O demokracji, czyli postkolonialne aspekty dyskursów IV Rzeczypospolitej

Od paru lat konstytuuje się w Polsce język nowej władzy. Współtworzą go wypowiedzi prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) Jarosława Kaczyńskiego oraz enuncjacje najważniejszych funkcjonariuszy państwowych: prezydenta Andrzeja Dudy, byłej premier Beaty Szydło, premiera Mateusza Morawieckiego, ministrów i rzeczników, ale także – co istotne – lojalnych wobec rządzącej partii ekspertów, posłów, senatorów, hierarchów Kościoła katolickiego czy dziennikarzy, wspierających „dobrą zmianę”.

Wiele ważnych, czasami kontrowersyjnych słów, które padają z ust przedstawicieli obozu rządzącego, odwołuje się lub dotyczy bezpośrednio demokracji, zasad jej działania czy legitymizacji. Przez specyfikę, powtarzalność i regularność tych wypowiedzi można mówić o tworzeniu się dyskursu „demokracji á la PiS”. Główne reguły jego wyłaniania narzuca prezes i ideolog rządzącej partii oraz jej dokumenty programowe. Świadomie rezygnując z możliwości bycia oficjalną „twarzą” IV Rzeczypospolitej, Kaczyński stał się jej mózgiem i (na wpół) zakulisową szarą eminencją decydującą o wszystkich ważnych posunięciach władzy. Jego sposób myślenia, poglądy, oceny i pomysły polityczne są skwapliwie podchwytywane i powielane (bez komentarzy) przez prezydenta, ministrów, urzędników państwowych, członków partii i jej zwolenników. Dlatego analizę tego dyskursu oprę przede wszystkim na wypowiedziach prezesa Prawa i Sprawiedliwości i na oficjalnym programie tej partii.

Wypowiedzi Kaczyńskiego nie są ani spójne, ani odkrywcze. Odbierane są coraz częściej jako dobrze znane, prawdopodobnie dlatego, że sięgają często do frazeologii sprzed 1989 roku. Tezą wyjściową tej analizy jest założenie, że dyskursy nowej władzy nie tylko przywołują slogany i parafrazują hasła tego okresu, ale używają i/lub są pod wpływem konstrukcji myślowych, kategorii poznawczych oraz kluczowych racji właściwych czasom sowieckiej kolonizacji Polski. Wydawałoby się, że dyskursy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, podobnie jak komunistyczna nowomowa, powinny były zniknąć po 1989 roku, w chwili uwolnienia się kraju spod ideologicznej, gospodarczej i militarnej dominacji Związku Radzieckiego. Tak się jednak nie stało, przede wszystkim dlatego, że procesy kolonizacyjne wpływają nie tylko na kształt normy ideologicznej i wzory oficjalnego języka politycznego. Przenikając praktykę społeczną, przez prawie półwiecze oddziaływały na sferę życia codziennego, na całe językowe uniwersum i tym samym na sposób myślenia, etykę i emocje swoich użytkowników, formując wizję świata i mentalność kilku generacji Polaków.

