dojrzewac

Miałem cztery lata, kiedy z rodzicami, jako repatrianci, wróciliśmy do Polski. Urodziłem się w Magnitogorsku i nie pamiętałem jak było w niewoli. Ojciec nigdy nie chciał mi opowiadać o tamtych czasach. Jego wspomnienia były wyrywkowe i nie układały się w sensowną całość. Dla ojca to był zamknięty okres, do którego nie chciał wracać. A może bał się, że miniony czas w Sowietach rzuci nieusuwalny cień na teraźniejszość w Polsce?

W sztokholmskim wydawnictwie Polonica ukazała się książka, która pozwoliła mi lepiej zrozumieć tamtą rzeczywistość. To Zygmunta Barczyka „„Dojrzewać na polu bawełny. Adolfa Szutkiewicza opowieść o zesłaniu”, która jest zredagowanym zapisem magnetofonowym bohatera.

Nic nie jest tak przerażające jak opowieść o cierpieniach dziecka. Szutkiewicz opowiada o swoich i swojej rodziny przeżyciach w niewoli. Był wtedy jeszcze dzieckiem. I była to niewola tym straszliwsza, że zniewolonym Polakom pozornie pozostawiono wolność. Nie byli więźniami – byli kołchoźnikami, lecz byli całkowicie wydziedziczeni. Dziesiątkował ich głód, malaria i praca nad siły. Byli pozbawieni wszystkiego. Strąceni do poziomu roboczego bydła. Gdyby nie dziadek bohatera, który opowiadał mu o utraconym Raju, o Polsce, to być może Adolf Szutkiewicz załamałby się całkowicie, albo został bezprizornym (młodocianym przestępcą).

Adolf Szutkiewicz od początku wiedział, że jest inny, że jest Polakiem. Wiedział, że można żyć inaczej, że niewolnicza praca od świtu do nocy nie jest człowiekowi przypisana przez siły wyższe, lecz przez wszechwładną władzę. Ale nadziei, że Polacy wyrwą się z tego sowieckiego piekła nie było. Cala rodzina Szutkiewiczów była pewna, że przyjdzie jej umrzeć w Kazachstanie.

System, w którym obracają się bohaterowie tej książki jest deprawującym systemem zła, kłamstwa, kradzieży, donosicielstwa. Chociaż z tym donosicielstwem było według narratora tak, że nie było o czym donosić, bo w kołchozie wszystko wiedzieli o wszystkich. Każdy na każdego miał haka. W ten sposób każdy kołchoźnik był jednocześnie strażnikiem. NKWD nie miało więc zbyt wiele roboty.

Głód niszczył wszystkich. Jeśli nie ukradniesz, to nie przeżyjesz. Najłatwiej kraść dziecku z pola, bo jest zwinne i nie zna lęku, wie, że od jego przedsiębiorczości zależy egzystencja rodziny. Siłą rzeczy system produkuje małych złodziei.

Szutkiewicz potrafił się wyrwać z tych piekielnych sideł. Może dlatego, że przejrzał system. Widział jego korupcję i zło, nigdy nie pogodził się z nim. Buntuje się stale i dumny jest z kar, które spadają na niego. A ten system łamie charaktery i kiedyś wolnych ludzi, przemienia w całkowitych niewolników. Jest to system samonapędzający się: niewolnik niszczy niewolnika, by na tym ludzkim gnoju powstało posłuszne społeczeństwo.

Adolfa Szutkiewicza otaczają kobiety, ale ich również nie ma w nędznej lepiance, są przez cały dzień na polu bawełny. Ale jak długo można być niewolnikiem, nie przemieniając się w robota, albo w zaszczute zwierzę? Polacy wreszcie buntują się, rozpoczynają strajk, domagają się jedynego od lat, dnia wolnego od pracy w dzień Zesłania Ducha Świętego. Ten strajk, mimo licznych ofiar, wygrywają. Stają się innymi ludźmi, potrafią powiedzieć „Nie!” bezprawiu. Strajkujących spotyka surowa kara. Nieodgadnione są meandry systemu sowieckiego.

Poeci twierdzą, że łza dziecka przepala ziemię. Adolf Szutkiewicz opowiada o losie dziecka, które od początku musi być dojrzałe i któremu nie wolno płakać. Ani śmiać się. W kołchozie nikt się nie śmiał. „Raz, pamiętam, jedyny raz, usłyszałem w naszym kołchozie gromki śmiech. Raz na te paręnaście lat. Był to rok 1953 i był to mój śmiech. Spędzono nas na plac kołchozowy na okoliczność tego, że Stalin zdechł. Co chwilę wychodziła do nas z budynku zarządu kobieta i komunikowała nam stan tętna Josifa Wissarionowicza. Wreszcie wychodzi i załamującym się głosem oznajmia, że serce Wodza przestało bić. Przede mną stał staruszek, dozorca w kołchozie, odwrócił się i palnął w naszą stronę: Pomior Maxim i chuj s nim! Zaniosłem się śmiechem”

Książka Zygmunta Barczyka jest niezwykłą książką. Jej obiektywny i rzeczowy ton, jej przejmująca aż do bólu szczerość sprawia, że cierpienie zesłańców wciąż trwa i możemy się nad nimi pochylić ze współczuciem i bólem. Jest to również książka o Rosji Sowieckiej i o tym, w jak perfidny sposób gnębiła ludzi i narody.

A bohater? Autor w swojej przedmowie pisze o nim m.in.: „Do Polski przyjechał dopiero jako 16-latek, kiedy w 1956 roku jego rodzinie zezwolono na powrót z zesłania z Kazachstanu. W osobie zesłańca, który doświadczył sowieckiego systemu na własnej skórze, Polska Ludowa nie zyskała sympatyka. I też narażał się Adolf „komunie”, gdzie tylko się dało.”

Michał Moszkowicz

Zygmunt Barczyk. Dojrzewać na polu bawełny. Stockholm 1999. Polonica Förlag.
Tekst z kwartalnika ”Przewodnik” nf 1/2 2000

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer