Doskonalenie
„A słowo ciałem się stało”. Mogę sobie łatwo wyobrazić kłopoty, jakie napotka wrażliwy ksiądz. Jego codziennym obowiązkiem jest odprawienie mszy, wysiłek nieomal nie do udźwignięcia dla uczciwego człowieka w sutannie, który traktuje poważnie swoje obowiązki. Codzienne ma, jak na zamówienie, wznieść się na wyżyny tajemnicy i dokonać czegoś niezwykłego, spełnić cud, jednocześnie prowadząc w miarę normalne życie.
Regularnie powtarzana czynność idzie w rutynę, w przyzwyczajenie i nie ma znaczenia siła idei, bowiem powtarzalność czyni ją niedorzeczną. Postawiono przed mężczyznami w czerni niewykonalne zadanie codziennego ucieleśnienia cudu, co czyniąc dopuszczają się oszustwa, oszukują swojego Boga. W normalnej, szczególnie młodej księżej głowie, musi się gotować, inaczej nie byliby ludźmi.
Codzienne drgnięcie boskich energii? Piękne, gdyby było możliwe. W sensie spirytualnym celebra jest działaniem przeciw cudownej idei duchowego porozumienia, gdyż jest aktem mechanicznym i służebnym,
„A słowo ciałem się stało” nie jest prognozą, choć tak brzmi. Gdyby tak było, słowa które słyszy się na peronie: „Pociąg do Przasnysza odejdzie z toru drugiego przy peronie pierwszym”, co następnie potwierdzone zostaje obserwacją, byłyby tym spełnieniem, ale w tym nie ma za grosz sensu.
Cudem jest jednoczesność, totalna integralność, to co pomyślane zrobione. Więc nie „Słowo ciałem się stało”, a „Słowo jest ciałem”.
Przeglądam, co napisałem dziś, zaglądam do zapisanych przez miesiące zeszytów. Jest to zrzędzenie starca, który nie widzi a raczej właśnie widzi upadek, zgniliznę i tak dalej. Powinienem ukryć te zapiski, a ja je drukuję w książkach. Cóż, niech będzie choć małym argumentem na moją obronę, że sam je finansuję więc rażenie niewielkie gdyż nakłady mikroskopijne, a i tak nikt nie kupuje.
Piszę i piszę. Czy chcę pisać najlepszą na świecie literaturę? Chwilę się zastanowię i dam znać! Zażartuję oczywiście, drwię z siebie, ale prawdę mówiąc na żarty brak mi już siły. Zresztą, kokieteryjny żart przestaje być żartem a staje czymś mdłym i podejrzanym.
Dziwiło mnie nieraz, dlaczego indywidualnie zdarzają się ludzie „dobrzy”, a grupowo, narodowo, zupełnie nie. Bieg historii powszechnej prezentuje nam przykłady zbiorowego „zła”. Po pamięci mi się kołacze, że coś o tym pisał Nietzsche, tak hołubiony przez nazizm wielki niemiecki pisarz.
Na koniec: Doskonalenie. Oto temat wart mszy! Wydaje się, że jest to sprawa tak oczywista i naturalna, że nieomal można zawołać: Doskonalenie to prawo natury!
Doskonaleniem chciałbym nazwać całe moje życie. Ale to brzmi okropnie pretensjonalnie, może więc – doskonalenie się życiem? Każdy powinien po prostu żyć, a nie obnosić się ze swoim doskonaleniem. Rozwijać się, kochać, interesować światem i pozostawić ironię, to dziecko bezsiły, w spokoju.
Andrzej Szmilichowski
