JANUSZ KOREK: Bigos albo śmierć, czyli samobójstwo rozszerzone

Od razu wyjawię, że będzie na ostro i chodzić będzie o psychikę wodza oraz polonocentryczne zaburzenia nie tylko PiS-owskich „mężów stanu”, ale większości krajowych polityków i publicystów. Mówiąc obrazowo, chodzi o ograniczenie perspektywy do swojego gara, gdzie wśród skisłej kapusty i ostrych przypraw, pęt kiełbasy wyborczej pomieszanej z opłatkiem wszyscy usiłują wypłynąć na powierzchnię (władzy) albo dowiedzieć się, co do gara zostało wrzucone oraz kto w nim mąci i miesza.

Gar krajowy to główna perspektywa, bardzo czasami potrzebna, ale w oparach narodowego bigosu nie widać tego, co poza jego wnętrzem. Umyka to, na czym nasz gar stoi oraz kto i gdzie stara się go przesunąć? A także – najważniejsze – jeśli staniemy się zbyt twardzi w gębie i zbyt nieśmiali w myśleniu, to przegapimy moment, gdy spadnie na nas ciężka pokrywa i udusimy się w miłym zapachu kapusty.

Wielu polityków i publicystów mówiąc/pisząc o wecie polskiego rządu wobec mechanizmu praworządności (tym samym odrzuceniu przyszłego unijnego budżetu) tłumaczy to weto walką o władzę między twardzielem Ziobrą a pragmatycznym premierem Morawieckim. Ich zdaniem mamy do czynienia z walką o władzę w kraju. Przejawem tej walki jest przystawienie przez Ziobrę pistoletu weta do skroni Morawieckiego. Ten ostatni więc, jeśli chce pozostać u władzy, nie ma wyboru — musi wetować, inaczej Ziobro go załatwi! Według takiego scenariusza Morawiecki MUSI się (biedaczek) sprzeciwić Unii… Wobec tego chciałbym zapytać: dlaczego zanim partia Ziobry – „Solidarna Polska”, przystawiła pistolet do skroni premiera 10 listopada (patrz: Oświadczenie Zarządu), to Jarosław Kaczyński dobył ten pistolet, odbezpieczył go i dał ministrowi Ziobrze do ręki 21 października? Patrz: analizowany przeze mnie na tym forum („Postprawda i sprawiedliwość”) wywiad Kaczyńskiego opublikowany w „Gazecie Polskiej”. Prezes-wiceminister wyszedł wtedy przed szereg i w imieniu całej Polski ogłosił WETO dla Europy! Ot, tak sam z siebie, jak by był właścicielem IV Rzeczypospolitej. Wywiad ten był, moim zadaniem, kluczowym dla dzisiejszego sporu o praworządność z Unią. Będąc „przekazem dnia” był też wytyczną na przyszłość dla całego obozu Zjednoczonej Prawicy.

Porzućmy zatem bajki o twardzielu i pragmatycznym „miękiszonie”, które są może wiarygodne na krajowym rynku. Patrząc z dystansu na kuchnię, w której stoi gar z bigosem, magiczny realizm tych bajek rozwiewa się jak para znad kapusty. Widać wtedy, że patrzymy na wyreżyserowany kryminał, w którym grają: „zły” policjant (Ziobro) i „dobry” policjant (Morawiecki). Czasami dopingowani przez zauszników. Obaj, zgodnie z narzuconym im scenariuszem, mają zmusić wziętą za zakładnika Unię by przyznała się do niecnych knowań wobec Polski i zgodziła na wszystko, co chcą jej wmówić. Albowiem lepiej przyznać się i ustąpić „dobremu” niż dać wygrać „złemu”. Podsumowując: Unia powinna wybrać to, o co chodzi Kaczyńskiemu – dać mu unijne pieniądze i pozwolić na nieograniczone panowanie (całkowite już zrujnowanie trójpodziału władzy i podeptanie praworządności).

Kaczyńskiemu nie zależy ani na Ziobrze ani na Morawieckim, ani na nikim innym. Pociąga za sznurki marionetek, które – być może – nie są nawet w pełni świadome swoich ról. Najchętniej sam by sobie przyznał ustawami-ukazami co potrzebuje, ale na razie jeszcze nie może. Musi zatem wyręczać się tymi, których ma pod ręką, bo jak mawiał jego idol:

„jak nie ma marmuru, to z gówna trzeba lepić monumenty”.

Co gorsze (dla nas), Prezesowi – zbawcy narodu brakuje czasu, ot choćby z powodu zaawansowanego wieku, co przy jego zawrotnych wizjach politycznych i nieograniczonym apetycie na władzę, czyni go niecierpliwym, porywczym i bezwzględnym. Jego pięć minut w historii może nagle minąć i skończy się nie tak jak planował. Prze zatem do przodu już bez skrupułów i bez względu na konsekwencje, a także bez względu na to, że hasło „weto albo śmierć” dotyczy nie tylko jego, ale także nas. Coraz bardziej przypomina to samobójstwo rozszerzone.

Pierwszy przeanalizował ten fenomen ponad sto lat temu psychiatra Paul Näcke. Uznał, że chodzi o zbrodnię wynikającą z psychopatologii jednostki, która traktuje ofiarę jako część własnego JA, część, która musi zginąć, by proces unicestwienia samego siebie był pełny i całkowity. Prezes PiS-u i zbawca narodu, Jarosław Kaczyński, uznaje wszystkich Polaków, jeśli nie za „część” samego siebie to, co najmniej, za swoją własność. Dlatego wszyscy staniemy się jego ofiarami, jeśli powiedzie się to, co zamierza.

Janusz Korek

Lämna ett svar