Jak wiemy z badań postkolonialnych, tożsamość kolonizowanego wbrew jego wysiłkom zachowania własnego języka, chęciom obrony swojej hierarchii wartości i pielęgnowania własnej tradycji, ulega także wpływom praktyk społecznych, wzorów kulturowych i ideologii kolonizatora. I to bez względu na to jak bardzo kolonizator wydawałby mu się „obcy” i jak silnie by się kolonizowany temu sprzeciwiał, starał się go ignorować czy odrzucać. Tożsamość idealnie czysta, nie zmieniająca się pod wpływem impulsów zewnętrznych, wypierająca wszystko co „inne”, „obce”, nienaruszona konfrontacją z „wrogiem” po prostu nie istnieje. Szczególnie nie jest to możliwe w systemie, jakim była PRL-owska „demokracja ludowa”. Polacy stali się po II wojnie światowej całkowicie uzależnieni od sowieckiego imperium. Wtłoczeni w Blok Wschodni, byli izolowani, pozbawieni swobodnego dostępu do politycznego, kulturalnego i gospodarczego życia reszty świata. Bez bezpośredniego kontaktu z liberalno-demokratycznymi społeczeństwami zza Żelaznej Kurtyny, żyli przez prawie pół wieku w kraju, w którym według wzoru sowieckiego rządziła jedna partia polityczna będąca wyłącznym dysponentem wszystkich mediów; w państwie na poły policyjnym, w którym działała cenzura prewencyjna, istniała pełna kontrola szkolnictwa oraz ideologiczny nadzór działalności artystycznej i kulturalnej; w którym panował dyskurs demokratycznej dyktatury narzucony po 1945 roku przez sowieckiego kolonizatora.(…) Cechy systemu, w którym Polacy żyli przez prawie pół wieku nieźle oddaje anegdota opowiadana potajemnie w latach 70-tych: ”Jaka jest różnica między zwykłą demokracją a demokracją ludową”? Odpowiedź: Taka jak między zwykłym krzesłem a krzesłem elektrycznym”.

Demokracja á la PiS

Anegdota opowiadana potajemnie w Polsce w 2022 roku: Jaka jest różnica między zwykłą „demokracją” a „demokracją á la PiS”? − Taka jak między zwykłym łóżkiem a łożem Madejowym, zwanym też łożem sprawiedliwości.

Dyskurs demokratycznej dyktatury nie zniknął wraz z upadkiem systemu komunistycznego dlatego, że nie działał tylko na poziomie języka i ideologii. Wpływał na formowanie się mentalności i wizji świata nawet tych, którzy odporni byli, jak im się wydawało, na propagandę monopartii i zalewającą codzienne życie nowomowę. Szczególnie dotyczy to ludzi urodzonych i wykształconych w

komunistycznej Polsce . Dla tego pokolenia, w tym dla braci Kaczyńskich 1 , dyskursy peerelowskie i narzucony system stanowiły ważny (czasami jedyny) składnik językowego i życiowego uniwersum. Sprzyjało to nie tyle automatycznemu przejmowaniu wartości i idei lansowanych przez propagandę, co – zgodnie z zasadą mimikry i kamuflażu – absorbowaniu aktualnie obowiązujących (z pozoru)

neutralnych oraz (niby) obojętnych przeświadczeń czy akceptowanych powszechnie rozwiązań. Do autokolonizacji mogło dochodzić także – co opisują studia postkolonialne − na zasadzie przekory czy farsy.

„Wstajemy z kolan”, czyli rewolucja w imię pełnej podmiotowości

„Wstawanie z kolan” rozumiane jako rewolucja polityczna oraz sanacja moralna, to jeden z głównych elementów dyskursu PiS-u. W przemówieniu z października 2015 roku Jarosław Kaczyński stwierdził:

”Dziś nie o demokrację chodzi, a o to, by demokracja mogła rzeczywiście decydować, a nie garstka ludzi, jednej strony, ludzi zaprzedanych obcym, a także wewnętrznym, ale nie mającym nic wspólnego z interesem ogromnej większości Polaków.”

Rewolucyjne hasła, które głosił Kaczyński, dotyczyły przede wszystkim III Rzeczypospolitej i odnosiły się do ekipy nią rządzącej. Zdaniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości należało tych właśnie „wyobcowanych” ze wspólnoty narodowej, „zdrajców naszych wspólnych interesów”, „komunistów i złodziei”, ludzi „gorszego sortu”, „zaprzedanych obcym” (Niemcom albo Brukseli), odsunąć za wszelką cenę od władzy. W programie partii z 2014 roku III Rzeczpospolita nazywana jest „systemem Tuska”, którego celem było: „podtrzymanie kształtu III RP, czyli polskiej formy postkomunizmu”. Totalna krytyka III Rzeczypospolitej, powiązana była z żądaniami obalenia (post)komunizmu i dekomunizacji (lustracji) na wszystkich szczeblach. Jednocześnie krytyce tej towarzyszyły hasła zwalczania wrogów ludu (czyli elity i inteligencji), „obcych” narodowo (Niemców, Ślązaków), czy wreszcie wszystkich „nieprawdziwych” Polaków, których definiowało się dowolnie w zależności od aktualnych potrzeb partii. Wszystko to w imieniu „zwykłego wyborcy” czy uciśnionego „ludu-suwerena”, którego interesy – jak sugerowały wypowiedzi Kaczyńskiego – będą chronione i reprezentowane tylko i wyłącznie przez jego ugrupowanie polityczne. Poprzednia władza „we wszystkich dziedzinach istotnych doprowadziła do pogorszenia”, albowiem były to wyobcowane z ludu „siły zainteresowane własnymi kieszeniami”. Dla tej władzy – jak twierdził Kaczyński – lud był tylko „’przedmiotem gry’, przede wszystkim medialnej, a tak naprawdę to [kierowała się ta władza – JK] wyłącznie interesem indywidualnym albo grupowym”. W ten sposób Kaczyński odbierał swoim politycznym przeciwnikom legitymizację i prawo reprezentowania woli polskiego ludu-suwerena. Tym bardziej, że nie mieli oni do tego – według PiS-u − nawet formalnych podstaw, zgodnie z powtarzanymi ciągle oskarżeniami o „sfałszowanie” przez nich wyborów.

Hasła rewolucji antykomunistycznej wypisane były na sztandarach PiS-u od powstania partii w 2001 roku, mimo że już wtedy było to wyłamywanie otwartych drzwi. Ani prezes, ani zarząd partii czy później rząd przez nią utworzony, nie wspominali nigdy o kontynuacji przebudowy ustrojowej, tak chwalonej przez ekspertów od transformacji politycznej i uważanej za nad wyraz udaną przez specjalistów od gospodarki. Niewątpliwe osiągnięcia ”Solidarności” i sukcesy opozycji lat 90-tych, jak np. umowa Okrągłego Stołu, na podstawie której doszło do bezkrwawej zmiany ustroju, były i są nadal przedstawiane przez PiS jako zaniechania, błędy i dotkliwe porażki. W pisowskich wypowiedziach nie pojawiło się prawie nigdy nic pozytywnego na temat III Rzeczpospolitej podobnie jak nigdy nie postulowano dokończenia zapoczątkowanych w 1989 roku zmian. Nie wspominało się też o naprawie III Rzeczpospolitej, ale o jej zburzeniu, nie widząc sprzeczności w tym, że – jak powtarzano podczas ostatniej kampanii wyborczej − kraj był „w ruinie”. Burzenie ruin to ciekawy pomysł… Choć wtedy sensownie byłoby może mówić o sprzątaniu, czy też odbudowie. Mimo tych niekonsekwencji wyborcza kampania PiS-u sięgała właśnie do idei buntu, rewolucji wobec „układu” i sprzeciwu wobec pogardzanej „ciepłej wody w kranie”. Opierała się na wykorzystaniu frustracji tej części Polaków, których dotknęły rzeczywiste zaniedbania poprzednich rządów w sferze socjalnej, wykorzystaniu niezadowolenia zmarginalizowanych związków zawodowych i lekceważonych radykałów z 1980 roku, w których głowach tlił się nadal płomień „prawdziwej” rewolucji. Dyskredytując „ciepłą wodę”, PiS wysuwał hasła burzenia (także murów klasowych) i obalenia systemu III Rzeczypospolitej, które porywały wyobraźnię tych właśnie radykałów. Innym grupom obiecywano m.in. skrócenie wieku emerytalnego i najwyższe w Europie zasiłki na dziecko. O ile postulaty ekonomiczne kusiły wymiernymi korzyściami nowych wyborców, to domaganie się rewolucji i obalenia starego porządku przydawało misyjności i patosu programowi PiS-u. Rewolucyjną temperaturę podgrzewała godnościowa frazeologia, apele o zrywanie kajdan ekonomicznych i politycznych, o uwolnienie się spod jarzma obcych: Berlina, od wpływów zgniłego moralnie Zachodu czy od dyktatu Brukseli… (…)

