ON, czyli historia terroru

Mimo, że problem przemocy wobec kobiet jest coraz bardziej widoczny w mediach, mimo, iż istnieją instytucje, które powinny pomagać ofiarom przemocy w takich sytuacjach, czasami nie sposób przełamać strachu. Marta nie potrafi. Jest jedną z 25.000 ofiar przemocy wobec kobiet, jakie odnotowują każdego roku szwedzkie statystyki.

Marta przyjechała do Szwecji parę lat temu. Po nieudanym małżeństwie w Polsce i utracie pracy, zawaliło się jej całe życie. Znajoma, która mieszkała już w Szwecji, powiedziała jej, że może ją poznać z kimś w Sztokholmie. Znajomość szybko przerodziła się w zakochanie, chociaż może przede wszystkim w chęć wyrwania się z szarej codzienności w Polsce. Wyobrażenia o życiu w Szwecji szybko trzeba było skorygować. Szara codzienność polska zamieniona została na szarą codzienność w podsztokholmskiej dzielnicy. Mężczyzna, z którym się związała, traktował ją jak niewolnicę. Głównie siedziała w domu, nie miała własnych pieniędzy, a on okazał się brutalny i zazdrosny. Wreszcie zaczął ją bić. Groził, że poderżnie jej gardło.

Sprawa trafiła do sądu. Mimo wyroków, mimo, że nie mieszkają już razem, nadal nie daje jej spokoju. Grozi, że zrobić krzywdę jej dzieciom. Ona ulega jego perswazji, bo się boi…

Historia Marty nie jest niczym niezwykłym. Może poza brutalnością. Za „nieposłuszeństwo” zmuszona była przez swojego partnera do pójścia z nim do łazienki, gdzie musiała klęknąć nad wanną, a on przyłożył jej nóż do gardła i powiedział, że ją zabije. Uratowała się dzięki temu, że hałas usłyszała jej córka, która zawiadomiła policję. Skończyło się na rozciętych palcach…

W Szwecji, statystycznie, każdego dnia, niemal 70 kobiet pada ofiarą aktów przemocy. To tylko przypadki odnotowywane przez policję, bo Szwedzka Rada Zwalczania Przestępczości ocenia, że zaledwie 20-25% takich przypadków jest zgłaszanych przez kobiety.

Znęcanie się nad rodziną, należy do przestępstw ściganych z urzędu; organy ścigania są zobowiązane do wszczęcia postępowania, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że przestępstwo zostało popełnione. Nie muszą czekać na skargę osoby pokrzywdzonej. Teoretycznie powinno wystarczyć, jeżeli sąsiad albo jakaś organizacja pozarządowa powiadomią policję lub jeżeli sam policjant zauważy przypadek znęcania się nad drugą osobą. W Polsce ustawa o policji daje funkcjonariuszom prawo do zatrzymania sprawcy na 48 godzin – jeśli uzna jego zachowanie za zagrażające życiu, zdrowiu lub własności innych osób. Policja może również powiadomić prokuraturę, aby ta skierowała do sądu wniosek o areszt tymczasowy.

Jednak ”litera prawa” i ”prawo w praktyce” to dwie zupełnie różne rzeczy. W rzeczywistości organa ścigania rzadko traktują przestępstwo znęcania się nad rodziną z należytą powagą. Powszechną praktyką jest ściganie tego typu przestępstw dopiero na wyraźne życzenie ofiary. Zatrzymanie na 48 godzin i areszt tymczasowy są stosowane sporadycznie – nawet w ciężkich przypadkach, gdy życie ofiary jest zagrożone.

Problem Marty – a jest to problem większości kobiet poddawanych systematycznemu terrorowi psychicznemu – polega na tym, że nie potrafi sama wyzwolić się od swojego oprawcy. Mimo, że szukała pomocy; mimo wyroków sądowych skazujących jej partnera na kary więzienia – ciągle się boi. Jeśli nie o siebie, to o swoje dzieci, którym zemstą za nieposłuszeństwo matki, zagroził jej partner.

Marta po przyjeździe do Sztokholmu niemal przez dwa lata żyła wyłącznie na przedmieściu, gdzie jej partner miał mieszkanie. Odmawiał jej możliwości załatwienia stałego pobytu, wszelkie próby załatwienia sobie jakiejś pracy były przez niego torpedowane. Zabrał jej paszport. Marta miała siedzieć w domu i wychowywać jego dzieci. Nie uczyła się szwedzkiego, nie chodziła do miasta. Dopiero po dwóch latach, gdy udało się jej sprowadzić córkę z Polski do Szwecji, poszła z córką po raz pierwszy na sztokholmską Starówkę.

W Szwecji przemoc wobec kobiet z roku na rok rośnie. Chociaż nie jest to takie pewne, bo może rośnie tylko świadomość, że tego typu przestępstwa należy zgłaszać na policję. Organizacje zajmujące się pomocą kobietom, które są ofiarami przemocy, oceniają, że liczba zgłaszanych przypadków rośnie co roku o ok. 4%. ROKS (Riksorganisation för kvinnojourer och tjejjourer i Sverige) odnotowuje około 60.000 interwencji rocznie, a bezpośrednią pomoc i schronienie otrzymuje około 3000 kobiet.

W Polsce jest jeszcze gorzej. Każdy rok przynosi 150 tysięcy nowych przypadków przemocy w rodzinie polegających na pobiciu kobiety przez mężczyznę. Mężczyźni biją także dzieci. Kobiety bite są najczęściej dlatego, że partner podejrzewa je o zdradę, lub dlatego, że mąż i ojciec jest przez większość czasu pijany i usiłuje wyegzekwować swe domowe prawa za pomocą pięści. Prowadzona przez policję w całym kraju akcja ”Stop przemocy” mająca na celu zmniejszenie liczby przypadków pobicia kobiet w domu, przynosi pewne efekty, ale na to, że przemoc fizyczna wobec kobiet zostanie całkowicie wyeliminowana z naszego życia, nie należy raczej liczyć.

