Straciłem poczucie czasu… Michałowi z pamięcią
Dzisiaj, 10 września mija 9 lat od chwili, gdy zmarł w Sztokholmie nasz przyjaciel, pisarz Michał Moszkowicz. Niżej jeden z jego ostatnich krótkich tekstów, które napisał w szpitalu.
Straciłem poczucie czasu. To znaczy mijają dni, a to co jest we mnie się nie zmienia. Ten zakład to jest zwykły zakład. Tu wszyscy chorzy udają, że są zdrowi.
I są zdrowi. Bo mają wszystko swoje na grzbiecie, ubrani uśmiechają się sztucznie i tylko ja jestem niespokojny. Bo nie mam już nic swojego. Zapaskudziłem swoje ubranie, nie wiem co było w moim życiu dobre, albo złe. Nie umiem odnaleźć siebie w tej głuchej ciszy, która we mnie zapadła. Poruszam się jak manekin.
Pielęgniarki uśmiechają się do mnie, a mnie wydaje się, że to płynie z uczucia. I odpowiadam machaniem ręki, salutuję po żołniersku i już czuję się jak gdybym był u siebie. A jestem przecież w zamkniętym zakładzie…
Dzień wcześniej zamoczyłem moje ubranie, jestem zdany na kalesony tutejszego szpitala. Ale to nie jest normalny szpital. To jest zatrzaśnięty z dwóch stron labirynt. Dwa wejścia, na których pisze „Wejście”, ale wyjścia już nie ma. Można krążyć po tym budynku i zawsze trafić na swoje miejsce przed oblicze pielęgniarki.
Trafiłem tutaj po długim czasie bujania się po ulicach Sztokholmu. W mieszkaniu leżałem jak kłoda, wyrzucałem jedzenie, które mi przyniesiono, bo – muszę powiedzieć – byłem pod stałą opieką tak zwanej „służby domowej”. „Służba domowa”…
Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy służba przyniosła mi paczki z zaplombowanym jedzeniem i wieszała na klamce – mnie nie było w domu. Mieszkałem sam. Mieszkałem samotnie w środku miasta, w dawnym mieszkaniu mojego syna, które dawniej on wynajmował i nawet nie zdążył zdjąć ze swoją przyszłą żoną tabliczki, że oni tam mieszkają…
Michał Moszkowicz

