Powyborczy bałagan
Ten powyborczy komentarz piszemy trzy dni po wyborach – więc jeszcze nie znany jest końcowy wynik wyborów. Ale zapewne niewiele się zmieni. Wygrał blok opozycyjny i dojdzie do zmiany rządów w Szwecji.
Prawdopodobnie – choć może to potrwać długo – nowy koalicyjny rząd tworzyć będą socjaldemokraci z Magdaleną Andersson na czele. Co to oznacza dla Szwecji? Pewne zmiany, ale nie tak duże jak prorokują przeciwnicy. Bo w Szwecji z reguły nic nie dzieje się na zasadzie rewolucji, a raczej ewolucji.
Wynik wyborów nie jest zaskoczeniem. Już wiele miesięcy przed wyborami wszystkie badania opinii publicznej wskazywały na zwycięstwo opozycji, tylko z nieco większą przewagą. Tym razem (dzisiaj, tj 16 września, liczba głosów na blok „czerwony” jest o zaledwie 3 tysięcy większa) zwycięstwo jest słabe, a władzę Andersson gwarantują głosy na szwedzką Lewicę, która uzyskała dobry, ponad 8% wynik.
Tyle tylko, że po stronie rządowej uratowali się liberałowie uzyskują nieco lepszy wynik niż prognozowały sondy przedwyborcze. 5,4% głosów – to spowodowało, że obydwie strony miały szanse na zwycięstwo. Tyle tylko, że spadek poparcia dla Szwedzkich Demokratów (Sd) spadł o 3%, co uniemożliwiło zwycięstwo bloku dotąd rządzącego.
To nic nowego, że głosy Szwedów rozłożyły się niemal po równo na każdy blok. Tak było i 4 lata temu, i taka jest dzisiaj tendencja na niemal całym demokratycznym świecie. Najbardziej dziwi jednak spadek poparcia dla Socjaldemokracji (która i tak będzie pewnie rządzić) o niemal 2% i wielu obserwatorów życia politycznego w Szwecji nie kryje zdziwienia.
Słabe wyniki wyborcze socjaldemokratów spotykają się z ostrą krytyką poświęconą kierownictwu socjaldemokratów. Była posłanka socjaldemokratów Veronica Palm uważa, że partia uczyniła kampanię wyborczą zbyt skupioną wokół Magdaleny Andersson, a zbyt mało polityczną.
Z kolei Jenny Wennberg z Arbetarbladet również krytykuje S za prezentowanie się jako menedżer, zamiast realizowania jasnej polityki socjaldemokratycznej. Zarówno Sydöstran i Värmlands Folkblad wskazują na zbytnie skupienie się na taktyce nad merytoryczną polityką. Redaktor naczelny Aftonbladet, Anders Lindberg, podsumowuje krytykę: „Jeszcze jedna taka kampania wyborcza i socjaldemokraci są zgubieni”.
A jak komentują szwedzkie wyniki wyborcze w Polsce? Łatwo się domyślić. Ultra prawica w postaci członków i PiS i Konfederacji (lub im zbliżonych) załamuje się, że to już koniec Szwecji, że to muslimscy wyborcy chcą doprowadzić Szwecję do ostatecznej katastrofy. O upadku Szwecji wypowiadają się już od wielu lat, teraz znowu dostali nową pożywkę. Pan poseł Michał Woś (były wiceminister u Ziobry – dzisiaj na swoim koncie FB wypisuje: „Gospodarka – zrujnowana, Polska armia – Zrujnowana. Media publiczne – zrujnowane. Dla lata rządów niemieckiego sługusa) tak komentuje wybory w Szwecji: Kalifat coraz bliżej. Bartosz Kołomański (Konfederacja): Tak w XXI wieku traci się własne państwo. O wyniku przeważyły głosy IMIGRANTÓW z Afryki i Bliskiego Wschodu. W najbardziej zgettoizowanej dzielnicy Sztokholmu 95% głosów złożono na LEWICĘ. W Polsce obłąkani marksiści z lewicowych partii dążą do tego samego. /…/ Dla Szwecji jest już za późno!”. Wiadomo, że idiotów nigdzie nie brakuje, ale akurat to wygląda na bezwstydną manipulację. Bo, owszem, 51% głosów zdobyła lewica, ale 40% socjaldemoracja. Liczenie wszystkich do jednego worka to absolutne kłamstwo. Nie mówiąc o tym, że chodzi o… 400 głosów.
Jak nie wygrywają „nasi”, to nie ma demokracji. To jeden z szyderczych komentarzy po wpisie pana Kołomańskiego.
Jaki będzie nowy rząd w Szwecji. Przekonamy się niedługo.
NGP
