Co jest święte, a co przeklęte?

0
ganeshgraphics52-wedi-8074671

Czasem nachodzi mnie myśl, aby poddać się próbie napisania powieści, lecz wnet rezygnuję. Rzeczywistość pochłania mój czas i mota moje myśli. Przekonuje mnie o tym, że powieść to tylko powtórka, naśladownictwo tego co nas, mieszkańców ziemi spotyka na co dzień. Nie ma we mnie tęsknoty aby gmatwać losy bohaterów powieści na wzór słyszanych, widzianych, przeżytych już zjawisk, tajemnic ukrytych lub ujawnionych. Nie chcę powielać obrazów okrucieństw, tak powszechnych w ”revera”  po to tylko aby wzruszyć, podniecić grozą, wtargnąć do jaźni czytelnika. Co jest często porównywane z wartością powieści. Motywacją do napisania mojej powieści byłyby dwa aspekty, a mianowicie nowatorsko- pozytywny Wątek narracji i nowatorsko doskonały język literacki. Więc… tym razem to mi się nie może udać… Gdyby tak następne wcielenie?….

Może już ktoś napisał taką powieść, więc dlaczego nie wstrząsnęła ona całym światem, dlaczego nic się nie zmieniło? Chyba rozumiem. Połączenie wspaniałego języka literackiego z treścią pozbawioną  brutalnych, krwią ubarwionych i trupami zasianych scen, może nie budzi większego zainteresowania. Ciemne strony czynów ludzkich fascynują i pobudzają ciekawość. A jeszcze do tego dobrze literacko przedstawione, …to sukces zapewniony. Wspaniały utwór Shakespeare’a  „Hamlet” osiągnął największą sławę. Oczywiście i wszystkie inne przysporzyły całemu światu możność poznania wielkiej sztuki literackiej. Niektórzy uważają że nauczył Anglików ich mowy. Zachodzi tylko pytanie czy „Hamlet” miałby taką samą popularność gdyby pomimo swego wspaniałego języka literackiego nie posiadał tak dramatycznej i krwawej fabuły. Gonimy za dreszczykiem grozy nie biorąc pod uwagę tego że wyrażamy tym aprobatę okrutnej rozrywki i torujemy drogę naszym następcom (dzieci małe i większe, młodzież) do podążania naszymi śladami. Więc nic się nie zmieni na lepsze? Bardzo często strategia  wielu rabunków i zabójstw rodzi się w umyśle pisarza a następnie znajduje rzeczywistych naśladowców. Bezkarnie zachwycać się objawami zwyrodnienia ludzkiej duszy, już nie możemy dzisiaj. Nic ukryć za zasłoną zakazów dla nowego pokolenia. Odnajdą nasze sekrety i grzeszki („tylko dla dorosłych”) na stronach Internetu. Więc pisarze, rodzice, nauczyciele i ty zwykły przechodniu na ulicy, jesteśmy obserwowani i w wielu wypadkach naśladowani. Nowi ludzie, zupełnie mali jeszcze i już podrośnięci, niby posłańcy z innego świata, bez kompleksów zasiadają przed komputerem i biorą go w swoje władanie, tak jakby lata całe posługiwali się tą nową techniką. Kiedy, gdzie? Wtedy gdy starsze pokolenie, na przykład moje, musi się dobrze napracować i ponauczać zanim zdoła dogonić, w tej sztuce choćby swoje dzieci. Ale ten fakt nie obniża znaczenia roli jaką dorosłe pokolenie ma do spełnienia w zakresie wychowawczego oddziaływania.

Komputer nie odróżniania dobra od zła. Odpowiedzi na pytanie „co święte a co przeklęte” nie znajdą w Google ani księdze Wikipedii. Mogą je znaleźć tylko w postępowaniu starszego pokolenia, w rozmowach, na bieżąco – na co dzień. Bez śmiesznych argumentów: „ja w twoim wieku….” albo „gdy podrośniesz to zrozumiesz” czy ostrzeżeń: „nie przy dzieciach”. Czyli ogromne zadanie stoi przed nami bo czasem jest bardzo trudno rozdzielić dobro od zła, gdy występują one razem.  Jak Jin-Jang, czy Tai-Ki, zamknięte w kole, niby jedność, identyczne. Tylko kolor je dzieli lecz łatwo zamienić te „kolory”, by dobro stało się złem a zło – dobrem. W dowolnej ludzkiej interpretacji. Wiem, niestety,  …. realizacja takiej wizji by dobro było dobrem zawsze i wszędzie, w obecnej sytuacji, jest przedwczesna. Wpierw sami powinniśmy zmienić, własny sposób myślenia i postępowania. To trudne zadanie, ale konieczne by odmienić świat. Tak aby rozwój TECHNIKI, choć ogromnie ważny i niezbędny w każdej dziedzinie, nie dominował nad rozwojem  UMYSLOWYM i DUCHOWYM zwykłego człowieka. Masa ludzi korzysta z nowoczesnych urządzeń i maszyn choć posługuje się nadal prymitywnym rozumowaniem i nabytym złym przykładem w dzieciństwie.   Dlatego trzeba właściwie formować rozwój umysłowy i duchowy dzieci już od pierwszych lat, w imię przysłowia: „czym skorupka nasiąknie za młodu…”.  Z techniczną stroną życia, dadzą sobie świetnie radę sami.  Ogromny ciężar spoczywa na obecnym starszym pokoleniu aby być tym Dobrym Przykładem.

Niestety pojęcie Zła nie zostało jeszcze zunifikowane i ukrywa się w różnych miejscach świata,  pod płaszczykiem szczytnych ideałów. Miałam okazję przyjrzeć się bliżej temu zjawisku.

Podczas mojego i mojego męża pobytu na wyspie Gran Canaria lubiłam oglądać popołudniowe tańce, w jednej z sal hotelu.  Zawsze, przed rozpoczęciem dansingu, odbywała się część rozrywkowa dla  maluchów, które przyjechały tam ze swymi rodzicami. Było wtedy dużo radości, śmiechów, śpiewów i tańców pod przewodnictwem przemiłej opiekunki. Dziewczynki i chłopcy zgodnie, w tym samym rytmie podskakiwały w takt melodii. Pewnego dnia, gdy zbliżałam się do wymienionej sali, miałam utrudnioną drogę, bo przy samym wejściu, jakiś mężczyzna ustawiał 6 foteli wokół okrągłego stołu. W ten sposób powstało coś w postaci twierdzy- zamkniętego kręgu, który należało obejść aby znaleźć się przy reszcie stolików. Gdy już usadowiłam się wygodnie w upatrzonym miejscu, gotowa śledzić bawiące się dzieci, zwróciłam na chwilę twarz w stronę wejścia i……! Ujrzałam coś dziwnego. W pięciu fotelach tkwiło pięć czarnowłosych chłopięcych postaci, może 7-10-cio letnich. Szósty fotel zajmował ten sam osobnik, arranżator twierdzy fotelowej. Na stole leżały karty do gry, jakiej (?) trudno było odgadnąć. Chłopcy, niby duże lalki, siedzieli nieruchomo wpatrzeni na blat stołu. Nie mogłam usłyszeć czy rozmawiają i co mówi do nich ich dorosły towarzysz. To było moje pierwsze wrażenie.

Za drugim razem, gdy dyskretnie zerkałam w ich stronę zadziwił mnie fakt niezwykłej obojętności, jaką raczyli całe otoczenie na sali. Nikt z całej szóstki nie spojrzał ani razu na bawiące się dzieci lub na kogokolwiek z obecnych. Nikt z chłopców nie opuścił swego fotelu aby dołączyć do wesołych rówieśników. Obserwowałam ich dziwne zachowanie i w końcu doszłam do wniosku, że chodzi w tym wypadku o demonstrację pogardy dla kultury której wyrazem, w tym wypadku, była wspólna zabawa dziewcząt i chłopców.  Wszystko wskazywało na to. Oburzyło mnie to ogromnie. Wyszłam z sali, odnalazłam naszą „opiekunkę” turnusową i zapytałam ją czy przewidywano jakieś „karciane” szkolenia małych chłopców w tanecznej sali hotelu. Musiałam bliżej opisać to co widziałam. Opiekunka  zareagowała momentalnie i cała szóstka nie pokazała się więcej. We mnie tliły się nadal jakieś niemiłe uczucia. Byłam świadkiem negatywnej doktrynacji, stosowania metod zniewalania młodych umysłów i może ukierunkowywania ich na przyszłych terrorystów. Chyba nadal, gdzieś tam…., szkoli się zastępy fanatyków, podsycanych nienawiścią, skłonnych mordować w imię swojej świętości. W taki to sposób, za przyczyną dorosłych, rośnie, pęcznieje i rozsiewa się wielkie zło.  Zło w imię wymyślonych prawd i przestarzałych ideałów.

Gdybym była dobrym rysownikiem to przedstawiałabym możnych przywódców świata muzułmańskiego w „pasach cnoty”, podobnych do tych jakie zakładali swym żonom rycerze średniowieczni udając się na krwawe wyprawy. Dodałabym do tego „rynsztunku” lejek metalowy, umocowany w ich głowach, z butelką oleju na wierzchu.

Zostawiłabym biednego Mahometa w spokoju. Nie dosyć że nie miał prawa na to aby uprawiać  seks (jak jego wyznawcy) to jeszcze do tego stał się, bez własnej zgody, przyczyną mordów i nieszczęść ludzkich. Bardzo podobnie do następców Jezusa Chrystusa bo w jego imieniu palono „wiedźmy” na stosach, uprawiano Inkwizycję i naznaczano krwią i niszczeniem szlaki podboju podczas Wypraw Krzyżowych. Co raz częściej mówi się teraz o tym że Jezus miał żonę, wielu się  oburza i uważa takie twierdzenie za profanację świętości. Jakiej „świętości”? Która musi zachować „czystość (seksualną)”!? Komu to potrzebne? Wielkość i świętość Jezusa nie polegała na ewentualnym celibacie jego lecz na miłości bliźniego i słownej walce o sprawiedliwość.

Prorocy, kronikarze, twórcy świętych pism odpychają postać kobiecą jak najdalej od swoich świętych bohaterów, jako przyczynę zła, albo wprost samo zło. No, chyba że ta postać staje się matką i do tego rodzi synów a na drugim miejscu i dziewczynki (jako konieczne zło). W ten sposób zbudowano społeczność już dawno temu i ukierunkowano mentalność i tradycje ludzi. Niestety i w naszych czasach straszą jeszcze potwory przeszłości i rzucają cień na wzajemne relacje kobieta-mężczyzna.

Tylko głębszy rozwój umysłowy człowieka może przynieść pozytywne zmiany we wszystkich zakątkach świata. Gdy odrzuci się stereotypy nabyte z treści Starego Testamentu, gdzie np. ciekawska i nieposłuszna Ewa spowodowała wypędzenie z Raju, gdzie tak samo nieposłuszna, ciekawska i głupia żona Lota została ukarana i zamieniona w słup soli, a za to jej mąż, uratowany z płonącej Sodomy i „nagrodzony” możnością współżycia ze swoimi trzema córkami i rodzenia z nimi dzieci, gdzie tak dalej i tak dalej. Treść roi się i roi od nieprawdopodobnych historii i choćby  chciało się przyjąć to za dobre, nijak się nie da. Od wieków przenika przez wszystkie kultury i religie świata nieprzyjazny stosunek do kobiet. Albo są za głupie, albo są za chytre, albo są rozpustne, albo odpychające świętoszki.  Nadmierną chuć męską tłumaczy się kuszeniem ze strony kobiet – tej złej i rozpustnej części ludzkości. Współżycie seksualne młodej pary przed ślubem nazywa się grzechem i przeważnie obwinia się kobietę w takim przypadku. Już czas aby podejść do  najpiękniejszego objawu życia, z uznaniem. Mężczyzna nosi w sobie nasienie, kobieta buduje w sobie nowe życie i obie strony godne są jednakowego i obopólnego szacunku. Miłość jest   świętością naszego życia.

Na zakończenie. Bardzo zawiodłam się na postępowaniu dyrekcji giganta handlowego IKEA. Na poniżaniu się wobec obcego nam (w głębokim znaczeniu) świata. To nie wizerunki kobiet (na żądanie szejków) należy usuwać z katalogów IKEA. Należałoby usunąć nadmiar testosteronu, który buzuje, nawet w głowach, rozpanoszonych męskich fanatyków.

Tym razem słów cesarza: Wespazjana „pecunia non olet” nie można odnieść do kontaktów handlowych IKEA-i, bo te pieniądze śmierdzą i to bardzo brzydko.

xxx

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer