Koszenie Truskawek
Cyganowi nie szło dobrze granie. A śpiew jeszcze gorzej, mimo, że miał opinię najlepszego muzyka zespołu „Cygańskie Noce”, który jeszcze do niedawna działał przy Miejskim Domu Kultury. Zagrał kilka melodii i odkładał na bok swoją starą harmonię-guzikówkę.
Mówiono o nim, że pochodził z tej starej linii cygańskiego rodu, która kiedyś przywędrowała do Europy z pogranicza Indii, Pakistanu i Afganistanu. On na ten temat nie chciał zbyt dużo mówić. Nieraz coś pomrukiwał przytakująco pod bujnymi wąsami a nieraz coś potwierdzającego szepnął. Często jednak pytania w tym temacie pozostawiał bez odpowiedzi. Wiadomo tylko było, że w Europie osiedlili się na Bałkanach. Nauczyciel historii z Liceum im. Armii Wyzwoleńczej twierdził, że Cygan miał w rodzinie świętego, czczonego przez plemię Pasztunów i przez wielu ludzi z Chorwacji i Czarnogóry. On i na ten temat mówić nie chciał. Nie zaprzeczał jednak, więc coś na rzeczy musiało być.
Patrzył na ekipę Telewizji Prywatnej i kręcił głową. Kamerzyści filmowali nowy blok, do którego wprowadzali się pierwsi lokatorzy. Wśród nich i Córka Pułkownika.
Solista z cygańskiego zespołu też nie był w dobrym nastroju twórczym. Miał mocny, czysty głos, którym przez wiele, wiele lat wielu, wielu słuchaczy zachwycał. A nieraz i wzruszał do łez, gdy śpiewał o niknących w jesiennej mgle ostatnich cygańskich budach. Teraz mruczał tylko niewyraźnie pod nosem i wzbogacał treści o wulgarne słowa.
Córka Pułkownika stała na tle bloku razem z kilkuletnią córką i swoim mężem. Wypuszczonym przed kilku miesiącami z aresztu i szeroko się uśmiechała. Musiała być dobrze przygotowana do wywiadu, bo mówiła płynnie.
– Jestem córką pułkownika Polskiego Wojska, który z narażeniem życia niósł wolność ludziom w Iraku, prześladowanym przez dyktatora Saddama Husseina a na drugiej misji uwalniał Świat od prób wyprodukowania przez dyktatora brani zagrażającej ludzkości!
Stojący za kamerą unieśli kciuki ku górze i przytaknęli głowami. Córka pułkownika uśmiechnęła się i zaczęła znowu.
– Jesteśmy teraz szczęśliwi i chcieliśmy tak z całego serca wyrazić radość z decyzji Sądu Wojskowego, który uniewinnił męża od tych niehumanitarnych oskarżeń za zabijanie cywilów na misji wojskowej, prowadzonej w obronie demokracji i praw człowieka oraz temu drugiemu Sądowi, który mu przyznał tak duże odszkodowanie, bo teraz nasze szczęście jest w pełni… no a, że tam zginęły kobiety i dzieci to ja jako kobieta mogę ich płaczącym i rwącym sobie włosy z głowy rodzinom powiedzieć to samo, co Sąd, że nikt nie ponosi tu winy, kropka!
Pogładziła córkę po włosach.
– Podziękować też chcę z całego serca Parze Prezydenckiej za zaproszenie nas do ogrodów prezydenckich na uroczyste obchody Dnia Dziecka.
Mąż Córki Pułkownika miał również szeroki, szczęśliwy uśmiech na twarzy. O Sądzie Wojskowym też miał zdanie jak najlepsze:
– Wyrok uniewinniający jest sprawiedliwy w moim przypadku, na wojnie giną ludzie, to normalne… my oddaliśmy co prawda kilka strzałów z moździerzy w wieś, ale sprzęt był chyba wadliwy, tak, że… no te pociski nie spadły tam gdzie powinny, zginęły kobiety i dzieci, ale… czuję się całkowicie niewinny i podkreślić chciałem, że jeździłem na misje by ludziom w Iraku czy Afganistanie zapewnić ochronę, lepsze życie i pełnię praw obywatelskich!
