Gwałty i imigranci. Slogany wyborcze, czy rzeczywisty problem?

O Szwecji w polskich mediach pisze się stosunkowo rzadko, a jeśli już to raczej negatywnie lub niedorzecznie. Jedni zarzucają Szwecji, że jest państwem nadopiekuńczym, co jest dalekie od prawdy, wcale nie jest łatwo otrzymać pomoc społeczną, trzeba spełnić wiele warunków. Dla innych Szwecja przestała panować nad emigrantami, którzy rzekomo utworzyli tu strefy szariatu, do których normalny człowiek nie ma wstępu, co jest zupełną bzdurą. Jeszcze inni widzą Szwecję jako „europejską stolicę gwałtu”, to również nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Od pewnego czasu o Szwecji w podobnym tonie toczy się dyskusja w łonie tego kraju za sprawą szwedzkiej skrajnej prawicy. Trzeba ją rozpatrywać tylko i wyłącznie w kontekście języka politycznego, a ostatnio wiązać ją należy również bezpośrednio z kampanią wyborczą, ponieważ w kraju nie zaszły żadne istotne zmiany, które usprawiedliwiałyby tak ukierunkowany dyskurs publiczny i polityczny. Szwedzcy demokraci (SD) „wykalkulowali” sobie, że skoro nie są w stanie odnieść zwycięstwa w wyborach, to przynajmniej staną się trzecią siłą polityczną o względy której będą musieli zabiegać pozostali gracze sceny politycznej, aby utworzyć rząd większościowy. Nie mają oni, jako partia polityczna, właściwie żadnego programu rozwiązań systemowych dla Szwecji, zarówno w zakresie gospodarki, edukacji, ochrony zdrowia, ekologii i w innych ważnych dziedzinach. Zatem rozpoczęli kampanię wyborczą od wykorzystania statystyk dotyczących przestępstw seksualnych popełnianych w Szwecji w zestawieniu z najnowszą falą napływu emigrantów. Dane te niewątpliwie robią wrażenie na wielu ludziach. Były obliczone nawet na wywołanie szoku. Rzeczywiście statystyki dotyczące przestępstw na tle seksualnym są nieco gorsze niż w poprzednich latach, jednak ich przyczyna leży nie tylko w zwiększonej liczbie migrantów.

Będąc w tym roku, pod koniec czerwca, na Gotlandii i obserwując Almedalsveckan 2018 (tydzień polityczny w Visby, organizowany na terenie byłego portu, z którego zrobiono park „Almedal”) nie przypuszczałem, co może nas czekać w tegorocznej kampanii wyborczej. Zapowiadało się dobrze, wyszło jak wyszło. To co niewątpliwie udało się szwedzkim demokratom to zdominowanie przedwyborczej debaty właśnie tematami związanymi z migracją. Nie mówiono zbyt wiele np.  o ekonomii, a zajęto się tematem, który nie jest najważniejszy w swojej istocie dla Szwecji. Znacznie ważniejszą sprawą dla przyszłości tego kraju jest chociażby bezpieczeństwo Szwecji, jej ewentualne przystąpienie do NATO w obliczu agresywnych działań Rosji, niż emigranci. Wszyscy doskonale rozumieją, że emigranci są Szwecji potrzebni. Za jakiś czas kraj ten jak  każde inne rozwinięte, europejskie państwo będzie borykać się z problemami demograficznymi. Jedynym rozwiązaniem dla starzejącego się społeczeństwa jest napływ emigrantów. Szwedzcy demokraci nie mając spójnego programu dla Szwecji nie mogli prowadzić żadnej poważnej debaty politycznej. Wykorzystali zatem w kampanii starą i sprawdzoną na całym świecie metodę zastraszania ludzi wyimaginowanym niebezpieczeństwem i próbowali konsolidować wokół niego społeczeństwo. Do tej pory to działało w tzw. “młodych demokracjach”, ale nie w Szwecji, gdzie mamy od dziesięcioleci okrzepłą demokrację, a społeczeństwo jest wyjątkowo wyedukowane politycznie, doskonale potrafi odróżnić racjonalne argumenty od demagogii.

