Inżynieria umysłu
Tak się złożyło, że długie życie jest moim udziałem. Mam już 89 lat, ale na razie nigdzie się nie wybieram. A oto korzyści, jakie mogą wynikać z długiego życia:
– umysł zaczyna się objawiać w zakresie większym niż wcześniej,
– już nie ślepy żywioł hormonów i wybuchy energii raz po raz tłumiące rozum,
Zauważam, że coś się osuwa. Nie jestem już ugorem, jestem jak ziemia uprawna. To oznacza, że nie zapadam się, gdy się zapada i nie wybucham gdy wybucha.
Z cykliczności istnienia – zatem i umysłu, wysuwam ułatwiające życie wnioski i nauki. Uważam otóż, że powtarzalność Bogu absolutnie udała się, ponieważ jest zjawiskiem uczącym zapamiętywania. Jak również budowania procesów myślowych stwarzających takie warunki, które nie przeszkadzają wypłynąć czemuś większemu.
Niestety, ciągle jeszcze nie nauczyłem się zachowywać jak należy, co sugeruje, że nigdy już nie będę umiał. Na całe szczęście moje otoczenie nie bierze tego nazbyt poważnie. Raz umie, raz nie umie, nie jest monolitem!
Podejrzewam, że wszystko, no prawie, zależy od poziomu interpretacji. Zauważyłem bowiem już dawno temu, że wszystko się ocenia w kategoriach. Na przykład: to jest graffiti i poezja klozetowa, a to wzniosłe porywy miłości.
Zaczynający się dzień jest równie dobrze pasmem szczęścia, jak ostatnim drgnięciem przed śmiercią. Tu istotna, myślę, uwaga: Gdy zobaczysz go (dzień) jako pasmo zachwycającej szczęśliwości, prawie na pewno będziesz nieszczęśliwy. Dzień za słaby jest, żeby sprostać tak wielkiemu zadaniu.
Dzień. Dzień się czai i jest możliwe właściwie wszystko: depresja, regres, zadowolenie, apatia, kac jak po przepiciu. To jest rodzaj inżynierii umysłowej, o czym właśnie traktuje cały ten tekst. W naszej cywilizacji najmniej rozwinięta dziedzina rozumnego istnienia.
Wyznam, że nie umiem nic z różnych istotnych życiowych i innych umiejętności, ale w wykształceniu nie mam luk. Nie mam bowiem żadnego. Mam natomiast wyczucie, co jest moją inżynierią i jedyną wiedzą.
AND