Świetlany cel, czyli misja dziejowa Polski

Postkolonialne cechy dyskursu demokracji a’la PiS są dostrzegane coraz częściej przez badaczy. Na przykład styl retoryczny prezesa Kaczyńskiego porównuje się ze stylem:

”[…] Władysława Gomułki, włącznie z wyraźnymi fobiami, jakie w nim były zawarte (antyniemieckość). Zbieżność z I sekretarzem KC PZPR nie jest, moim zdaniem, przypadkowa […]. Moralistyczny ton wydobywa aspekt oceniająco-emocjonalny jako główny czynnik motywujący. Ocenom podporządkowuje racjonalną argumentację. Wreszcie, zapewnia przewagę retoryczną: wszak ten, który odwołuje się do kategorii moralnych, występuje w imieniu uniwersalnych pryncypiów, a nie broni partykularnego punktu widzenia.” 2

Cytowany socjolog dostrzegł nie tylko zbieżność wypowiedzi Kaczyńskiego z wypowiedziami I sekretarza partii komunistycznej, ale także, że ich moralistyczny ton i silne nacechowanie wartościująco-emocjonalne spychają na dalszy plan racjonalną argumentację. Należy dodać, że odchodzenie od racjonalności lub wzięcie jej w nawias zawsze sprzyjało snuciu utopijnych planów i przyszłościowych miraży. Im bardziej abstrakcyjne i odległe czasowo cele kreślili w swoich politycznych wizjach ich autorzy, tym bardziej radykalnych czy drastycznych poświęceń od społeczeństwa domagała się ich realizacja, co wiemy choćby z naszych wcześniejszych analiz.

A Jarosław Kaczyński stawia przed IV Rzeczpospolitą zaprawdę wiekopomne cele:

Stoimy przed wielką szansą budowy nowej Polski […], która będzie dla wszystkich, która będzie silna, niepodległa, godna, dumna. […] będzie nam wszystkim […] zapewniała bezpieczeństwo, dobrobyt, siłę, godność i poczucie, że być Polakiem to znaczy być kimś ważnym, to znaczy być kimś, kto wyznacza dzisiejszej chorej Europie drogę do uzdrowienia. Drogę do powrotu do fundamentalnych wartości, do prawdziwej wolności, drogę do zwycięstwa i umocnienia naszej opartej o chrześcijaństwo cywilizacji.

IV Rzeczypospolita prezesa Kaczyńskiego i jego partii powinna być sprawna i silna, suwerenna i samodzielna, niezależna politycznie i ekonomicznie, a także samowystarczalna kulturowo. Wielu polityków (w tym generał Wojciech Jaruzelski), a także polityków niekoniecznie polskich, mogłoby się podpisać pod takimi słowami (mimo, że brzmią one nieco arogancko wobec unijnych przyjaciół). Wszystko to byłoby zatem w porządku, gdyby nie to, że Kaczyński i PiS wyznaczają Polsce mesjanistyczną rolę zbawienia i „uzdrowienia chorej Europy”, nakazują pouczanie zdezorientowanych – ich zdaniem – Europejczyków, czym są „fundamentalne wartości” oraz czym jest „prawdziwa wolność”. Pragną wytyczać przed Europą drogi „do zwycięstwa”, a także – jak by to nie wystarczyło – powierzają Polakom misję „umocnienia” chrześcijańskiej cywilizacji… (…)

