Kwiecień 2004 – kwiecień 2019

Minibus ruszał wówczas w drogę ze Sztokholmu do Szczecina z Dworca Głównego. Za kierownicą Jurek. Siedmiu pasażerów: pięciu mężczyzn w wieku od 25 do 40 lat i dwie kobiety w średnim wieku. Zaledwie po paru kilometrach, gdy busik minął rogatki miasta, trójka z mężczyzn sięgnęła do toreb i wyjęła puszki z piwem.

Podróż miała trwać wiele godzin. By ominąć uciążliwe kontrole paszportowe trasa wiodła promem ze Szwecji do Niemiec, a stamtąd do Polski. Na granicy niemiecko-polskiej kontrola była już raczej formalnością, zupełnie inaczej niż na przystani promowej w Nynäshamn.

Busik zatrzymywał się parę razy po drodze do przystani w Trelleborgu. Atmosfera wśród pasażerów, wraz z opróżnianymi puszkami piwa, stawała się coraz cieplejsza, ale równie szybko ochłodła, gdy busik wjechał na prom. Początkowy entuzjazm związany z powrotem do domu powoli opadł, dominowało zmęczenie. Na promie każdy znalazł sobie kąt do spania na korytarzu, starannie zabezpieczając kieszenie, w których zapewne był dorobek z ostatnich miesięcy nielegalnej pracy w Szwecji.

Gdy koło Szczecina busik przekraczał granicę Polski, kierowca zebrał od wszystkich paszporty, które wręczył urzędnikowi służby granicznej. Wszystko odbyło się szybko i sprawnie, z pełną dyskrecją, by nikt z pasażerów nie mógł zajrzeć do cudzych paszportów. Po niespełna godzinie busik zatrzymał się przed dworcem kolejowym w Szczecinie.

Tu czekali już kolejni pasażerowie – tym razem udający się do Szwecji. I znowu ta sama procedura przekraczania granicy, tylko atmosfera wśród nowych pasażerów nieco inna: to dla większości była jazda w nieznane. Nie do końca sprecyzowane oczekiwania, niepewność i niepokój przeplatały się ze sobą. Chociaż, być może akurat w tym busiku, raczej dominowała, dominował optymizm.

Jechałem tym busikiem przygotowując, wraz z Håkanem Pieniowskim, reportaż dla telewizji szwedzkiej o Andrzeju, Teresie, Jacku i Arturze – zaledwie paru Polakach z tysięcy, a może raczej dziesiątków tysięcy, którzy planowali budować swoje nowe życie w Szwecji. Bohaterowie reportażu „Det dolda landet” bez tajemnic opowiadali o swoich troskach i rozterkach. Był to gruncie rzeczy pozytywny obraz ludzi, którzy walczyli o swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Najczęściej było to życie oparte na wyrzeczeniach, ale także pełne marzeń i planów na przyszłość. Świat opisywany obiektywem kamery zdawał się być światem czasami głęboko poruszającym, ale jednocześnie pełnym humoru wynikającego z absurdalności sytuacji. Granica dzieląca jeszcze wówczas polską i szwedzką rzeczywistość wydawała się wielu nie do pokonania, polskie i szwedzkie przywary tworzyły piramidalne sytuacje.

Wówczas statystyki pokazywały, że za granicą Polski pracowało pół miliona Polaków. Większość z nich znalazła pracę w fabrykach, sklepach, gospodarstwach rolnych, na budowach i w restauracjach. Nie wiadomo ile osób z tej grupy już było w Szwecji. To jeszcze był czas, gdy pracowano na czarno, gdy dopiero zaczynała się batalia o „uzyskanie personnumeru”, ale ocenia się, że liczba ta wahała się w granicach 20-30 tysięcy. A było to niemal 1/3 wszystkich Polaków, którzy mieszkali wówczas w Szwecji.

Maj 2004 roku zmienił wszystko. Zmienił także wizerunek Polaków w Szwecji. Mimo obaw, które wyrażano jeszcze tuż przed włączeniem Polski do Unii Europejskiej i otworzeniem granic, że pracownicy z nowych krajów unijnych zdominują szwedzki rynek pracy, nie zdestabilizowało to tutejszej gospodarki. Miało ich przejechać 50 tysięcy, a może nawet 100 tysięcy! W czerwcu 2004 roku cyfra ta urosła jeszcze bardziej: do niemal 4 i pół miliona! Tyle Polaków, zdaniem instytutu badania opinii publicznej TNS Gallup, wyraziło chęć podjęcia pracy w Szwecji. Badania te, na zlecenie szwedzkiego dziennika „Metro”, przeprowadzono w Polsce w połowie maja. Nic więc dziwnego, że na pierwszych stronach szwedzkiej prasy, pojawiły się alarmujące nagłówki, zapowiadające, że nie jest wykluczone, że co ósmy Polak, być może, będzie szukał pracy w Szwecji. Nic takiego się nie stało.

W maju 2004 roku na stronach Szwedzkiego Urzędu Pośrednictwa Pracy można było znaleźć około 22 tysięcy ofert pracy. Oficjalne bezrobocie wynosiło ponad 5%, co oznaczało, że bez pracy było niemal 230.000 Szwedów. Po piętnastu latach, w 2019 roku statystyki wyglądają nieco inaczej: bezrobocie w Szwecji wyniosło na początku roku 6% co oznacza 358.000 bezrobotnych, ale wolnych miejsc pracy było ponad 148.180. Tymczasem w Polsce stopa bezrobocia w 2004 roku wynosiła 19%, a obecnie (2019) jest rokorodowo niskie – 3,8%. Skoro w Polsce sytuacja uległa tak znacznej poprawie, można by wysnuć wniosek, że emigracja zarobkowa do Szwecji zmaleje. Nic z tego. Od paru lat przyjazdy i wyjazdy Polaków ze Szwecji utrzymują się na stałym poziomie: netto przybywa każdego roku ponad 3000 Polaków. I chodzi to o tych, których obejmują oficjalne statystyki czyli otrzymują prawo pobytu i pracy.

Od 2004 roku zmieniło się wszystko, a zarazem – patrząc z perspektywy indywidualnych losów – niewiele. Do Szwecji wciąż przyjeżdżają osoby, które chcą sobie poprawić warunki życia, bo różnice w pensjach wciąż są niemal 2-3 krotne. Zmienia się cały czas struktura polskiej diaspory. I chociaż dzisiaj wszystko jest o wiele prostsze – bo nie trzeba pracować na czarno po kilkanaście godzin dziennie  (również w soboty), to nie zawsze warunki życia w Szwecji są łatwe. Ludziomj doskwiera często tymczasowość i samotność.

I pod tym względem niewiele się zmieniło. Tak jak kiedyś Andrzej, Teresa, Jacek i Artur opowiadali o najważniejszych wartościach życia, o tym jak ważne może być wsparcie innych, jak ciężko być samotnym i jak nieraz ciężko walczyć z własnymi słabościami – tak wielu innych Polaków w Szwecji może to powtórzyć za nimi. Ale najważniejsze jest to, że większości z nich po prostu się „udało”. Udało zbudować nowe życie.

Kwiecień 2019. Z Cityterminalen rusza autobus w kierunku Skavsty. Wśród 40 pasażerów niemal 30 Polaków. Dwóch wyciąga z podróżnej torby piwo, bo chociaż to godzina drogi i nie chodzi o zabicie czasu, to świadomość, że czeka ich kilka dni „urlopu” w Polsce, rozgrzewa atmosferę. Na przejściu granicznym nuda, nikt nic nie sprawdza, poza tym czy bilet jest ważny i bagaż odpowiedniej wagi i rozmiaru. Na pokładzie samolotu tanich linii lotniczych atmofera się rozluźnia jeszcze bardziej. Tu alkoholu się nie pije. Przenieść przez granicę nie można, w sklepie wolnocłowym nie warto, na pokładzie za drogo. Za 1,5 godziny i tak będzie Polska. Świat stał się nagle normalny…

STERFA:SE

2 reaktioner på ”Kwiecień 2004 – kwiecień 2019

Lämna ett svar