Córka Pułkownika musiała być usatysfakcjonowana wypowiedzią małżonka, bo odcisnęła mu pocałunek na policzku. I szybko też dodała:
– Za pieniądze zarobione przez męża na misjach, kupiliśmy apartament i spełniły się nasze marzenia, pragnienie by mieć Dom Spełnionych Marzeń.
Zgasło czerwone światełko na kamerze i wywiad dobiegł końca. Szczęśliwi małżonkowie weszli do klatki schodowej nowego apartamentowca. Przez wiele osób nazywanym: Domem Płatnych Bandytów. Mieszkania w nim, bardzo drogie, wykupiło bowiem kilku oficerów, biorących udział we współpracy wojskowej z US Army w Iraku i Afganistanie.
Cygan-Akordeonista zaczął grać. A Cygan-Solista chyba zaczął coś śpiewać, ale nie szło im dobrze. Widać było taką gorycz w ich twarzach a w spojrzeniach jakąś złość, czy nawet bunt. Zwłaszcza, gdy patrzyli na piękny Dom Płatnych Bandytów. Jeden z nich był sierotą, bowiem w czasie pacyfikacji zamojszczyzny, pamiętnej jesieni czterdziestego trzeciego roku, weszli gestapowcy, czy essesmani do ich cygańskiego obozu i wystrzelali prawie wszystkich dorosłych mężczyzn. Przy okazji też i kilka kobiet, które swoimi ciałami chciały zasłaniać mężów, czy dorastających synów. Jak później podała niemieckojęzyczna rozgłośnia-szczekacza, była to akcja likwidująca wrogi element, mająca na celu przywrócenie porządku i ochronę ludności cywilnej.
Cygan-Solista stał się trochę bardziej słyszalny.
Ostatni cygański wóz zniknął w jesiennym mroku
Obok woźnicy siedział muzyk-harmonista
Koń jakby nie chciał wchodzić w noc i zwalniał kroku
Drzewa gubiły liście a dym pełzł przez puste ścierniska
Szczęśliwe małżeństwo z córką wyszło z apartamentowca. Widać było, że na spotkanie z Parą Prezydencką przygotowali się należycie. Ona miała elegancką sukienkę a on nowy mundur wojskowy z odznaczeniami. Wiatr falował długą sukienką córki.
Kilka dni temu szczęśliwe małżeństwo wydało wytworne przyjęcie. Okazje były dwie. Uniewinnienie męża przez Sąd Wojskowy i wprowadzenie się do Domu Spełnionych Marzeń. Szampany strzelały i lał się alkohol, bo okazało się, że oficerowi-misjonarzowi należą się zaległe nagrody finansowe. Śpiewano mu Sto Lat, Sto Lat i śpiewano. On dziękował i rewanżował się komplementami pod adresem kolegów i przyjaciół-żołnierzy. Fragmenty jego zdań i szczęśliwego śmiech Córki Pułkownika, słychać było na ulicy; … nadlecieli z US Army i… ha, ha, ha… to było wesele, oni się chyba pomylili a może specjalnie i jak przypieprzyli z rakiet… na filmie widzieliśmy jak rozrywały się ciała… ha, ha, ha… w kantynie wieczorem, piliśmy piwo, mówiliśmy o tym i nasz dowódca powiedział, dobrze, dobrze, ale głośno o tym nie mówcie i obiecał nam nagrody finansowe… ha, ha, ha… jego zastępca poklepał nas po ramionach i dodał, mówcie jak było uzgodnione, że wy tutaj jesteście dla ochrony ludności cywilnej i, że walczycie bezinteresownie o pokój i sprawiedliwość na Świecie… ha, ha, ha…
Szczęśliwe małżeństwo wsiadło do nowego Volkswagena Passata i zaczęli przypinać córkę pasem bezpieczeństwa. Z bocznej uliczki wyszedł Staruszek-Ostatni Tancerz zespołu cygańskiego „Ogień”, który po I-wszej Wojnie Światowej powstał na Bukowinie Rumuńskiej. Staruszek – Ostatni Tancerz ożenił się z dziewczyną spod Zamościa i osiadł w Polsce. Cudem przeżył likwidację jego wsi w czasie wysiedlania Zamojszczyzny. Te przeżycia musiały głęboko utkwić w jego świadomości, bo nieraz mówił sam do siebie; Niemcy podpalili wieś z czterech stron i ogień zaczął szybko przenosić się w głąb wsi… powstała straszna panika, matki rzucały się w ogień, by wyciągać swoje dzieci spod zapadających się ścian i dachów a Niemcy patrzyli na to z zimną krwią i od czasu do czasu otwierali ogień do tych co płonęli, żeby zbyt blisko do nich nie podchodzili…
Wyjrzało słońce i zaczęła wzrastać temperatura. Szczęśliwe małżeństwo też chyba to zauważało, bo opuścili szybę mocno w dół od strony kierowcy. Słychać teraz było ich wesołą rozmowę, przeplataną radosnym śmiechem.
– Jechaliśmy razem z US Army na patrol i nadleciały helikoptery, to… zaatakowali wieś z czterech stron bombami samozapłonowymi, tak, że od razu rozlało się morze ognia… to ci wieśniacy w palących się ubraniach łapali dzieci i rzucali się poprzez płomienie do ucieczki jak pochodnie… to nasi i chłopaki z US Army po nich… dowódca po cichu nam powiedział, to co nasza wierchuszka z Amerykanami uzgodniła… hitlerowców się sądziło, Serbów po wojnie na Bałkanach do dzisiaj się ściga, ale teraz jest inaczej i nikt z was nie będzie ukarany, mimo, że w praktyce robiliście to samo.
Ona pocałowała go mocno w policzek i Szczęśliwe Małżeństwo ruszyło na spotkanie z Parą Prezydencką w ogrodach pałacu prezydenckiego.
Staruszek – Ostatni Tancerz szurając podeszwami swoich zniszczonych butów, podszurał się bliżej Cyganów. Oni-artyści musieli mieć respekt przed byłym tancerzem, bo wstali i podeszli do niego z wyciągniętymi rękoma. On miał chyba trudności ze wzrokiem, bo szurał w przód i nie zwracał uwagi na nich. Po chwili zatrzymał się jednak, przyłożył otwartą dłoń do czoła i zaczął uważnie wpatrywać się w ich twarze. Broda mu się trochę trzęsła i wyschnięta grdyka unosiła nerwowo w dół i górę. Rozpoznanie musiało zakończyć się po jego myśli, bo przytaknął kilka razy głową. Mówił trochę i co nieco posapywał przez nos. Wypowiedzi dotyczyły stricte przeszłości a posapywanie miało bardziej współczesne cechy.
– Hitlerowiec skazany… palili się, palili… prawie całą wieś zniszczyli… hitlerowcy na stryczek… nie mam nikogo, nie mam nikogo… Niemcy na szubienice… a naszym nagrody finansowe za takie same ludobójstwa…
Zakrztusił się i zaniósł kaszlem. Drżało całe jego zgięte w pół ciało. Później splunął gęstą śliną wymieszaną z krwią, otarł wierzchem dłoni usta i znowu zaczął mówić. Tym razem o czasach bardziej współczesnych:
– Powiedziała chyba w telewizji, że dnia czwartego czerwca skończył się w Polsce komunizm… ale ona w praktyce powiedziała co innego, że czwartego czerwca skończyła się w Polsce ograniczona niepodległość… i, że od następnego dnia wszystkich w kraju Kapitał Spekulacyjny weźmie za twarze, że będziemy żyć pod ich przepoconymi podeszwami… zatem cieszmy się, hura, hura, hura…
Po tych słowach zajął się sapaniem i wpatrywaniem w twarze Cyganów-artystów. Oni chyba znali jego oczekiwania, bo rozpłakała się harmoszka, takim lirycznym, miękkim dźwiękiem. Staruszek-Ostatni Tancerz podszurał bliżej grającego i wbił w niego wzrok. Szybkimi ruchami w dół i górę unosiła się jego stercząca grdyka w wychudłej, żylastej szyi.
Cyganie odezwali się programem, który mieli zaprezentować w sali Miejskiego Domu Kultury, ale… nie zdążyli, bo przybytek ten zlikwidowano.
Zbliża się noc
Stara kobieta
Idzie ulicą.