Z każdym miesiącem dyskurs demokracji á la PiS coraz wyraźniej upodabnia się do dyskursu demokratycznej dyktatury (i sytemu PRL-owskiej demokracji ludowej), różniąc się od nich przede wszystkim tym, że pozycję „suwerena” zamiast „proletariatu” zajął w nim „naród”. W dyskursie PiS-u, miejsce wizji komunistycznego raju na ziemi, zajął utopijny cel budowy mesjanistycznego państwa narodowego o mocy sprawczej światowego mocarstwa, które ma zbawić Europę i cywilizację chrześcijańską. Natomiast zgodnie z regułą „wyższej konieczności” (cel uświęca środki), wspólną dyskursom sowieckim i dyskursom PiS-u, pragnienie osiągnięcia utopijnych celów w nieokreślonej przyszłości prowadzi do woluntaryzmu władzy i w konsekwencji do stosowania terroru, ponieważ, jak twierdzi znakomity znawca demokracji  G. Sartori:

”[…] próby wprowadzenia w czyn utopijnych ideałów zawsze kończą się porażką, perfekcjonista może również utracić wiarę w ideały demokracji. Szuka wówczas światów zastępczych, albo wyobrażając sobie przyszłe światy, albo przypisując urojone cnoty istniejącym negacjom własnego świata. W każdym z tych przypadków rozwiązanie, które wybiera staje się ’rewolucją’ i rewolucyjną przemocą”.

Janusz Korek

1. Lech i Jarosław Kaczyńscy urodzili się w czerwcu 1949 roku w nieźle ustosunkowanej, jak na warunki komunistyczne, rodzinie inteligenckiej. Matka bliźniaków Jadwiga wyjeżdżała niejednokrotnie z kraju, odwiedzając w latach 60-tych Anglię. Także ojciec Rajmund od 1961 roku bywał za granicą (prywatnie i służbowo), między innymi w Anglii, Belgii, Holandii i RFN. W RFN pracował przy budowie ambasady amerykańskiej, co było świadectwem wielkiego zaufania, jakim reżim komunistyczny mógł obdarzyć swojego obywatela. Może właśnie dlatego, jak piszą biografiści Jarosława, „nie zachowały się akta paszportowe Rajmunda Kaczyńskiego, a przynajmniej do tej pory nie odnaleziono ich w archiwum IPN. Dotyczy to również Jadwigi […]”. S. Cenckiewicz, J. Kowalski, A. Chmielecki, A.K. Piekarska, Lech Kaczyński. Biografia polityczna. Dostępne w Internecie: http://www.ngopole.pl/wp-content/uploads/2013/04/biografia-srodek.pdf (data dostępu: 5 listopad 2017). Rodzice „marzący o spokojnym życiu i karierze naukowej” dla obu synów (Polska potrzebuje szerokiego paktu politycznego, rozmowa J. Lichockiej z L. Kaczyńskim, „Rzeczpospolita”, 14 lutego 2009) kierowali się przede wszystkim „życiowym pragmatyzmem”. Umożliwiło im to zrobienie kariery zawodowej, a bliźniakom korzystanie od dzieciństwa z przywilejów, a nawet cieszenie się sławą gwiazd filmowych po zagraniu głównych ról w produkcyjniaku dla dzieci, który zdobył ogromną popularność w Polsce lat 60-tych.
2. Krzemiński, Demokratyczna mobilizacja, Instytut Obywatelski, 9 sierpnia 2016. Dostępne w Internecie: http://www.instytutobywatelski.pl/24687/komentarze/spoleczenstwokomentarze/demokratyczna-mobilizacja (data dostępu: 10 maja 2017).
Fragmenty artykułu, który ukazał się w piśmie: ”Świat i słowo” (nr 2, 2017) oraz online na łamach: ”Postcolonial Europe” – http://postcolonial-europe.eu/sv/studies/188-2018-04-28-15-55-12
Janusz Korek – literaturoznawca, historyk idei politycznych, redaktor naczelny ”Postcolonial Europe” (Uniwersytet Sztokholmski). Autor książek: ”Paradoksy paryskiej ’Kultury’” i ”Demokrativetande i Polen och Ukraina under den postkommunistiska perioden”. Współautor i redaktor książek: ”From Sovietology to Postcoloniality” oraz ”Röster om Gombrowicz”.

Lämna ett svar