W numerze 5/2017 Nowej Gazety Polskiej szeroko pisaliśmy już o szwedzkich statystykach dotyczących przestępstw seksualnych i ich błędnych interpretacjach dokonywanych przez katolickich publicystów i działaczy w Polsce. Mimo to, warto może raz jeszcze przypomnieć, o co w tym wszystkim chodzi. Rzeczywiście liczby mówią, że Szwecja zajmuje dość wysokie miejsce wśród krajów europejskich w statystykach dotyczących przestępstw seksualnych. To czołowe miejsce Szwecji w tym rankingu wynika z faktu, że w Szwecji definicja przestępstwa seksualnego jest znacznie szersza niż w innych krajach europejskich, poza tym każde przestępstwo jest notowane z osobna. Nieco inna jest metoda zliczania podobnych przestępstw w różnych krajach, gdzie często ujmuje się jedynie sprawców niezależnie od ilości dokonanych przez nich czynów. Poza tym od lipca tego roku, aby uniknąć odpowiedzialności za gwałt, należy uzyskać od partnera/partnerki wyraźną werbalna zgodę na seks. Czyli brak sprzeciwu, jak do tej pory, nie będzie uznawane za domyślną zgodę na współżycie. To wszystko powoduje, że w Szwecji notuje się znacznie więcej przestępstw tego typu, niż w innych krajach. Ale to nie znaczy jednocześnie, że Szwecja jest krajem gwałcicieli, a kobiety tutaj są szczególnie narażone na przemoc seksualną. Wręcz przeciwnie, gdyby brać pod uwagę tylko te przestępstwa seksualne, które podlegają penalizacji w polskim prawie, to Szwecja w takim zestawieniu wypadłaby znacznie lepiej niż Polska.

30 sierpnia br. również „Gazeta Wyborcza” pisała o problemie gwałtów w Szwecji. Opublikowany materiał, pióra Roberta Stefańskiego, był wyważony, rzeczowy i sensowny, jak przystało na poważny gazetę. Autor tekstu, omawia publiczną dyskusję w Szwecji na ten temat, która toczyła się w związku z tegorocznymi wyborami. Niektóre środowiska w Szwecji domagają się ujawniania narodowości gwałcicieli. W tekście wspomina się również prof. Jerzego Sarneckiego (kryminologa ze Sztokholmskiego Uniwersytetu), który nie jest zwolennikiem ujawniania w statystykach narodowości przestępców seksualnych. Jak wiadomo w Szwecji nie prowadzi się statystyk pod kątem narodowości sprawców jakichkolwiek przestępstw. Mimo to, szwedzka telewizja ujawniła ostatnio szereg danych dotyczących tego problemu. Wiadomo z przekazu telewizyjnego, że z ok. 17% szwedzkiego społeczeństw, a jakie stanowią emigranci, za prawie połowę gwałtów odpowiadają przybysze z zagranicy, głównie z Afryki, Bliskiego Wschodu oraz Afganistanu. Głównym argumentem przeciw publikacji tych danych, według polskiego profesora, jest ich dostępność dla naukowców. Informacje te posiadają ci, którzy muszą je znać w związku z badaniami naukowymi. Nie muszą ich znać wszyscy. Zastanówmy się czemu miałaby służyć publikacja takich danych? Zostałyby one wykorzystane w pierwszej kolejności przez środowiska niechętne emigrantom, mogłyby podsycać nastroje rasistowskie skierowane przeciwko przedstawicielom konkretnych narodów czy religii. Po drugie, dane te mogłyby dodatkowo komplikować obraz sprawy, wystarczająco zawiły obecnie.

Ponadto po ewentualnym ujawnieniu danych, szybko okazałoby się, że informacje dotyczące narodowości sprawców są nierzetelne. Większość krajów świata to społeczeństwa wielonarodowe. Przestępcy podawaliby narodowość, której sami są niechętni, zrzucając na barki innych nacji zbiorową odpowiedzialność i byłoby to bardzo trudne do zweryfikowania, ponieważ nie ma żadnych obiektywnych wyznaczników przynależności etnicznej. Obecnie wiadomy jest jedynie kraj pochodzenia przestępcy. Informacja, że 45 gwałcicieli w ostatnich 5 latach pochodzi z Afganistanu tak naprawdę nie mówi wiele. To kraj, w którym żyją Pasztunowie, Hazarowie, Uzbecy, Persowie, Tadżycy i wiele innych narodowości, przy tym nie wszyscy są muzułmanami, mieszkają tam również chrześcijanie, którzy uciekają do Europy przed prześladowaniami religijnymi. Myślę, że nikt z nas Polonusów mieszkających w Szwecji nie chciałby, aby odium za przestępstwa grupki polskich kryminalistów działających tutaj spadało na nas, tylko dlatego, że pochodzimy z Polski.

