekawości, sprawdzaniu własnych granic. „Człowiek powracający z trudnej górskiej eskapady jest istotą mądrzejszą, spokojniejszą i promieniującą wewnętrznie. Niejako – wyzwoloną ” – pisał Wojciech Kurtyka. Bo trudne zmaganie się we wspinaczkach jest wzlotem ponad siebie samego, jest głosem Wolności.

Kwiatkowski imponował rewelacyjną formą fizyczną kryjącą się za zamiłowaniami sportowymi, dzięki którym w młodości otarł się nawet o tytuł mistrza w chodziarstwie oraz – przede wszystkim – jego pasja wspinacza wysokogórskiego, która przez te liczne dziesiątki lat zawiodła go na najtrudniejsze szlaki i setki imponujących szczytów. Jak wspomina jego bliski przyjaciel Piotr Cegielski, kiedyś zwierzył mu się, ile obejrzanych filmów ma w swojej kartotece i z dumą skonstatował, iż tylko dwóch polskich krytyków: Leon Bukowiecki i Jerzy Płażewski ma na koncie lepszy wynik. „I wtedy stało się dla mnie jasne – najlepszym sposobem na długowieczność, i to bardzo aktywną, jest zaliczenie wielu tysięcy seansów w kinie!” – wspominał Cegielski. Jak sam Kwiatkowski mówił w jednym z wywiadów (2024) niemal od samego początku notował obejrzane filmy i mniej więcej wiedział ile filmów zobaczył.

„Prowadziłem taki wykaz od roku 1955, wtedy oglądałem paręset filmów rocznie. Gdzieś ten wykaz zgubiłem, ale w przybliżeniu widziałem ponad 15 tysięcy filmów. Nadal oglądam około 400 filmów rocznie. Sam uważam, że jest to trochę dziwne, bo jak czytam wywiady ze znanymi krytykami filmowymi i w Polsce i w Szwecji – między innymi z Jerzym Płażewskim, który kończy w tym roku 89 lat i Nilsem Petterem Sundgren, który ma 84 lata – to zawsze sądziłem, że tacy ludzie oglądali więcej filmów ode mnie. Jeździli częściej na różne festiwale filmowe, tym czasem przyznają się do mniejszej ilości obejrzanych filmów”.

W jego książkach nie brakuje humoru, jest bowiem autoironiczny, ale nade wszystko stara się być rzeczowy i dokładny. Cegielski uważał, że w jego najbardziej znanej książce „Vademecum” nie brakuje „paradnych zdarzeń, smacznych anegdot, często z autorem w (negatywnej) roli głównej. Pewne wyjaśnienie tego modelowego zgoła dystansu Aleksandra Kwiatkowskiego do życia i do siebie, znajdziemy dopiero pod koniec książki, w rozdziale „Jak nie byłem Żydem, przeżyłem wojnę i uniknąłem Marca”. To kolejny paradoks, że pointa całego długiego losu autora zawiera się w pierwszych latach jego życia”. W ostatniej książce „Szwedzkie profile II” na szczególną uwagę zasługują rozdziały o Janie Guillou i Zeni Larsson (z domu Marcinkowska), znanej pisarce o polsko-żydowskim pochodzeniu w Szwecji. Jak pisał „jej twórczość uczy nas sztuki pamiętania”.

W Szwecji Kwiatkowski mieszkał od 1965 roku. Urodził w listopadzie 1935 roku w Warszawie na Chmielnej 15 i nazywał się Aleksander Kiersz. Pochodził z rodziny zasymilowanych Żydów, w domu nie mówiło się innym językiem niż polski. Jesienią 1940 roku rodzina Kierszów zmuszona była przeprowadzić się do getta warszawskiego. Po kilkunastu miesiącach rodzinie Kirszów udało się uciec z getta na stronę aryjską. Zaraz po wojnie Kierszowie zmienili oficjalnie nazwisko na Kwiatkowski – było to przybrane nazwisko ojca z czasów wojny, wpisane w Kenkartę. O czasach wojennych Aleksander opowiada w dwóch dostępnych na Internecie rozmowach: jedna dla Szwedzkiej Telewizji, druga do archiwum „Historii mówionej” Muzeum Polin w Warszawie. Po utworzeniu getta rodzina zamieszkała przy ul. Bonifraterskiej. Ojciec Aleksandra Kwiatkowskiego, oprócz pracy krawieckiej, występował w teatrze „Femina” oraz „Melody Palace”. 26 listopada 1941 roku młody Aleksander rozpoczął naukę w szkole powszechnej. Rodzina przeniosła się do tzw. Małego Getta, do mieszkania przy ul. Prostej. Ojciec został kierownikiem zakładu krawieckiego szyjącego mundury dla Wehrmachtu. Rodzinie rozmówcy udało się wydostać z getta, pomocy udzielili im hrabiostwo Grocholscy.

