Räfshalen – Lisia kita

Sposób na tęsknotę wyśpiewała nam kiedyś Maryla Rodowicz. Choć ”wsiąść do pociągu byle jakiego”, nie każdy może w naszych czasach. Już dużo łatwiej o samochód, nawet byle jaki. Może pociągiem dojedzie się dalej, ale jest dobrze chociaż na chwilę uciec do lasu i wszystko zostawić w tyle. Do tego służy nadal i najlepiej samochod, Może być byle jaki… a kamyk przydrożny – szareńki.

Jakieś trzydzieści kilometrów od naszego domu, na szosie „Landsväg 1868”, powitał nas Las. Poczułam zapach sosen – to była zapowiedź czegoś nowego i zarazem tak bardzo bliskiego mi. Zatrzymaliśmy się po lewej stronie szosy przy poprzecznej drodze prowadzącej do lasu. Ciągnęło mnie, aby skręcić samochodem w lewo, ale przed nami kilka metrów dalej, wzbudziła naszą ciekawość tablica informacyjna. Należało wpierw zapoznać się z treścią tablicy, aby dowiedzieć się o znaczeniu tego miejsca, w którym się znaleźliśmy. Również o ścieżce turystycznej, która tuż przy tablicy rozpoczyna swój bieg i ginie sprzed oczu, gdzieś w gąszczu krzewów. Wiadomo było że nie „pogonię” za nią, bo mój osobisty aparat lokomocyjny został niedawno boleśnie uszkodzony, co utrudnia mi obecnie swobodne przemieszczanie się.

Padał deszcz, więc pocieszyłam się myślą, że nikomu nie jest przyjemnie wędrować w zimnym jesiennym deszczu. Należało zapoznać się z treścią informacji pisemnych, umieszczonych na tablicy. W miarę czytania rosło nasze przekonanie o tym, jak niezwykłe miejsce odkryliśmy. Na drewnianej grubej desce, której zaostrzony koniec wskazuje kierunek ścieżki turystycznej, widnieje napis Räfshalen. To była pierwsza zagadka.

Nie wiedzieliśmy, czy idąc wspomnianą ścieżką znajdziemy się na jakiejś przestrzeni-hali-łące-polanie, gdzie ukrywa się lis (räv – stara pisownia: „räf”), czy też – według innych interpretacji – „halen” oznacza ogon lisa (po polsku kita). Tej zagadki nie udało się nam odgadnąć. Natomiast udało się nam prześledzić na jednej z tablic bieg ścieżki turystycznej. Cieniutką niteczką prowadzi do miejsca o nazwie Juskushall, ale tuż przed tym miejscem przybiera formę szpiczastego trójkąta i wnet wraca do dawnej pozycji (może ma to oznaczać ogon lisi?). Nie ma wyjaśnień w tej sprawie. Najlepiej byłoby osobiście sprawdzić i rozgryźć „ tajemnicę lisa”. Trzeba poczekać na letnią suchą pogodę.

Póki co, dalej wędrujemy wzrokiem po wytyczonej linii na mapie. Jest ona trochę dłuższa od poprzedniej i prowadzi do miejscowości Värgapet. Może ta nazwa pochodzi od zniekształconej i zmienionej pisowni: „Varg-gapet” – „paszcza wilka”? Gdzie się zatem podział lis ze swoją kitą? Pytamy i szukamy odpowiedzi. Może ostatni odcinek ścieżki, skierowany do miejsca o nazwie Ruveröd, w pobliżu jeziora Östra Sorrödsjön, ułatwi nam zadanie? Próżne nadzieje – „lis” dobrze ukrywa swą tajemnicę. Natomiast udało nam się uzyskać ciekawą informację o pozostałościach kraterów wulkanicznych z czasów dinozaurów, na tych terenach, gdzie przebiega ścieżka. Także to, że jest opatrzona w tabliczki zawierające informacje i zgadywanki dotyczące osobliwości przyrodniczych.

