LUDOMIR GARCZYŃSKI GĄSSOWSKI: Strajki szkolne, czyli niesolidarna Solidarność

Czy strajk szkolny w Polsce Anno Domini 2019 stanie się legendą i przejdzie do historii? Raczej wątpię. Mamy w Polsce dobre tradycje strajków szkolnych.

Pierwszy, bardzo ważny, to był strajk „wrzesiński” z 20 maja roku 1901. Strajk ten zorganizował katecheta ksiądz Jan Laskowski w proteście przeciw zmuszaniu polskich dzieci do modlitwy w języku państwowym czyli niemieckim, bo Września, w której ten strajk wybuchł, znajdowała się w zaborze pruskim. Ksiądz uważał, że Pan Bóg modlitwy od polskich dzieci w języku niemieckim nie przyjmie. Jeden, ze strajkujących uczni nawet napisał wiersz w tej sprawie.

My z Tobą Boże rozmawiać chcemy,
lecz Vater unser nie rozumiemy,
i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać,
boś Ty nie Vater, lecz Ojciec Nasz

Ksiądz podburzył rodziców, ci z kolei zabronili dzieciom modlić się przed lekcjami po niemiecku. Skończyło to się tak, jak musiało się skończyć. Królestwo Pruskie było państwem prawa. A prawo
było tam surowe. Za niesubordynację groziła kara chłosty. I tak się stało. Naturalnie nie wychłostano księdza Laskowskiego, ani rodziców. Ci ostatni, gdy zdali sobie sprawę z konsekwencji zaprotestowali gwałtownie, przeciw egzekucji. Interweniowała policja, najbardziej krewkich rodziców skazano później w tzw. „procesie gnieźnieńskim” na kary więzienia od 2 miesięcy do 2,5 roku. Ten ostatni wyrok dostała aktywistka pani Nepomucena Piasecka. Surowość władz pruskich spowodowała ogólne potępienie w Europie.

My, w Polsce, byliśmy wówczas w „szczęśliwej” sytuacji rozbiorów i szczęśliwie skłóceni ze sobą nasi zaborcy patrzyli sobie na ręce. Więc w zaborze rosyjskim intelektualiści nie mieli problemu z potępianiem pruskich okrucieństw. Głos w tej sprawie zabierali m.in. Henryk Sienkiewicz i Maria Konopnicka, a cała spraw przeszła do dziejów polskiej martyrologii. W sumie trudno określić, czy był to zysk czy strata. W cztery lata później, podczas niepokojów w Rosji po przegranej wojnie z Japonią, w styczniu 1905 roku wybuchł strajk akademicki w Petersburgu i rozlał się na całe imperium z Królestwem Kongresowym łącznie. Najpierw strajkowały uczelnie wyższe. W wypadku Warszawy: Politechnika i Uniwersytet. Później gimnazja i szkoły powszechne. Strajkom tym
patronowała, bardzo aktywna w tym okresie Polska Partia Socjalistyczna Józefa Piłsudskiego.

Z tym strajkiem 1905 roku wiąże się (zabawny dla mnie) incydent. Otóż 13 letni uczeń ostatniej klasy szkoły pięcioklasowej szkoły powszechnej, nijaki Bolesław Bierut, w czasie strajku szkolnego podobno rzucił kałamarzem w portret cesarza Rosji, będącego jednocześnie królem Polski. (Nosił on tytuł Imperatora wszech Rosyji i Cara Polszy). Bierut z „wilczym biletem” został ze szkoły usunięty. W 1967, w okresie ofensywy „partyzantów Moczara”, kabaret w Hybrydach wystawił składankę ośmieszającą polskie przywary narodowe. By to złagodzić, Jan Pietrzak napisał wtedy słynną do dziś, i mylnie braną za hymn „Solidarności”, pieśń „Żeby Polska, była Polską”, gdzie wprowadził tak kontrowersyjne postacie, jak księdza Piotra Ściegiennego, ułaskawiony przez Cara
ponieważ wzywał chłopów nie do walki o wyzwolenie Polski, lecz tylko do buntu i rzezi polskiej szlachty. I wreszcie samego Bolesław Bieruta. „Rzucał Bolek w portret Cara, ksiądz Ściegienny wznosił modły”. Cenzura uznała to za zbytnie spoufalenie się z Bierutem i Pietrzak zmienił posłusznie na: „Rzucał uczeń w portret Cara…”