Już po wojnie Aleksander Kwiatkowski ukończył studia, najpierw dwa lata w Szkole Głównej Służby Zagranicznej, później zostałem „służbowo przeniesiony” na Uniwersytet i tam ukończył w 1957 roku studia historyczne. Ponieważ już wtedy jego pasją był film, więc ukończył także dwuletnie studium filmoznawcze w Instytucie Sztuki PAN. W latach 1957-1958 pracował w Archiwum Akt Nowych w Warszawie; w latach 1958-1959 w tygodniku Ekran, a później w latach 1962-1964 w Centrali Wynajmu Filmów (Redakcja Wydawnictw Filmowych). Współredagował periodyki Filmowy Serwis Prasowy i Film Polski.

W 1960 r. rodzina Kwiatkowskich nawiązała kontakt z ocalałą krewną mieszkającą w Sztokholmie. Najpierw w 1963 roku do Sztokholmu wyemigrowała siostra Aleksandra (10 lat starsza), a rok później z Polski wyjechał 29-letni Aleksander z rodzicami. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności mógł w Szwecji kontynuować swoje zainteresowania i pracę zawodową.

Przez parędziesiąt lat angażował się w polskie życie w Szwecji. Najpierw współpracował z Instytutem Polskim w Sztokholmie, gdzie zajmował się biblioteką, później z Towarzystwem Przyjaciół Biblioteki Polskiej w Sztokholmie, której później został prezesem aż do rozwiązania organizacji w 2022 roku. Tak o tym pisał na łamach Nowej Gazety Polskiej. Pierwsze sygnały, że bibliotekę polską w Sztokholmie czekają problemy pojawiły się w 2025 roku.

„Jeszcze silniej w 2015, gdy prawicowo-nacjonalistyczna partia PiS rosła w siłę i jej wpływy zaczęły sięgać także poza granice Polski. Budząc przy tym ksenofobiczne upiory straszące prawdziwych Polaków wyimaginowanymi zagrożeniami ze strony innej rasy, innej orientacji seksualnej, innego stosunku do prawa aborcji. Te poglądy panoszyły się wśród szwedzkiej Polonii za pośrednictwem władz RUP, Kongresu Polaków, jego lokalnych odgałęzień i niektórych podwiązanych organizacji. Może nie dotyczyło to większości członków, ale na pewno władz. Konflikty zaczęły się z inicjatywy “Żelaznej Lady” RUP-u, narzucającej cele i sposoby działania, kontrolującej szczegóły pracy TPBP, zgłaszającej niezgodę na opłacenie stosunkowo niewielkiego honorarium za opracowanie katalogu całego księgozbioru w internecie. Ta wymuszona rezygnacja spowodowała powstanie katalogu pełnego błędów i braków, którego korekta trwała parę lat i kosztowała cały zarząd, a później głównie niżej podpisanego (Aleksandra Kwiatkowskiego – przyp. TN), wiele godzin dodatkowej pracy. Dalszym krokiem było powstanie komisji doradczej, później doradczo-decyzyjnej, narzucającej nam jakie książki winniśmy kupować dla Biblioteki. Ta komisja działała na zasadzie “jedna pani drugiej pani pożyczyła rondla”, coś tam nam podrzucała do zbiorów i nawet nie raczyła sprawdzać, czy i jak się z tych poleceń wywiązujemy. W trzecim roku tej przepychanki poprosiłem zebranych do drugiego pokoju, pokazałem wypełnione półki, gdzie już szpilki nie dało się wepchnąć i ogłosiłem non possumus. Bywały też nakazy, jak katalogować, w jakiej kolejności, co również odrzucałem jako niefachowe. Potem przyszła pandemia, a pod jej koniec Kongres, który w międzyczasie przejął schedę po likwidującej się RUP (a nas nie raczył przyjąć do grona podległych mu organizacji, co uczyniło nas wreszcie niezależnymi) zaprosił kilka osób z zarządu na spotkanie on-line. I zawiadomił ustami prezesa Janusza Górczyńskiego, że powołał nową Radę ds Biblioteki Polskiej. Zapytałem wtedy, czy TPBP winno się rozwiązać i usłyszałem: Ale skąd! Będziemy współpracować. Ale na razie przekażcie nam bez zwłoki wszystkie hasła i kody katalogu. (NGP)

Ale były to już rzeczywisty koniec Towarzystwa i… biblioteki. W 2022 roku większość członków zarządu (poza Aleksandrem Kwiatkowskim i jedną osobą) zdecydowała o likwidacji organizacji.

Aleksander Kwiatkowski należał do tego niewielkiego grona Polonii, które swoje pasje i zainteresowania potrafili przełożyć na intensywne działania na rzeczy tejże Polonii. Ale przede wszystkim był krytykiem i historykiem filmowym. Jego szczególną zasługą jest popularyzacja polskiego kina w Szwecji i skandynawskiej kinomatografii w Polsce. W tej dziedzinie nie miał sobie równych. Był typem społecznika, dla którego szczególnym dobrem była działalność służąca popularyzowaniu polskiej kultury w Szwecji.

Tadeusz Nowakowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer