Szwedzka powieść o łódzkim getcie

Dość już obszerną literaturę o łódzkim getcie (przykładowo: prace Lucjana Dobroszyckiego, I.H. Rubina, ”Kupiec łódzki” Adolfa Rudnickiego czy ”Fabryka muchołapek” Andrzeja Barta) wzbogacił parę lat temu szwedzki pisarz Steve Sem-Sandberg. Po około pięciu latach badań archiwalnych wydał powieść ”De fattiga i Łódź” (Biedni ludzie w Łodzi) opartą głównie na kilkutomowej ”Kronice getta łódzkiego” (jej polską wersję opublikowało w roku 1966 Wydawnictwo Łódzkie).

 

Kronika jest jednakże tylko punktem wyjścia. Autor czerpie z niej oczywiście sporo konkretnych wiadomości, ale na ich tle snuje wielowątkową opowieść, w której przewijają się zarówno postacie fikcyjne jak autentyczne. Obok Adama Rzepina i przybywającej z Pragi Czeskiej Very Schulz, na pierwszy plan wysuwa się oczywiście postać Chaima Mordechaja Rumkowskiego, Przewodniczącego Starszeństwa Zydów czyli szefa łódzkiego Judenratu.

Budzi on do dziś kontrowersyjne osądy, plasujące go między rolą odpowiedzialnego przywódcy lokalnej społeczności, a skorumpowanego karierowicza i zdrajcy, ze strachu i dla własnej korzyści wysługującego się okupantom. Sem-Sandberg przyznaje (w posłowiu), że gdyby zamach na Hitlera powiódł się 20 lipca 1944 r., bądź gdyby Armia Czerwona nie wstrzymała równocześnie ofensywy na Wiśle, wtedy łódzkie getto mogłoby zostać wyzwolone przed sierpniową ostateczną wywózką pozostałych jeszcze 70.000 mieszkańcow i Rumkowski stanąłby w glorii męża opatrznościowego, którego mądra polityka gry na zwłokę, ocaliła przed Zagładą tak wielką ilość Żydów, porównywalną z budapeszteńskim ratunkiem, wiązanym zawsze z imieniem Raula Wallenberga.

Tak się jednak nie stało i Rumkowski zginął niesławnie w Auschwitz, wraz z większością ofiar ostatniego transportu. Nieliczni, którzy przeżyli, podkreślają jednak niekiedy zasługi prezesa dla faktu ich ocalenia.

Może natomiast budzić wątpliwości silne podkreślenie w powieści jego orientacji seksualnej, która – choć udokumentowana w literaturze (autor powołuje się na książkę Lucille Eichengren ”Rumkowski and the Orphans of Łódź”, 1999) – ma jednak niewiele wspólnego z oceną jego roli w kwestii Zagłady czy ocalenia łódzkich Zydów. Może tylko stanowi dodatkowy akcent w rysunku postaci despoty, sprawującego swą niemal dyktatorską władzę w nieludzkich warunkach stworzonych przez okupantów.

Steve Sem-Sandberg

Sem-Sandberg nie wyszedł w swej obszernej powieści poza moment ostatniego transportu do Auschwitz, tj nie śledził drogi tam wywiezionych. Pozostaje w opustoszałym łódzkim getcie, gdzie relacjonuje losy indywidualnego bohatera, Adama Rzepina, który w styczniu 1945 doczekuje – obok nielicznej grupy innych – wyzwolenia, ale nie ocalenia – bo właśnie wtedy dopełnia się jego tragiczny żydowski los. Te końcowe strony powieści przypominają losy Robinsona warszawskiego, pianisty Władysława Szpilmana, którego dwie wersje wspomnień (Śmierć miasta, Pianista) znamy również z kilku filmów (”Miasto nieujarzmione”, ”Pianista”). Odyseja Adama Rzepina, jego samotna wędrówka przez puste ulice i domy, nie osiąga wymiaru heroicznego, ale symbolizuje martyrologię nacji.

Kilkuletnia codzienność łódzkiego getta w niewielkim stopniu przypomina dzieje największego skupiska Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, getta warszawskiego. Samobójstwo przewodniczącego tamtejszego Judenratu inż. Adama Czerniakowa zdjęło z niego tragiczne odium współpracy z okupantem przy zagładzie własnego narodu. Masowa wywózka latem 1942 r. i powstanie w getcie wiosną 1943 roku to kolejne wydarzenia kończące jego dzieje. Getto w Łodzi nadal trwało, hermetycznie odseparowane od świata zewnętrznego, nie ujawniające liczących się skłonności do buntu, czy konspiracji, sztucznie podtrzymywane coraz bardziej iluzorycznymi wysiłkami Rumkowskiego by ograniczyć kolejne wywózki (m.in. nieproduktywnych dzieci i starców) do obozu zagłady w Chełmnie n/Nerem. I trwało także dzięki rozbudowanej infrastrukturze zarówno produkcyjnej (przydatnej dla niemieckiego wysiłku wojennego), jak i biurokratycznej (w pewnych okresach w rozmaitych agendach żydowskiego samorządu zatrudnionych było do kilkunastu tysięcy ludzi). Mieszkańców dotykały oczywiście klęski epidemii i głodu, ale były one znośniejsze niż w Warszawie.

Kronika Sema-Sandberga (którego wcześniejsza powieść ”Teresa” znana jest polskim czytelnikom) dowodzi wielkiej staranności autora w udokumentowaniu topografii łódzkich Bałut. Wszystkie ulice podane są w ich nazewnictwie polskim, niekiedy tylko niemieckim, a ich położenie łatwo sprawdzić w dodanej na końcu mapce. Couleur local miasta dopełnia regularne cytowanie zwrotów w języku polskim, bądź w jiddisch.

”Biedni ludzie w Łodzi” spotkali się w Szwecji z wysoką oceną krytyki, a niebawem powieść została uhonorowana prestiżową nagrodą Augusta (nazwaną tak od imienia A. Strindberga).

Aleksander Kwiatkowski

Steve Sem-Sandberg: De fattiga i Łódź, Sztokholm 2009, Albert Bonniers Förlag, s. 662

Kommentera