Takiej kampanii wyborczej, jak w tym roku, nie było do tej pory w Szwecji. Zauważa się za sprawą SD, pewne zdziczenie obyczajów politycznych. Ta kampania pokazała, że dla SD nie są ważne istotne sprawy tego kraju, ale slogany wyborcze. Najważniejsze dla nich stało się wejście do Riksdag’u za wszelką cenę, nie było ważne jak, wszystkie chwyty dozwolone. Metody żywcem wzięte z krajów populistycznych. Przestają się liczyć zasady. Dzisiaj straszą oni emigrantami, jutro zaczną straszyć kosmitami, cyklistami, a może esperantystami. Czy od tego roku będziemy w Szwecji zawsze obserwowali dyskusję polityczną na takim poziomie, czas pokaże.

Wyniki tegorocznych wyborów ujawniły, że szwedzkie społeczeństwo nie dało się omamić. Przez kraj nie przelała się fala nienawiści do migrantów, o czym marzy SD. Niewielki wzrost poparcia dla SD nie jest tragedią. Wyborcy z czasem będą od nich odwracać się, ponieważ ta partia nie ma nic do zaproponowania prócz strachu przed emigrantami, którzy dla Szwecji są nadzieją na istnienie i rozwój. To nie znaczy, że wszystko w Szwecji jest idealne. Jest wiele spraw, które wymagają uporządkowania i przebudowy, również w sferze polityki migracyjnej. Niezależnie od tego czy krajem będą kierowali czerwono-zieloni czy Alliansen, główne priorytety szwedzkiej polityki będą zachowane. Mogą oni spierać się między sobą o sposoby realizacji zadań, ale nie o cele nadrzędne. Inaczej stawiają oni również akcenty w swej polityce. Alliansen więcej uwagi poświęca sprawom gospodarczym i edukacji, lewica do wszystkiego podchodzi bardziej “lagom”, podkreślając wagę problemów socjalnych. Jednak najważniejsze jest obecnie, czy po tych wyborach uda się zachować dotychczasowy konsensus pozostałych partii zasiadających w Riksdag’u w sprawie politycznej izolacji SD. Jeśli tak się stanie, bądźmy mogli być spokojni o szwedzką demokrację.

Andrzej B. Lewkowicz

Andrzej B. Lewkowicz, ur. 1960 roku w Ornecie, z wykształcenia filozof, językoznawca i ekonomista.  W Szwecji mieszka od 2004 roku. W przeszłości nauczyciel akademicki. Pracował na Greenwich University (Londyn), Uniwersytecie Łódzkim, Uniwersytecie Jagiellońskim, Krakowskiej Szkole Biznesu (rektor). Obecnie pracuje jako nauczyciel języków obcych i tłumacz. W filozofii szczególnie zajmuje się żydowskimi (haskala) i indyjskimi nurtami myślowymi. Jako językoznawca prowadzi badania historyczno-porównawcze w obszarze języków indoeuropejskich, specjalizuje się w językach indoirańskich, w tym również w języku cygańskim. Kieruje Instytutem Języka Cygańskiego. Autor kilku książek i realizator filmów dokumentalnych.
Tekst publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w październiku 2018 roku

 

En reaktion på ”Gwałty i imigranci. Slogany wyborcze, czy rzeczywisty problem?

  1. „Jednak najważniejsze jest obecnie, czy po tych wyborach uda się zachować dotychczasowy konsensus pozostałych partii zasiadających w Riksdag’u w sprawie politycznej izolacji SD. Jeśli tak się stanie, bądźmy mogli być spokojni o szwedzką demokrację.”

    Super, dzięki że redakcja nie zdjęła tego tekstu z października 2018.

    Bo minęły dwa lata i widać, że prawie wszystko się w Szwecji od tego czasu pogorszyło. Szczególnie jeśli chodzi o zorganizowana przestępczość. I nie, to nie izolacja SD jest antidotum, a koalicja sił rozsądku, czyli koalicja sił rozsądku, a więc
    M+KD+SD.

    Tak trzymać!

Lämna ett svar