Słowa ciałem się stają
Im jestem starszy i im dłużej zajmuję pisaniem, tym żywiej rośnie we mnie szacunek dla języka. Bowiem tylko tak, mową, można bezlitośnie ujawniać wszelki fałsz. Język widzi, czuje i demaskuje wszystko, karząc wcześniej czy później ale zawsze tych, którzy próbują przy pomocy słów zakłamać prawdę. Język zawsze demaskuje ponieważ mocarny jest i zawsze silniejszy od najbieglejszego kłamcy.
Na przestrzeni wieków wielu próbowało i próbuje dziś język oszukać. Robią wiele hałasu nie zdają sobie sprawy, że nikomu się to jeszcze nie udało i nigdy nie uda, ponieważ nie wynaleziono do dzisiejszego dnia sposobu na skuteczne wyeliminowanie wrodzonej rzetelności języka. Prócz jednego wyjątku, jest nim pozbycia się dobrej reputacji, gdyż dobra reputacja wiąże i uzależnia. Ale to już innym temat.
Zawody medyczne mogą być dobrym na to, co chcę dalej powiedzieć przykładem. Lekarzom udaje się zwalczyć chorobę, ale tylko wtedy gdy potrafią rozpoznać jej istotę, a mogą to uczynić jedynie przez dotarcie do i zrozumienie objawów. Podobnie dzieje się z językiem. Istotą języka jest mówienie prawdy a to potrafią zobaczyć i rozpoznać przedstawiciele dwóch zawodów, filolog językoznawca i poeta. Ale i oni ponoszą klęskę, gdy zadufani w sobie próbują przeszkodzić językowi w mówieniu prawdy.
Doświadczenia pobrane z drugiej połowy XX wieku, nauczyły nas i cały szereg innych europejskich krajów zwanych potocznie demoludami, nieufności do głoszonych triumfalnie prawd, oraz marionetkowych w gruncie rzeczy postaci, które je głosiły. Niestety ten sznyt działa do dnia dzisiejszego, zmieniły się jedynie osoby, oraz sposoby i subtelności terminologii.
Przypominając sobie te doświadczenia dziś, nie można się dziwić narastającej fali nieufności do wyrachowanego głoszenia partyjnych prawd, jako nie podlegające dyskusji. Dzisiejszy posiadacz owych prawd, wraz z partią którą stworzył i uczynił ich (prawd) nosicielką, poczuł się uprawniony by nią (swoją prawdą) obarczyć innych nie bacząc, czy jest nią (prawdą) w rzeczywistości.
Wydaje mi się i uważam za pozytywny znak, że w upojeniu i zachwyceniu swoją prawdą, nie zwraca on i jego akolici uwagi na to, jak pogrąża ich język. Język, którego istotą i najwartościowszą właściwością, że przypomnę, jest prawdomówność. Wygląda na to, że zapomnieli, albo wiedząc nigdy nie zrozumieli, iż każda prawda, którą narzuca się siłą, staje się kłamstwem.
Na szczęście bluff i inne podobne usiłowania, daje się rozszyfrować bez nakładów materialnych, czerpiąc z uniwersalnej mądrości języka. To co dzieje się w Polsce ostatnimi, niestety długimi już latami, tylko język pozwala zobaczyć klarownie jasno i gruntownie opisać.
Tu apel wygłoszę. Język wymaga pochwał, zauważenia i zrozumienia jego wagi. Wymaga też pomocy, gdyż to czym w istocie jest rządzi mądrość i uczciwość, cechy niezbyt krzykliwe. Zapamiętajmy: język nie kłamie, nie toleruje zagmatwanych wyrozumiałości i oczyszcza myśli. Język wychodzi z wszelkich potyczek i zawsze zwycięsko.
Andrzej Szmilichowski
