ZAPISKI KRYTYCZNE: Antyrasizm

Szereg filmów nawiązuje w ostatnich latach do – nigdy do końca nie rozstrzygniętego – problemu równouprawnienia i sprawiedliwości społecznej w odniesieniu do African Americans. Kilka przykładów:

W roku 2016 powstała nie tyle nowa wersja “Narodzin narodu” D.W. Griffitha (1915), ile film pod tym samym tytułem, poświęcony rewolcie zdesperowanych niewolników w 1831 roku pod wodzą Nata Turnera (znanej także z powieści Williama Styrona). To obraz bardziej wiarygodny niż rasistowska narracja Griffitha wiek wcześniej, choć pozbawiony jej epickiego rozmachu. Najnowszy, wszędzie wysoko oceniany film, klasyka filmu murzyńskiego Spike’a Lee “BLACKkKLANSMAN” opiera się na faktach autentycznych z lat 1970., a jednak mało prawdopodobne wydaje się już samo zainteresowanie policji w Colorado Springs jakąkolwiek infiltracją Ku Klux Klanu, w czasie której dopuszczono się szeregu rażących błędów, a po częściowym sukcesie zamyka śledztwo i jego rezultaty chowa do archiwum. Sprawa jest poważna, ale chwilami film sprawia wrażenie komedii nieporozumień. Zakończenie zdaje się jednak dowodzić, że rasizm i problemy z KKK są nadal (2017) w USA obecne i groźne.

W porównaniu z takimi tytułami, jak “W upalną noc” (1967), “Missisippi w ogniu”(1988) i “12 years a slave” (2013), film robi słabsze wrażenie, a peany na jego temat, wywołane są odwagą reżysera w odgrzebaniu tej starej historii o rasiźmie. W tym samym roku co “W upalną noc” powstał inny film z udziałem Sidneya Poitiera – jeszcze jeden kamień milowy w traktowaniu czarnoskórych Amerykanów: “Zgadnij, kto przyjdzie na obiad”. Swoistym jego remake’em stał się parę lat temu quasi-horrror “Get out”, parodia i tamtego filmu i problemu międzyrasowych kontaktów.
“Marshall” Reginalda Hudlina to kolejny przykład rekonstrukcji odległej w czasie (tu lata 1940.) walki o równouprawnienie ras. Jej protagonista to zasłużony obrońca niesłusznie oskarżonych Murzynów w procesach o rozmaite, nie popełnione przestępstwa.

Ale równocześnie pojawiają się filmy właściwie nie mające nic wspólnego z rasizmem czy antyrasizmem, ale potwierdzające najbardziej dziś irytujące zjawisko: poprawność polityczną. W jej ramach ukazuje się reprezentacje Murzynów w czasie i miejscu, gdzie ich być nie mogło, jak europejskie wczesne średniowiecze, czy nawet czasy bajeczne króla Artura. A ukoronowaniem tych nonsensów stała się kreowana przez czarnoskórego aktora, rola insp. Javerta w nowym brytyjskim serialu według “Nędzników” Wiktora Hugo. Wtedy już pojawiali się we Francji Murzyni z kolonii, ale na pewno nie sprawowali odpowiedzialnych funkcji w policji.

A może obsadzenie Murzyna w tej niesympatycznej roli to raczej objaw rasizmu? Czy, prędzej, swoisty numerus clausus, nie w odniesieniu do studiów, lecz odpowiedni procent zatrudnienia w różnych zawodach ‘mniejszościowych’ (jak długo jeszcze?) ras?

Aleksander Kwiatkowski

Lämna ett svar