Polska, Szwecja, Skandynawia

Co i raz pojawia się fala popularno-naukowych, reportażowych czy publicystycznych książek o Szwecji. Do jednych najnowszych należy lekko i z humorem napisana relacja skandynawistki, Natalii Kołaczek.

To pozycja nad wyraz aktualna, wychwytująca nowinki szwedzkie, jak znana skądinąd, ale tu wyjątkowo silnie usadowiona, poprawność polityczna, jak problemy językowe, nie unikająca jednak podkreślenia od dawna zadomowionych tradycji (np. Jantelagen). Zatrzymując się przy najnowszych słowotworach muszę przyznać, że sam się nauczyłem dwóch – snippa i klittra. Znaczenia nie będę wyjaśniał, proszę zajrzeć – nie do słownika, bo tam nie ma – ale do książki. Mogę natomiast uzupełnić wywód autorki dotyczący niemal uchwalonego w Szwecji prawa: zakazu oddawania moczu na stojąco. A może tylko podziału na stojących i siedzących w tym momencie? Dodam z własnego doświadczenia, że czynność ta na stojąco natrafia na pewne utrudnienia. Otóż po papier toaletowy należy sięgnąć przed wykonaniem, bo w trakcie, a nawet po jego zakończeniu, jest to kłopotliwe: pojemniki są najczęściej zawieszone za nisko, w sam raz dla siedzących.

*

Podobnie jak Andersa Bodegårda, dziwi mnie konstatacja, że czytanie w Polsce o wiele ustępuje szwedzkim statystykom w tej dziedzinie. Moje obserwacje są co prawda ograniczone do jazdy metrem czy tramwajem w Warszawie i – częściej – w Sztokholmie (autobusy zamiast tramwajów). Ale czytanie wśród sztokholmskich Polaków – sądząc po frekwencji w Bibliotece Polskiej – na pewno się zmniejsza.

Dwuczęściowa antologia szwedzko-polska ukazuje rozmaite aspekty zagadnienia czytelnictwa, ogarniające autorów, wydawnictwa, księgarnie, biblioteki, krytykę, także agentów literackich oraz rozmaite inicjatywy państwowe i lokalne.

*

Brytyjski autor Michael Booth podchodzi do Skandynawów w myśl dowcipu o ludziach nie będących Anglikami: poor chaps, they can’t help it. I oczywiście nie brak mu ironii, choć także autoironii. Poczynając od Danii (gdzie mieszka z tubylczą żoną) stale spotykamy się z dystansem zasłanianym pozorami. Autor rozmawia z wykształconymi obywatelami krajów skandynawskich, starając się znaleźć u nich potwierdzenie swych krytycznych ocen – często nie bez powodzenia. Duńczycy są ponoć najszczęśliwszym społeczeństwem na świecie, ale płacą najwyższe podatki, są leniwi i cierpią na różne kompleksy. Islandia zasłynęła w latach 2008-2009 gigantycznym krachem bankowym, bo niecałe pół miliona Islandczyków jest ze sobą spokrewnionych. Stąd nepotyzm, korupcja i … krach. Wszystkie możliwe trudności, Norwegia łata boomem ropy naftowej, który jednak nie będzie trwał wiecznie.

Bardziej łaskawy jest Booth dla Finów, choć filmy Aki Kaurismäki akceptuje z pewnym wahaniem. Statystyka pijaństwa jest w tym kraju myląca (jak zresztą bodaj wszystkie cytowane w książce statystyki). Rzeczywistość ujawnia bowiem przechył tylko w piątki (przy sobocie po robocie). Booth wychwala jednak fińskie piwo, co mu się nie zdarzyło (wprost przeciwnie) w wypadku Danii. Ale właśnie w rozdziale o Finlandii znaleźć można fakty (ich dobór), czy poglądy graniczące z ignorancją i dowodzące pewnej naiwności.

Słusznie krytykując haniebny wybór sojusznika (Niemiec) w czasie II wojny światowej, Booth zapomina, że przeciwnik (Rosja) miał ustrój i zasługi równie haniebne, a Finowie postąpili według zasady: wróg naszego wroga może być naszym przyjacielem. W dodatku autor nie uznał za stosowne podkreślić zasług Jussi Paasikivi (gdzieś między Mannerheimem, a Kekkonenem) dla kompromisowego ocalenia kraju przed sowiecką inwazją i okupacją. Wątpliwości budzi też uznanie języka fińskiego za prosty i łatwy w opanowaniu w porównaniu. np. ze szwedzkim, czy pozostałymi, ”prawdziwymi” językami skandynawskimi. Wątpię, bo słyszałem o 17 przypadkach (casus), których opanowanie łatwiejsze jest może dla Polaka niż dla Anglosasa, czy Skandynawa.

Najwięcej pochwał zbiera Szwecja, ale i tu nie brak kpin ze zniewieściałej armii, nieco przesadzonej krytyki braku obycia, czy elementarnego savoir vivre’u, wreszcie może zbyt łagodnej i optymistycznej oceny problemów z kseonofobią, imigracją i integracją. I dość poważnie traktuje Booth supozycje o prawdziwym totalitaryźmie istniejącym w ’jednopartyjnej’ Szwecji, nieco demonizując 40-letnie nieprzerwane pozostawanie socjaldemokratów przy wladzy.

Pozornym, czy szczerym pochwałom, ogarniającym wszystkie kraje skandynawskie, towarzyszy skwapliwe wychwytywanie rozmaitych skandali, których ekspozycja ma chyba uatrakcyjnić książkę i zachęcić do jej lektury.

Ja też zachęcam.

Aleksander Kwiatkowski

Natalia Kołaczek: I cóż, że o Szwecji. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2017 s.248
Katarzyna Tubylewicz, Agata Diduszko-Zyglewska (red.): Szwecja czyta, Polska czyta. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015, s 319
Michael Booth: Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych. WUJ, Kraków 2015 s. 366

Lämna ett svar