Z dużej tablicy, przed którą zatrzymaliśmy się, dowiedzieliśmy się o innych osobliwościach tego miejsca. Okazuje się, że leży ono w dolinie rzeki Rönne (Rönneå). Zdziwiło to nas, bo odległość koryta tej rzeki znajduje się w dość dużej odległości od miejsca naszego postoju. Płynie leniwie, niby nieduża rzeczka, po drugiej stronie länsväg (drogi wojewódzkiej) 1865 – drogi która doprowadziła nas do kościoła w Riseberga, gdzie skręciliśmy na „naszą L. 1868”. Jadąc samochodem można było obserwować wijący się wężyk wody wśród zieleni traw podmokłych terenów. Trudno sobie wyobrazić, jak bardzo zmienia się po dużych opadach deszczu. Przelewa się ze swego koryta, tworzy ogromne rozlewiska i dalej wody jej nabierają większego rozpędu. Nawet przy suchej pogodzie, w miarę swego biegu, od jeziora Västra Ringsjön w pobliżu miasteczka Höör, w środkowej Skanii, przybiera na rozmiarach, pęcznieje w okolicy miasteczka Klippan, znów chudnie płynąc przez wolny obszar wgórz i dolin. Już jako duża rzeka (wspomagana dopływem mniejszych rzeczek) wpływa dumnie do miasta Ängelholm nad zatoką Skälderviken. Wiruje tanecznie wśród ulic, po czym ginie na plaży w głębiach wód morskich. Na pocieszenie umożliwia mieszkańcom i turystom przejażdżki stateczkiem „Laxen”(Łosoś) przez miasto, różne atrakcje związane z obchodami święta świateł i możność przebywania w pięknych miejscach nad jej brzegami. Tutaj, w północno-zachodniej części Skanii, kończy się (lub rozpoczyna) szlak turystyczny doliny rzeki Rönne czyli Rönneådalen, nazwany północno-zachodnim pasażem Skanii: Skånes Nordvästpassage. Ciekawy teren znany ze swoich powulkanicznych wzgórz i pięknych widoków, otoczony wioskami mającymi ciekawą historię.

Stare powiedzonko: „im głębiej w las, tym więcej drzew”, sprawdza się w tych stronach. Takie zatrzęsienie dróg, dróżek, szlaków oznakowanych i nieoznakownych, jezior, rzek, potoków i pozostałości wulkanicznych, że trzeba poświęcić dużo czasu, aby móc zaspokoić ciekawość i głód odkrywcy. A co dopiero, gdyby się chciało zapoznać z historią różnych znaczących miejsc i wiosek.

Mnie udało się dokonać małego osobistego odkrycia. Nie ma się czym chwalić, choć pokusa jest zbyt duża, aby nie wspomnieć o tym. Więc to było tak: gdy wjechaliśmy na tę drogę, która prowadziła do lasu przed tablicą Räfshalen, nagle doznałam olśnienia i serce zabiło mi mocniej. To była taka sama droga i taki sam las jak… w moim Domu. Jasny, ubity piasek pod kołami, poszycie obrzeża lasu z niskich turkusowych mchów, ciemno zielonych i siwych jak brody starców; gdzieniegdzie kwitnące wrzosy i małe krzaczki borówek. Po obu stronach młody sosnowy las, ze swoim niskim poszyciem, gładkim i przyjaznym wędrującym stopom. Można tam biegać boso i nie kaleczyć się. Widzieć na wskroś.

Nareszcie zobaczyłam las bez wysokich traw, bez omszonych kamieni czychających pod okryciem na nierozważny krok stopy, bez ciemności panujących w gęstych lasach. Poczułam bliskość, taką  jakiej już dawno nie zaznałam. Pospiesznie wdychałam zapach igliwia sosen, jaki wionął ku mnie przez otwarte okno samochodu. Chwila zapomnienia. Piękna! Dla takiej się żyje. Wystarczy. Czas wracać!

Po powrocie do domu rozłożyłam mapę północnej Europy i linią równoleżnika przesunęłam palec na wschód od miejsca położenia lasu w Räfshalen. Po drugiej stronie Bałtyku mój palec znalazł się na terytorium Litwy, troszkę ponad obszarem Wileńszczyzny, tam gdzie jest taki sam las sosnowy, taki sam zapach, taka sama gleba piaszczysta i do tego gryka różowo kwitnąca i pachnąca, i żytko srebrne i jeziora i rzeczki i wzgórza i doliny…..i wszystko takie cudowne. Najlepsze.

Teresa Järnström-Kurowska

Tekst był publikowany w Nowej Gazecie Polskiej w 2015 roku

Lämna ett svar