List do Partii (Karol Modzelewski 1937-2019)

Opisuję to tak, jak widziałem w roku 1965. Z „Listem do Partii”, starszych ode mnie o parę lat jego Autorów, absolutnie się nie zgadzałem. Nie ja jeden miałem z tym kłopot. Nie licząc adresatów, w tym Władysława Gomułki, który kazał zamknąć tych odważnych ludzi, to i na emigracji dwóch szefów najważniejszych instytucji: „Kultury” paryskiej i Radia Wolna Europa też nie bardzo sobie radziło z tym problemem.

Treść listu uznano powszechnie za stek bzdur, z drugiej jednak strony ferment w rządzącej partii zapowiadał korzystne zmiany. A może nawet początek końca ustroju. I tak w końcu się stało. Ów list zapoczątkował silny ruch społeczny, który obalił komunizm, nie tylko w Polsce. Stało się to mimo woli Autorów. Podobnie było z Gorbaczowem, który chciał tylko zreformować ZSRR, a w konsekwencji doprowadził do jego likwidacji. Osławiony kapitan Czechowicz twierdził, że zdezorientowany dyrektor RWE – Jan Nowak-Jeziorański, pytał go, jako młodego studenta z Polski, o co w tym wszystkim chodzi? Relację Czechowicza można między bajki włożyć. Niemniej Nowak, rzeczywiście był w kropce i dopiero Tadeusz Nowakowski – Senior wytłumaczył mu, że młodych buntowników należy popierać. Podobna sytuacja zaistniała w redakcji „Kultury” – tutaj rolę Cycerona odegrał Juliusz Mieroszewki, który to samo wytłumaczył redaktorowi Jerzemu Giedroyciowi.

W konsekwencji „Biblioteka Kultury” w serii „Dokumenty” wydała ów „List otwarty do Partii”, a RWE czytała go na antenie. Skąd zresztą i ja poznałem wówczas jego treść. Tyle uwag wstępnych.
W 1965 roku w PRL dwóch młodych komunistów, a może lepiej napisać: lewicowych socjalistów, doszło do wniosku, że polska droga do socjalizmu zbacza na manowce. W tym czasie w Związku Radzieckim budowano komunizm, a w krajach satelickich, do których należała Polska, tylko socjalizm. I według wspomnianych wyżej młodych wilczków budowano źle. Oni obaj byli bardzo zaangażowani w przemiany październikowe roku 1956-tego. Po rozwiązaniu ZMP (złowieszczego Związku Młodzieży Polskiej) nie stracili wiary w ideę. Gdy większość zmuszonych do wstąpienia do ZMP młodych ludzi cieszyła się z wyzwolenia i np. w Krakowie paliła na Rynku na stosie legitymacje znienawidzonej organizacji, oni myśleli o oczyszczeniu idei i tworzeniu nowej organizacji ZSM (Związku Socjalistycznej Młodzieży). Potem z dobrą rekomendacją wstąpili do Partii tj. PZPR. Partia po „Październiku” była inna, ale nie taka, jaką by oni chcieli widzieć. Obaj zakochani byli w klasie robotniczej. (To taki sam „fioł”, jak „chłopomania” z okresu Młodej Polski). Otóż doszli do wniosku, że idealny ustrój panuje w Jugosławii, bo tam są Rady Robotnicze. (Dyktatury Titto nie widzieli). Więc już jako asystenci na Uniwersytecie Warszawskim, w jak najbardziej dobrej wierze, napisali „List otwarty do Partii”, w którym właśnie propagowali model jugosłowiański. Partia się obraziła i … dziś to trudne do zrozumienia… postawiła autorów listu przed państwowym sądem, gdzie zostali skazani za „sporządzenie i rozpowszechnianie opracowań szkodliwych dla interesów państwa polskiego”. Proces partyjny nad niezdyscyplinowanymi członkami może miałby jakiś sens? Ale państwowy? Mowa tu o Jacku Kuroniu – skazanym na trzy lata więzienia i Karolu Modzelewskim, który dostał trzy i pół roku.

I właśnie wtedy Karol Modzelewski zaistniał po raz pierwszy w naszej historii.

Później już konsekwentnie. Marzec 1968 i kolejny wyrok. W sumie przesiedział w więzieniach PRL ponad osiem lat. Kiedy miał czas zrobić doktorat? Nie wiadomo. Kiedy i jak się dokształcił, że jako historyk, uważany był za największego w Europie znawcę czasów średniowiecza? A później opozycja lat siedemdziesiątych i karnawał „Solidarności”. Tu warto dodać, że to właśnie Karol Modzelewski wymyślił zbiorczą nazwę „Solidarność” dla regionalnych wolnych związków zawodowych i namówił je do zjednoczenia. Inni działacze tego czasu, z Wałęsa łącznie, uważali, ze bezpieczniej będzie, gdy się te regionalne związki nie zjednoczą. Co naturalnie było absurdem.

A potem Stan Wojenny, internowanie, groźba procesu, propozycja wyjazdu. Karol Modzelewski to przetrzymał. Po „Okrągłym Stole” i zmianie układu zgodził się, choć z oporami, kandydować do Senatu. Był senatorem pierwszej kadencji odrodzonego Se-natu i … zrezygnował z dalszej kariery w odrodzonej Polsce. Patronował tylko jeszcze jednej inicjatywie politycznej: powołaniu Unii Pracy i wrócił do pracy naukowej. Od czasu do czasu zabierał głos w ważnych sprawach państwowych i społecznych, ale co raz bardziej był rozczarowany „krajobrazem po zwycięskiej bitwie”.
Zabraknie Jego trzeźwych ocen, rad i pouczeń.

Ci z naszych Czytelników, którzy nie mają dostępu do polskiej telewizji – szczególnie prywatnej, która po śmierci Pana Karola przypomniała w szeregu programów jego wyjątkowo ciekawy życiorys, mogą w Internecie go znaleźć. Tu dodam tylko, że urodził się w Moskwie w 1937, w najgorszym okresie terroru stalinowskiego, gdy jego dziadek i ojciec siedzieli w łagrach, a on sam, jako dziecko, znalazł się w partyjnym sierocińcu i czuł się bolszewikiem. Kto ciekawy niech szuka. Na przykład w www.wewsweek.pl

Ludomir Garczyński-Gąssowski

 

Lämna ett svar