Jeśli komuś wydaje się, że bijący kobiety mężczyźni zamieszkują slumsy na obrzeżach miast, łażą w dziurawych podkoszulkach na ramiączka z petem przyklejonym do dolnej wargi, to się myli. Bicie kobiet nie jest cechą wyróżniającą tak zwane klasy niższe i słabiej wykształcone. Bicie kobiet jest właściwe dla panów o wielkiej wrażliwości na swoje potrzeby i silnie rozbudowanym ego.

Partner Marty to Polak mieszkający od około 12 lat w Szwecji. Można powiedzieć, „ustatkowany”. Psychologowie mówią, że wielu mężczyzn traktuje bicie kobiety jako swego rodzaju sprawdzian własnej siły i władzy. Jedyne, co może w takim przypadku zrobić kobieta, to iść na policję i do lekarza na obdukcję. Dwa lata temu w programie ”Rozmowy w toku” – pisał kiedyś Kamil Łukowski – wystąpił mężczyzna, który przyznał się do bicia żony. Powiedział, że kiedy po raz pierwszy ją uderzył, coś się w nim przełamało; kiedy zobaczył krew na jej twarzy, miał ochotę już tylko bić mocniej i mocniej. Za każdym razem obiecywał, że to już ostatni raz. I za każdym razem sytuacja się powtarzała. – Kobiety łatwo dają złapać się w pułapkę ”ostatniej szansy” – mówi psycholog Ewa Pelc. – Kiedy mężczyzna prosi o danie ostatniej szansy i obiecuje bezwzględną poprawę, raczej nie należy mu wierzyć. Nie ma żadnej ostatniej szansy.

Z badań które dawno temu przeprowadził CBOS wynika, że prawie połowa kobiet w Polsce zna osobiście lub ze słyszenia co najmniej jedną kobietę bitą przez męża. Co dwudziesta Polka żyje w związku, w którym występuje przemoc fizyczna. Pytane o powody, dla których zdecydowały się na rozwód, aż 32% kobiet podało, że mężowie fizycznie znęcali się nad nimi, spośród mężczyzn tylko 2% udzieliło podobnej odpowiedzi. Respondentki twierdziły, że znane im kobiety bite przez mężów należą do różnych grup społeczno-zawodowych. Najwięcej przypadków bicia żon przez mężów znają kobiety rozwiedzione oraz bezrobotne.

Marta szukała pomocy. W sądzie, w Kvinnojouren, chodziła do psychologa. Próbowała uciec od swojego dotychczasowego życia i partnera. Ten potrafił znaleźć ją wszędzie – tak przynajmniej twierdzi. Bariera obcości w nowym kraju, bariera języka, uniemożliwiają jej uzyskanie odpowiedniej pomocy. Mimo, że już z nim nie mieszka, wciąż się boi, a on bez przerwy terroryzuje ją telefonami.

W 1998 roku do przepisów prawnych w Szwecji wprowadzono nowy zapis umożliwiający karanie mężczyzn, którzy uporczywie i wielokrotnie znęcają się fizycznie i psychicznie nad kobietami. Określono to przestępstwo jako kvinnofridskränkning. Psychologiczna struktura takich wykroczeń jest stała i znana: każdy kolejny przypadek bicia jest bardziej brutalny; mężczyźni bijący kobiety stymulują tym swoje erotyczne fantazje, damski bokser za wszelką cenę chce odizolować „swoją” kobietę od świata zewnętrznego.  Szacuje się, że w Szwecji od 150 do 200 tys. kobiet żyje z partnerami, którzy stosują wobec nich przemoc. Świadkami bicia matek jest około 400 tys. dzieci.

Parę lat temu Amnesty International prowadziło kampanię Stop przemocy wobec kobiet. Wówczas opublikowano poruszając dane, z których wynikało, że na całym świecie… – więcej kobiet w wieku od 15 do 44 lat umiera na skutek przemocy niż na raka, malarię czy w wypadkach drogowych; w ciągu swego życia co trzecia kobieta zostaje pobita, zmuszona do uprawiania seksu lub pada ofiarą innych naruszeń praw człowieka; aż 70% zamordowanych kobiet ginie z rąk swoich partnerów; każdego roku rytualnym obrzezaniem zagrożone są dwa miliony dziewcząt…

Marta nadal szuka pomocy. Powoli nabiera odwagi by mówić  o swoim losie. Ale potrzebuje przede wszystkim pomocy psychologa a także zwykłego ludzkiego wsparcia. Los polskich kobiet bitych przez swoich partnerów, mieszkających od niedawna na emigracji – najczęściej odizolowanych od codziennego życia, nieznających języka kraju, w którym przebywają, zagubionych w gąszczu niezrozumiałych dla nich przepisów prawnych – jest wyjątkowo ciężki.

Szwecja, która miała być dla Marty wybawieniem z mizerii życia w Polsce, stała się miejscem, gdzie codziennie od wielu lat żyje w strachu. Ale nie ma też do czego wrócić w Polsce…

/NGP/

Tekst publikowany był w Nowej Gazecie Polskiej w 2009 roku. Od tego czasu nieco zmieniło. Brutalni partnerzy nie mogą już szantażować swoich polskich partnerek, że zostaną wydalone do Polski.

Lämna ett svar