List do przyjaciół….
Zimę mamy w tym roku cięższą niż wiele poprzednich Drodzy Przyjaciele. Sople nieomal dotykają głów wędkarzy, gdy ci pochyleni nad lodowymi dziurami hipnotyzują smukłe srebrne cienie. Wiatr silnie potrąca drutami, aż krew się burzy słuchając stukotu spadających wróbli.
Wspominałem dziś zmarłych mojej rodziny i przesuwając ich paciorki głów nie napotkałem nic zajmującego, choć pamięć stukała palcem w daty i podsuwał zdarzenia. Jakieś zdanie może bym i znalazł, ale z uwagi na tegoroczne mrozy zapewne skamieniałoby, a co począć ze skamieniałymi słowami?
Marzną mi stopy, a gdy rozżarzyłem zapałkę zobaczyłem je obie jak tam stoją osamotnione i smutne. Samochody haftują drogę mleczną spalin a klomb, ten przy skrzyżowaniu dróg, wiecie o czym mówię, wygląda jak zadeptany tort kremowy.
Ludzie mówią, że krowom zamarzło mleko. Przykre to bardzo nie tylko dla krów, ale może pomogłoby gdyby w przypadku bardzo mroźnej zimy krowy piły mniej wody?
Zauważyłem, że mój domy zaczął zsuwać się niepostrzeżenie na lód. Intrygujące to, że pomimo iż masywny jest i ciężki zupełnie nie robi hałasu. Trochę mnie to niepokoi, ale co tam hipopotam! Świat wypełniony jest osobnymi spełnieniami, które często zupełnie do siebie nie przystają.
Kto spoi popękane światy, kto ożywi martwe gwiazdy, kto wierszem zaszeleści, kto obrazem zachwyci jeśli nie my?
Andrzej Szmilichowski