Ciemna noc
Gra muzyka
I leje się czerwone wino
Na małym wiejskim cmentarzu
Ona przystaje
I modli się cicho
Ciemna noc
Dym z cygar
I goście piją coraz więcej
Ona mówi
Pamiętam ten ranek
Jak otaczali nas
Ciemna noc
Na scenie
Tańczą nagie dziewczyny
Po północy
Ona szepcząc modlitwy
Wychodzi z cmentarza
Ciemna noc
Nad ranem
Wszyscy rozejdą się do domów
Przy drodze
Stary mężczyzna
Bez nogi
Ciemna noc
Nagie dziewczyny
Obejmują pijących mężczyzn
Ona stara
On bez nogi
Odchodzą powoli
Rozpłakała się harmoszka, rozpłakała. Staruszek-Ostatni Tancerz jakby poweselał, albo to był tylko taki wyraz głębszego smutku, bo usta zaczęły mu mocno drżeć a grdyka jakby zatrzymywała się w połowie drogi, nie wiedząc w którą stronę zmierzać. Drugi Cygan huknął barytonem aż ku górze wzleciały gołębie drobiące po ścieżce.
Już tu dzisiaj nie wrócą tabory
Lecz ja słyszę i tak skrzyp ich osi
A do wspomnień potrzeba miłości, pokory
Aż czas przyszły ten dawny do tańca poprosi
Umilkł i harmoszka ucichła.
Przed blok podjechało kilka nowych samochodów. Wyglądało na to, że Szczęśliwe Małżeństwo zaprosiło gości. Przeplatały się słowa i radosny śmiech; Prezydent pogratulował mi… ha, ha, ha… powiedział, jestem dumny z pana udziału w pokojowych misjach niosących Światu pokój i demokrację… hi, hi, hi… Pierwsza Dama sama kładła jedzenie na talerz tym co nas uniewinnili… jak będzie okazja to jeszcze raz pojadę na jakąś misję, wtedy bym dwupoziomowy apartament kupił… kolega z batalionu co przymierzył to Taliba trafiał prosto w czoło… ha, ha, ha… brał duże nagrody… był też nasz dowódca, szepnął mi, Serbów za wojnę na Bałkanach sądzono i nadal sporo z nich siedzi, bo tak Amerykanie zadecydowali, nawet jak my robimy to samo, to jest ciche uzgodnienie, że nasze Sądy Wojskowe każdego uniewinnią… potem jeszcze dodał, niezależne i niezawisłe Sądy, ale one dobrze wiedzą co robić… Pierwsza Dama częstowała maluchy truskawkami i mówiła, proszę brać brać, proszę kosić, kosić… hi, hi, hi… jak Amerykanie spuszczali te wielkie bomby, to mówili na to; Koszenie Truskawek… to wtedy połowa wsi wylatywała w powietrze, dorosłych ludzi na strzępy rozrywało a z dzieci to osobno nogi i osobno ręce leciały w powietrzu… ha, ha, ha… ona rozmawia z mężem, to zna dobrze wojskową terminologię… hi, hi, hi…
Powyciągali torby z zakupami i zaczęli wchodzić do środka.
Cyganie w młodości pędzili jeszcze życie taborowe. Kończyło się ono jednak bezpowrotnie. Ich rodzice zdawali sobie z tego sprawę i tworzyli przy ogniskach takie smutne, pożegnalne pieśni, by to co było przez tyle wieków dla nich ważne, nie odeszło w zapomnienie. Tylko zmieniło formę bytu i nadal żyło w legendach i pieśniach. Nieraz przywoływali te teksty.
Powoli gasną płomienie ogniska
Cichnie śpiew i muzyka zamilka
Każda droga jest i daleka i bliska
Cichnie w lesie wycie starego wilkaNad łąką mgły co mylą wzrok
I oczy zwodzą
Widać sowi wzrok w ciemności
Wyprzęgli konia i odchodząKonia co upadł na kolana ze starości
Ucichła muzyka
Nie mogą tańczyć i nie mogą spać
Cichnie też wiatr co grał na smykachZimny popiół w ognisku
I nie ma już wina w dzbanach
Koń nie ma siły wstać
I idzie na krwawiących kolanach
Solista ucichł.
Staruszek-Ostatni Tancerz odwrócił się niezdarnie i zaczął powoli szurać z powrotem. Ciągnęły się za nim postrzępione nogawki jego starych spodni. Cygan schował do futerału swoją starą harmoszkę-guzikówkę i zaczął patrzeć, jak nadfruwające gołębie, ponownie przysiadały na żwirowych ścieżkach.
Jerzy Marciniak