W piątej klasie szkoły podstawowej nr 6 w Krakowie przerabialiśmy w 1951 roku czytankę pani Heleny Babińskiej o strajku szkolnym z 1905 roku i o tym, jak Bolesław Bierut rzucił kałamarz w portret Mikołaja II. Wyszliśmy na przerwę i po powrocie do klasy zobaczyliśmy pod portretem Prezydenta Bieruta plamę z atramentu i rozbity kałamarz na podłodze. Najwyraźniej rzucający kolega nie trafił. Do dziś dnia nie wiem, kto to był. Dalsze wypadki potoczyły się szybko. Gdy Nauczyciel zorientował się w sytuacji, pobiegł po Dyrektora. Pan Dyrektor kazał nam iść do domu i wezwać opiekunów na siedemnastą. Dalszy ciąg znam z relacji mojej Mamy. Pan Dyrektor zaprosił rodziców do naszej klasy, pokazał co zaszło… i powiedział, że doszło tu do wybryku chuligańskiego
połączonego z wandalizmem. Została zanieczyszczona ściana, a szkoła nie ma środków na ponowne malowanie ścian. Niegłupi rodzice, którzy nie mieli wątpliwości o co tu naprawdę chodziło, ponieważ dzieci im wyjaśniły okoliczności, od razu zaproponowali zbiórkę na farby i zobowiązali się do pomocy w malowaniu. Był to rok 1951, najgorsze lata stalinizmu. Pan dyrektor Gołębiowski (imienia nie pamiętam), który uchodził za bardzo „ostrego” i którego nazywaliśmy „Kaktusem”, poprosił rodziców, by raczej o tym incydencie nie rozpowiadali.

O tym, jaki to był dobry i odważny człowiek przekonałem się w dwa lata później. Pod koniec siódmej klasy poszedł do mnie i poprosił mnie bym przyszedł do szatni – nie do jego gabinetu tylko do szatni. Zdziwiło mnie to i zaniepokoiło. Poprosiłem kolegę Terleckiego, by ukrył się w szatni, bo chciałem mieć świadka, taki już wówczas byłem ostrożny. Okazało się to być zbędne. Pan Dyrektor powiedział bowiem mi tak: „Słuchaj Gąssowski, podobno ty słuchasz ‘Głosu Ameryki’ i potem opowiadasz kolegom coś tam usłyszał. Czy ty chcesz, by obszarnicy i kapitaliści wrócili?”. „Nic
podobnego panie Dyrektorze” – skłamałem. „To dobrze” – odpowiedział Pan Dyrektor i dodał „Na przyszłość uważaj co komu mówisz i z kim rozmawiasz”.

Strajk z 1905 roku zakończył się samymi stratami – relegowani ze studiów studenci, jeśli było ich na to stać, dokończyli studia za granicą. W Szwajcarii, Francji lub po prostu w Krakowie, wyrzuceni z wilczym biletem z gimnazjum lub szkół realnych uczniowie nie mieli już tej możliwości. I dlatego mieliśmy w historii Prezydenta kraju, który nawet nie ukończył pięciu klas szkoły.
We wrześniu 1952 roku na antenie Radia Wolna Europa ówczesny współpracownik rozgłośni Marian Hemar wygłosił wiersz pod tyłem „Strajk Nauczycieli”. Wiersz zaczynał się tak:

„W radiu warszawskim, sami,
W porę nam przypomnieli
O głośnym w Polsce, przed wojną,
Strajku Nauczycieli.
Przed piętnastoma laty,
Dokładnie, co do dnia prawie,
W dniu trzydziestego września,
W owej dawnej Warszawie,
Strajkiem zareagował
Związek Nauczycieli
Na rosnące zakusy
Rządowej kurateli. (…)
Strajk ten, wówczas w Ojczyźnie
Wstrząsnął niejednym sumieniem,
Przed niejednymi oczyma
Przemknął ponurym cieniem.” (…)

Ów strajk z 1936 roku wygrali nauczyciele, a trochę rozbestwione władze musiały zrezygnować z pewnych atrybutów ówczesnej „dobrej zmiany” – zmiany po śmierci Marszałka Piłsudskiego.

Dzisiaj strajkującym nauczycielom – w sprawach nie tylko bytowych – życzymy jak najlepiej. Cieszymy się, że ich protest przeciw niewydarzonym reformom szkolnictwa znalazł szerokie poparcie wśród intelektualistów i artystów oraz spotkał się ze zrozumieniem uczniów i ich rodziców, którzy, nie ma co ukrywać, ponoszą często dotkliwe konsekwencje tego strajku. Strajk rozpoczęły wspólnie trzy związki zawodowe nauczycieli: Związek Nauczycieli Polskich (ten sam, który wygrał wspomniany poprzednio strajk z 1936 roku), Forum Związków Zawodowych i „Solidarność”
Nauczycielska, która skrewiła i na polecenie swoich władz zwierzchnich, stała się niesolidarnym łamistrajkiem. Podobnie jak księża katecheci, którzy zapomnieli o dziedzictwie strajku wrzesińskiego. Takich czasów doczekaliśmy, takiej „Solidarności” i takich księży. O tempora, o mores.

Ludomir Garczyński-Gąssowski

Lämna ett svar