License: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/

License: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/

Przyjaciel, którego zdania wysłuchuję uważnie, odradza mi wypowiadania się o polskiej polityce. Słusznie radzi, od tego są fachowcy. Posłuszny jego radom ani słówka o polityce, za to wszystkie o kulturze, której cząstką mam honor jestem.

Polska w wyniku poczynań okupantów, spustoszeń niemieckiego nazizmu i trwającego z górą 40 lat sowieckiego komunizmu, doznała transformacji ustrojowej i nieomal utraciła inteligencją, bowiem budowano nowe autorytety. Na szczęście nadszedł rok 1989 i niedobitki kultury, podobnie jak inne ledwie dyszące sfery życia, stały się nagle strefą działania wolnego rynku. Telewizja, prasa, w ogóle media z zastraszającą szybkością stały się maszyną do produkowania powierzchni reklamowych. Bezinteresowność sztuki, tak istotna dla jej istnienia, straciła na znaczeniu, w końcu
nieomal rację bytu.

To spowodowało obniżenie poziomu produktów kultury, ponieważ zajęło się schlebianie przeciętnym potrzebom i gustom. Nie w górę, nie ku wysokiej kulturze, dechy nad Wisłą i micha ryżu! Atrakcyjnie przebrany kicz podjął walkę o głowy, gusta i kasę odbiorców. Mieli z entuzjazmem konsumować i bez protestu kupować ofiarowywane im hałaśliwe, tandetne, nadęte, produkty. Nie trzeba nikogo przekonywać, że taki proces rujnuje kulturę, w ogóle społeczeństwo, a Polska i pozostałe demoludy były wyjątkowo podatne na ten rodzaj ogłupiania. Wytęsknione i upragnione nowe życie było oczywiście dobrem, ale kulturę podmieniono na popkulturę. Z zasady powolne procesy kulturotwórcze straciły znaczenie, zamiast dyskusji, oceny, krytyki, pojawiły się rankingi i gwiazdki, wypierając krytykę literacką, teatralną, filmową. Krajobraz przegranej bitwy. Nieliczni autorzy i chwała im za to, zachowując poczucie odpowiedzialności za czytelnika i widza, nie chcąc wytwarzać papki sztuko-podobnej klepią niestety biedę.

Osobnym i bliskim mojemu sercu problemem jest książka. Pamiętam doskonale czasy komuny, kiedy książka była dobrem najwyższym. Stało się po nią w długich kolejkach i „zdobywało” Hemigwaya, Manna, Joycea. Pamiętam jak dziś mój zachwyt, gdy udało się pożyczyć (na jedną noc!) „Nagich i martwych” Normana Mailera.  Ówczesne nakłady w porównaniu z dzisiejszymi były astronomiczne, a jednak książek stale brakowało. Polowało się na klasykę, na nową literaturę, sterczało w kolejkach po Becketta. Wierzyliśmy, że nawet ta szczupła baza książek daje nam dostęp do kodów europejskiej i światowej kultury, że utrzymujemy się na powierzchni.

I co? I nic! Minęło niewiele z współczesnego czasu i książka straciły nieomal zupełnie swoją rangę i znaczenie. Czytelnictwo gwałtownie zmalało, książka w miejsce przeżyć, stała się produktem. Z półek sieciowych księgarń literaturę zepchnęły różne poradniki i prawdziwe księgarnie zaczęły znikać. Jeśli to nie jest dno, to co nim jest?

Na koniec parę cyfr statystycznych budzących przerażenie. 40% Polek i Polaków nie rozumie tego, co czyta, a dalszych 30% rozumie w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. 10 milionów Polaków (ok. 25% populacji) nie ma w domu ani jednej książki. Co szósty magister jest funkcjonalnym analfabetą. 6,2 miliona Polek i Polaków znajduje się poza kulturą pisma, co oznacza, że NIGDY NIC NIE PRZECZYTALI!

Czy jest na to rada? Nie ma, krajobraz to stan duszy.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer