DŻENTELMENI nie mówią o pieniądzach, oni je mają

0
money-13519512176yL

Polska nie jest krajem dżentelmenów, zaś z pieniędzmi różnie bywa. Nuworysze, czyli nowobogaccy, gdyż ostatnio powstała u nas taka warstwa społeczna, mówią wyłącznie o interesach i płynących stąd pieniądzach, zauroczeni możliwościami, o jakich nawet nie mogli marzyć w zgrzebnej PRL, tępieni programowo jako „prywaciarze”, a tolerowani jako „badylarze”. Dziś nastały czasy nie kupców, – co brzmiało skromnie, ale „byznesmenów”, „dilerów”. „maklerów” itp. Jeżdżą oni na wypoczynek w Alpy francuskie i na wyspę Mauritius. Ot, taki to czas transformacji ustrojowej! Jedni pieniądze już mają, inni o nie stale się ocierają. Większość społeczeństwa wiąże z trudem koniec z końcem. Tyle spostrzeżeń natury socjologicznej.

Powstaje pytanie czy pieniądze mają – proszę wybaczyć niedyskrecję – duchowni, na których antyklerykałowie rzucają zawsze wiele brzydkich podejrzeń?

Kardynał ma 1850 zł

W „Gazecie Bydgoskiej” z 1926 roku czytam swoistą ciekawostkę. Stosownie do konkordatu, zawartego między Polską a Ojcem Św., pensje duchowieństwa katolickiego obliczono na podobieństwo urzędniczych w tzw. punktach, które liczy się po 43 grosze. Miesięczne pensje duchowieństwa wyglądają następująco: kardynałowie mają pensji 1075 zł i dodatku 800 zł, razem 1875 zł, arcybiskupi – 860 zł z dodatkiem 600 zł , razem 1460 zł, biskupi diecezjalni – 731 zł i 600 zł dodatku, biskupi sufragani (pomocniczy) 537 zł plus 50 zł. Bez dodatku są członkowie kapituły (kanonicy, prałaci) pensje mają po 258 zł, proboszczowie po 116 zł 10 gr., a wikariusze po 86 zł miesięcznie. (nr 217)

Pierwszy konkordat przez Polską ze Stolicą Apostolską z 10 lutego 1925 roku, składał się z 27 artykułów i obowiązywał do końca Drugiej Rzeczypospolitej. Tekst polski i francuski zaczynały się majestatycznie: W imieniu  Rzeczypospolitej Polskiej, My Stanisław Wojciechowski, Prezydent RP, wszem wobec i każdemu z osobna, komu wiedzieć należy, wiadomym czynimy… Watykańskim partnerem był Papież Pius XI (1857-1939), którego reprezentował sekretarz stanu Pietro Gasparri, gdy ze strony polskiej podpisy pod umową złożyli ministrowie Aleksander Skrzyński i Stanisław Grabski. Konkordat zapewniał  przywileje Kościołowi katolickiemu wszystkich obrządków w Polsce, ale poddawał też majątek duchownych i kościelnych  instytucji – poza opisanymi wyjątkami – normalnemu opodatkowaniu. Aneks do konkordatu (Dziennik Ustaw RP nr 72 – poz. 301 – z 1925 r.) ustanawiał państwowe pensje dla duchowieństwa, podzielonego na 13 kategorii, przy czym dodatki przeznaczone były na utrzymanie kapelanów, powozów itd. Księża mogli też oczekiwać uposażeń emerytalnych, przeznaczano określone fundusze na administrację, zapomogi, fundusz budowlany. Polska – jako kraj katolicki – uregulowała bardzo precyzyjnie te kwestie, zdając sobie sprawę, iż misja duszpasterska i charytatywna wymaga podstaw materialnych.

Wierni, taca i jawność

Dużo zmieniło się od tego czasu. Oddzielenie Kościoła od państwa, jedna z zasad wprowadzonych w Polsce Ludowej, oznaczało w istocie podporządkowanie duchownych władzy państwowej (m.in. wyznaniowców, nie mówiąc o presji i szantażu zwłaszcza skrajnego okresu stalinowskiego). Stworzyło to swoistą „szarą sferę” dochodów księży, zdanych na pomoc zagraniczną i swoich parafian. Nie ujawniano dochodów, gdyż rękę na nich położyłoby natychmiast państwo, ustalając ulgi zależnie od kaprysów polityki PZPR. Czy jednak nie czas wrócić do normalności?

Arcybiskup metropolita lubelski, ks. Józef Życiński ogłosił – już po raz drugi – bilans dochodów i wydatków głównych instytucji swojej archidiecezji. Rok 1997 zamknął się deficytem 300.000 zł, który zdołano w 1998 roku pokryć uzyskując nawet dodatnie saldo 77 zł. Wydatki wynosiły 8,2 mln złotych, zaś średnie wynagrodzenie pracowników kurii to 630 zł (w ub. roku nie było żadnych podwyżek wynagrodzeń).

W Szwecji ostatnio wprowadzono całkowity rozdział kościołów od państwa, co oznacza wprowadzenie podatku kościelnego od wiernych (w wysokości 1 % dochodów) także w parafiach katolickich działających w diasporze. Jak pisał dwutygodnik sztokholmski „Nowa Gazeta Polska” (nr 9 – 10. IX. 2000 r.) w wywiadzie z ks. Zdzisławem Lepperem z Polskiej Misji Katolickiej: Praktyka pokaże jednak, jak to będzie wyglądało. Czy status Polskiej Misji Katolickiej poprawi się, czy też nie. …W naszej tradycji kulturowej nie było czegoś takiego jak podatek kościelny. Kościół utrzymywał się z ofiar wiernych i wydaje się, że to jest dla Kościoła w Polsce najlepsza forma finansowania. Musimy wziąć pod uwagę sytuację kulturową – ona jest całkiem inna w Polsce, inna w Szwecji. Tutaj tych katolików jest niewielu, Kościół podzielony jest na wiele grup narodowościowych, zatem bardzo jest uzależniony od pomocy z zewnątrz. Warto chyba przypomnieć, że podatek kościelny (egzystujący nadal w Niemczech) pobierany był już na ziemiach zaboru pruskiego, o czym świadczą wezwania w „Dzienniku Bydgoskim” do jego uiszczania przez polskich katolików.

Gdy patrzymy w kraju na niedzielną tacę – nie widać bogactwa. I nie płynie to ze skąpstwa obecnych w świątyni. Po prostu Lud Boży jest dziś w swojej masie ubogi, gdy potrzeby są wielkie. Proszę popatrzeć na stan budowli kościelnych, ileż pieniędzy potrzeba na samą konserwację i utrzymanie budynków! Jawność gospodarowania funduszami z pewnością sprzyja odpowiedzialności wiernych za życie parafii.

Jerzy Nowakowski

(Marzec 2001 r.)

 

 

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer