JANUSZ SŁAWOMIRSKI: PiS i demokracja (2)

Antoni Macierewicz deklaruje: „Tylko jeden podział jest prawdziwy – zdrajcy i patrioci … najeźdżcy, i ci którzy bronią progu ojczystego!” Jeden podział, jedna prawda, jeden naród, jedna krew, jedna wiara. Monolit. Prymityw, ale monolit.

Z kolei Jarosław Kaczyński precyzuje w marcu 2014: „Polska będzie jak Turcja. Ale najpierw zmiana władz i elit”. Tutaj widać, jak bardzo marzył on o uformowaniu Polski jako wschodniej satrapii, a nie zbudowaniu demokratycznego, nowoczesnego, tolerancyjnego, liberalnego państwa.

Człowiek obracający się kiedyś w tych samych, co ja, hipisowskich kręgach, a teraz (o zgrozo) marszałek Sejmu, Kuchciński, w kwietniu 2018, tak tłumaczył się z powolnego tempa przemian: „My odbudowujemy dom-Polskę, w którym mieszka 38 milionów ludzi, prawda, a więc nie możemy odgrzybić, odszczurzyć, prawda, zastosować środków chemicznych, żeby raz, dwa wyremontować, tylko musimy, prawda, jeszcze dbać o zdrowie obywateli”. Czy mówiąc o stosowaniu środków chemicznych miał na myśli wypróbowany już Zyklon B?

Wybrałem, przy okazji, i ja kilka tu mocnych cytatów, jak choćby ten z wystąpienia posłanki PiS, Elżbiety Kruk, która także proponuje rozwiązania ostateczne: „Ja myślę, że Polska będzie regionem wolnym od LGBT”. Adolf H. też czyścił społeczeństwo od takich, dostawali oni nawet różowe trójkąty. Jaki kolor Kruk proponuje?

W 2016 r. posłanka PiS, Beata Mateusiak/Pielucha pisała:

„…powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych, czy muzułmanów oświadczeń, że znają i się zobowiązują w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnienie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji”.

Warto też przypomnieć w tym kontekście, słowa Grzegorza Brauna (tego, co ostatnio startował do wyborów na prezydenta Gdańska), który w Klubie Ronina twierdził, że byłby porządek, gdyby tuzin dziennikarzy Gazety Wyborczej, a dwa tuziny z TVN rozstrzelać. A co się chrzanić! Czynu trzeba! Cokolwiek by o nich nie powiedzieć, to pomysłowi są. A nie przywołałem tu nawet uskrzydlonych myśli posłanek Pawłowicz czy Kempy. Te to dopiero potrafią.

Po tych wszystkich cytatach widać, jaką partią PiS jest, jaki jest umysłowy horyzont jej przywódców. Z demokracją nie ma to raczej nic wspólnego. Przypomnę tu jeszcze opinie dwóch wybitnych znawców polskiej historii i polityki. Pierwszy z nich, prof. Norman Davies, ocenił, że Kaczyński działa jak typowy bolszewik i że PiS jest najbardziej mściwą bandą (gangiem) w Europie. Niezwykle trafne, zważywszy, że Kaczyński w swoich decyzjach kieruje się zwykle resentymentem, nienawiścią i uczuciami zemsty.

Gigant myśli politycznej, prof. Zbigniew Brzeziński mówił o ponurym, antypolskim absurdzie polityki PiSu. Otóż Putin w swoich usiłowaniach rozbicia Unii Europejskiej musiałby płacić grube miliony dolarów agentom, strategom, wtyczkom, przekupionym dziennikarzom, politykom. Kaczyński robi mu to za darmo, świetnie realizuje podstępną politykę Putina. Dlaczego?

Prawicowy dziennikarz Filip Memches snuł ostatnio w Rzepie dość naiwne rozważania. Cieszył się, że Polska może być broniona przed agresorem, bo „tym razem, inaczej niż w drugiej połowie XX wieku jesteśmy po właściwej stronie barykady – w zachodnich strukturach politycznych, militarnych, gospodarczych, które być może nie dadzą nas skrzywdzić”. Ale dlaczego „zachodnie struktury” miałyby bronić pisowskiej Polski, kiedy ta chce rozbić owe „zachodnie struktury”? Kaczyńskiemu, jak sam deklaruje, bliżej jest przecież do Turcji, niż do „zachodnich struktur”. Zachód dla niego to znienawidzona tolerancja dla innych, tolerancja dla LGBT, dla uchodżców, innowierców. Zachód to wegetarianie, cykliści, ateiści, feministki i insze zło.

Jeśli już jesteśmy przy Unii, to zastanawiające jest, jak niekonsekwentną politykę tutaj PiS prowadzi. Według jednej pani-polityk, PiS obrał strategię zachowywania się jak rozwrzeszczany bachor. Wszyscy mają go już dość, więc zmęczeni dają mu w końcu to, czego żąda.

Mnie się zaś wydaje, że PiS przypomina raczej pijanego żebraka, który wyciąga rękę po jałmużnę, ale – jak to pijak – ciągle mu się coś nie podoba, może za mało mu dali, albo dając potraktowali bez szacunku, w związku z tym żebrak chce przerobić naturę dobroczyńcy, nauczyć go swoich wartości. To był by taki żebrak/pijak z Gombrowicza, ciągle nabarmuszony, poirytowany, obrażony.
A już zupełnie jest nielogiczne to, że docelowo PiS chce po prostu zniszczyć Unię (pisowcy mówią z nienawiścią o Unii „eurokołchoz”, a Pawłowicz wykłada, że Unia gorsza jest niż komuniści i nazywa flagę unijną „szmatą”) zupełnie nie precyzując, skąd wtedy kasę będą brali. To tak, jakby pasożyt zabijał organizm, dzięki któremu egzystuje. Obłuda pisowców wychodzi jednak najbardziej, gdy na wyprzódki, przepychając się, starają się o miejsca w parlamencie EU. Kasa jednak górą.

Nienawiść zaś do Unii wynika z tego, że funkcjonuje ona jak „supervisor” pilnujący, żeby obywatele danego kraju nie byli ograbiani ze swych praw. PiSowi się to nie podoba, bo nie chciałby mieć tu żadnych ograniczeń, żadnej konstytucji, żadnego rozdziału władz, żadnego tam społeczeństwa obywatelskiego.

Śmieszne wręcz jest też to, jak PiS w swoim nadętym samochwalstwie – propagandzie sukcesu, jak za Gierka – wpada w pułapki własnej retoryki. Otóż kiedyś, aby dokopać PO, a pochwalić się plus 500, Szydło triumfalnie oznajmiła: „Jak się nie kradnie, to pieniądze NA WSZYSTKO się znajdą”. Teraz okazuje się, że pieniędzy nie ma na służbę zdrowia, na niepełnosprawnych, na kulturę, na nauczycieli, itd. Kto więc w rządzie te pieniądze kradnie? I jakie to są sumy?

To, jak PiS przesiąknięty jest myśleniem totalitarnym, wychodzi na jaw niemal ciągle. Ostatnio, podczas strajku nauczycieli, ta sama, niezwykle retorycznie uzdolniona Szydło powiedziała, że przecież porozumienie już jest, oni, tzn. PiS, położył je na stole i tamci, nauczyciele, powinni je tylko podpisać. Świetny przykład na niemożność myślenia demokratycznego w łonie PiSu.
Dla nich porozumienie, to jest to, co ONI SAMI postanowią. Nie rozumieją, że porozumienie (ex definitione) musi być zawarte pomiędzy DWOMA STRONAMI, że normalne jest przedstawianie argumentów obydwu stron, że normalką są wówczas dyskusje, negocjacje, kompromisy. Tutaj według PiSu trzeba albo podpisać, albo nie. Czyli nie porozumienie, nie dogadywanie się, a szantaż moralny. A jak nie, to nauczyciele zostaną opluci w telewizji publicznej i w gazetach tzw. szczujni.

Tak działa PiS. A co z Platformą Obywatelską jako partią? Czy była/jest bardziej demokratyczna? Oczywiście, i dlatego nawet oskarżano ją o lenistwo, bo nie dbała o ideologię, nie indoktrynowała, nie wykazywała ambicji aby rządzić duszami obywateli. Stąd mówiono o niej, że dba tylko i jedynie o ciepłą wodę w kranie. Pilnowała, aby się wszystko kręciło.

Polska za czasów rządów PO postrzegana była na świecie jako przykład na wyjątkowo udaną transformację ustrojową, jako kraj szybko dążący do integracji z Zachodem. Teraz Polske traktuje się jako pariasa, wymienia ją się w jednym rzędzie z krajami takimi jak Białoruś, Węgry, Rosja (Polska m.in. spadła o prawie trzydzieści pozycji w dół w Indeksie Wolności Prasy). Tylko, że Rosji świat się boi, Polskę natomiast głęboko lekceważy.

Ciekawe jest też to, że PiS w jakiś sposób trawestuje historię Rosji. Dostojewski kierował swoja apostrofę do Zachodu, pisząc proroczo: „Nic to, że nas nie dostrzegacie, lekceważycie. My was zmusimy do szacunku, my was zadziwimy krwią”. PiS uparł się, aby zadziwić Zachód bezczelnością (typu: jestem chamem i co mi zrobisz), brakiem humanizmu, totalitaryzmem. Ale kudy mu do Rosji…

PO nie miała zapędów totalitarnych, a te afery, te ośmiorniczki (po 40 zł za kilo w Lidlu) to nic w porównaniu do bezwstydnego obsadzania posad krewnymi i przyjaciółmi w spółkach państwa przez PiS, do gigantycznych pensji i przeróżnych apanaży w bankach, urzędach, itd.

Za PO Polska była traktowania przez Zachód jak partner, jako jeden z pełnoprawnych członków klubu. Wyrazem tego był chociażby awans Tuska, jako akt uznania dla jego umiejętności politycznych oraz dla jego osobowości. Natomiast zupełnie niemożliwe jest wyobrażenie sobie, żeby jakieś międzynarodowe władze mogły wybrać Kaczyńskiego na swego przywódcę.
Polska nie jest krajem izolowanym i wiadomo, że ambasady piszą raporty. Politycy prawie na całym świecie wiedzą, że Polską rządzi nieobliczalny człowiek, taki, który potrafi wedrzeć się na mównicę w parlamencie i tam wyzywać większość narodu od „zdradzieckich mord”. I to nie jest odosobniony przypadek, bo przedtem (i to często w czasie rytuałów funeralnych) wyzywał opozycję od „łotrów” i „kanalii”. Jeszcze wcześniej porównywał opozycję do ZOMO.

Jedną z najbardziej szanowanych na świecie przywódczyń politycznych szkalował, bezpodstawnie oskarżając ją, iż była ona agentką Stasi. Po co to robił? Czy z zazdrości, czy to po prostu patologiczny nawyk? Ale dlaczego człowiek zdolny do takich nikczemności rządzi teraz prawie czterdziestoma milionami ludzi?!

Pozostała nam druga i trzecia część problemów, a więc problem różnicy między partiami w Polsce i Szwecji, oraz najważniejszy: gdzie leży wina? Dlaczego tak jest, że Polska tak daleko odstaje od normalności?

Z tego co w swoim liście do redakcji pisał Pan Jan Z. (NGP nr 9/2019) rozumiem, że normalnością jest dla autor listu Szwecja. A modelem, wzorem normalnej partii jest partia Moderatów, umiarkowanej prawicy. Strukturą swoją Moderaci nie różnią się bardzo od reszty „demokratycznych” partii. Podział w tej chwili biegnie między starymi, dobrze zakotwiczonymi w demokracji partiami, a Szwedzkimi Demokratami, którzy bardziej przypominają PiS i bojkotowani są, w związku z tym przez resztę.

Spróbujmy odpowiedzieć sobie zbiorczo na te dwa główne pytania. Porównanie modelu szwedzkiego i polskiego znakomicie nam ułatwi zobaczenie przyczyn bolączek polityki w naszej ojczyżnie. Korzenie tych powodów tkwią w historii. Tak, jak to już pisałem, Polacy nigdy nie mieli szansy nauczyć się demokracji, bo przez całe wieki, czy tysiąclecia byli społeczeństwem niewolniczym.
Opinia części światowych historyków była (i jest) taka, że Słowianie nigdy nie dorośli do rządzenia samymi sobą. Słynny Samon, który zorganizował pierwsze państwo słowiańskie, był z pochodzenia kupcem frankijskim. Bracia nasi Rosjanie są bardziej, niż my, szczerzy i Kronika Nestora wyraźnie opowiada, jak to plemiona ich nie mogły się pogodzić, więc posłali po Rusów, czyli Szwedów z Roslagen, aby nimi rządzili. Stąd dynastia Rurykowiczów.

Co do Polski, to dalej nie wiemy, czy domniemany Mieszko był Słowianinem, czy Wikingiem o imieniu Dagobe.

Szukając przyczyn cofnijmy się jeszcze dalej do tyłu, do czasów i fenomenów skrzętnie i wstydliwie zatajanych przez politykę historyczną. Otóż Słowianie byli – co najmniej od początku ery chrześcijańskiej – niewolnikami, do tego stopnia, że plemienna ich nazwa stała się synonimem niewolnictwa. Tak więc łacińskie esclavus, szwedzkie slav, angielskie slave, franc. esclave, itd., itd. pochodzą od nazwy własnej Słowianin. Nawet w arabskim słowo „saqaliba” oznaczało od początku Słowianina – słowiańskiego niewolnika, aby później stać się oznaczeniem niewolnika w ogóle.

(cdn)

Janusz Sławomirski

Lämna ett svar