Oxford i Cambridge. Miasta, które żyją z myślenia

0
needles-4974448_1280

Piękne i mądre. Czego pragnąć więcej. Mowa o Oxford i o Cambridge. Nazywanymi też łącznie Oxbridge, bo i podobieństw między tymi blisko siebie leżącymi miastami jest więcej niż różnic.

Nie studiowałem tam, często jednak bywałem, jako że w obu miastach nauki pobierała moja córka. Kiedy ma się tam swojego człowieka, wszystko wydaje się prostsze „w obsłudze”. Mowa jest bowiem o miastach na wpół zamkniętych dla obcych. Można je odwiedzać, ale „nie wejdzie się” w miasto. Wszędzie strzeżone furty przy wejściach do kolegiów, dziedzińce kontrolowane, budynki i cała infrastruktura akademii izolowana regułami private place. Czyli tylko dla swoich. Na to by skorzystać z bazy w uniwersyteckich rewirach trzeba specjalnych zezwoleń. Akademickie puby, biblioteki, klubowe pomieszczenia, pokoje wypoczynkowe, czytelnie z kominkiem, charakterystyczne jadalnie z rzędami lamp – wszystko to jest poza zasięgiem turysty.

Prestiż tych miast określa status tamtejszych uczelni. Również współcześnie Oxbridge to zagłębie elitarnej kompetencji. Od lat oba uniwersytety plasują się w czołówce najlepszych uczelni na świecie. Te dwa malownicze miasta na północ od Londynu to „cream of the cream” w dziele twórczej myśli i nowatorskich odkryć. Jeden koledż w Cambridge (konkretnie King College) ma więcej noblistów niż cała Francja. A do tego urokliwe niebywale.

Zajrzyjmy do Oxfordu. Co bliższe realiom: czy to, że słynny uniwersytet położony jest w mieście, czy to, że miasto znajduje się na terenie uniwersytetu? Mimo pewnej przesady, to drugie lepiej oddaje charakter Oxfordu. Nałożenie się miasta na uniwersytet było nieuchronne. Kolegialny system uczelni sprawia, że nie jest on skupionym w centrum miasta kompleksem, tylko rozmieszczonym na dużym terenie, rozczłonkowanym układem 38 kolegiów. Zanim uniwersytet scalił niezależne placówki edukacyjne, strukturą zabudowy, przypominały one klasztory. Ufundowane przez biskupów, posiadały kaplicę, jadalnię, akademiki, bibliotekę i przytulny kwadratowy dziedziniec. Budynki zaopatrzone były tylko w kilka okien wychodzących na zewnątrz i jedną okazałą bramę wejściową. Miały służyć wyłącznie skupieniu i nauce. Pierwotna, oparta na założeniach klasztornych zabudowa, do dziś przesądza o charakterze miasta.

Zmieniło ono swój wygląd wraz z nastaniem stylu gotyckiego. Znakomite przykłady to Latin Chapel oraz Lady Chapel w katedrze Christ Church College. Okna zwieńczone ostrymi łukami oraz monolityczne kolumny podtrzymujące sklepiony dach były czymś zupełnie innym w porównaniu z poprzedzającym, raczej prymitywnym stylem normańskim. Istotne zmiany w obrazie samego Oxfordu nastąpiły w połowie XVII wieku. Wzdłuż ulic powstały 3- lub 4-piętrowe kamienice. Średniowieczne dziedzińce i gospody rozbudowały się i pochłonęły znaczną część centrum (Golden Cross przy Cornmarket Street, The Mitre przy High Street). Pod koniec XVII zapanował tam styl jakobiński, który stanowił połączenie stylu gotyckiego z klasycznym. Polegał na symetrii i harmonii fasad, z wielkimi dzielonymi oknami, zapewniającymi doskonałe oświetlenie wnętrza. Po kolejnych stu latach styl klasyczny wrócił do łask. Mimo, że nowe budynki uniwersytetu (Scheldonian Theatre, Clarendon Building, Radcliffe Camera) wzniesiono w ścisłym centrum miasta, Oxford zachował swój średniowieczny wizerunek. I dziś przywołuje asocjacje z symetrią i harmonią, zwłaszcza pośród regularnych układów jego kolegiów powstałych między średniowieczem a wiekiem XVII, rozłożonych wokół Radcliffe Camera, między High Street I Broad Street.

Z otaczających Oxford łagodnych wzgórz ukazuje się nam jego “florencka” sylweta (zwłaszcza ze wzgórza Boars Hill), skąd kopuła Radcliffe Camera, wieże kościelne i dekoracje dachowe symetrycznie ułożonych kolegiów, ukazują majestat proporcji pieczołowicie tu zachowywanych.

Chętnie uzupełniam doznania oksfordzkie o wrażenia z Cambridge, miasta nieodległego, podobnie jak Oxford, będącego w głównym swym zarysie wielokolegialnym uniwersytetem. Zawody wioślarskie, szampan na trawie, chóry chłopięce w kolegialnych kościołach, sztubackie wybryki, stada rowerów – wszystko tu atmosferą podobne temu, czego doświadczyło się w Oxford. Atutem Cambridge jest jego kameralność. Miasto zwrócone ku sennej Cam, podczas gdy Oxford obojętnie spogląda na przepływającą w pobliżu rzekę Cherwell. W Cambridge można się cieszyć przejażdżką gondolą pod mostkami (ze zniewalającym urodą Bridge of Sighs na czele) prowadzącymi wprost do kolegiów.

Płynę wodą leniwej rzeki Cam, mostki otula gęsta mgła, przepływam obok gotyckiej budowli o najwspanialszych proporcjach, jaką jest King’s College Chapel. Mowa o przejażdżce, która wywraca schematy pojmowania tego, co urodziwe a co nie. Przyjmuję na siatkówkę oka obraz odrealnionej rzeczywistości, który w zwojach pamięci zostanie na całe życie, bo na nowo uformował mój osobisty wzorzec piękna.

Zygmunt Barczyk

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer