Za 100 dni wybory
Rządy koalicji pod batutą Kristerssona przebiegły bez większych katastrof, ale i bez większych sukcesów. Może jedynie za sukces należy uznać, że Szwecja znalazła się w NATO i bardzo aktywnie wspomagała do tej pory Ukrainę. Na niekorzyść obecnych rządów działała oczywiście sytuacja międzynarodowa i spowolnienie gospodarki, ale też nie na tyle, by uznać, że Szwecja przeżywa recesję. Ale… czy na pewno?
Niby więc nic wielkiego się nie stało, ale można odnieść wrażenie, że Szwedzi są raczej znudzeni i zmęczeni obecną sytuacją i chcieliby jakiejś spektakularnej zmiany. Już więc od dawna blok rządzący zbudowany na słabych filarach (zarówno Liberałowie jak i Chrześcijańscy-demokraci w badaniach opinii publicznej oscylują poniżej bądź ledwo powyżej liczby procentowej pozwalającej na ponowne wejście do parlamentu) a w dodatku od wielu miesięcy Szwedzcy Demokraci pod wodzą Jimmi Åkessona zdobywają więcej poparcia niż Moderaci pod rządami Kristerssona. I zapewne te dwa fakty będą decydujące w zbliżających się za około 100 dni wyborach. Bo liberałowie pewnie z7najdą się poza parlamentem, a na rządy SD nikt nie ma ochoty ani odwagi.
Nie oznacza to jednak, że wybór koalicji opozycyjnej (Socjaldemokraci, Vänsterpartitet, Zieloni i Partia Centrum) jest już przesądzony, ale jednak bardzo możliwy. Mało jest bowiem prawdopodobne, by koalicja Tidö (czyli rządząca) zdobyła większość głosów, chociaż wiele zależy od Partii Centrum, która wobec SD zajmowała do tej pory twarde stanowisko i dlatego wiele lat temu zdecydowała się na rządy z socjaldemokratami. Wszystko jest więc możliwe, chociaż przegrana obecnych władz jest zdaje się nieunikniona.
Jakiś czas temu Per Rosencrantz, komentator polityczny, pisał, że fakt, iż partie partnerskie socjaldemokratów są głęboko niepopularne, w połączeniu z podziałami politycznymi na lewicy, przemawia na korzyść partii Tidö, to jednak mają przewagę nad blokiem rządzącym mimo iż przewaga nad opozycją zmniejszyła się z około dziesięciu punktów procentowych w maju 2025 do około paru punktów procentowych obecnie. To w rzeczywistości mniejsza strata niż ta, jaką miał rząd Reinfeldta w tym samym czasie przed wyborami w 2010 roku.
Rosenkcrantz: Wiosną 2025 roku wydawało się, że socjaldemokraci, Partia Lewicy i Partia Zielonych mogą wygrać wybory bez wsparcia Partii Centrum. Teraz jednak tak nie jest. W dzisiejszej opinii publicznej socjaldemokraci są całkowicie zależni od Partii Centrum, aby móc zdobyć większość. Analiza „Svenska Dagbladet”, oparta na obliczeniach mandatów szwedzkiej komisji wyborczej, pokazuje, że nawet gdyby liberałowie odpadli z parlamentu, ta fundamentalna rzeczywistość by się nie zmieniła. Blok czerwono-zielony zdobyłby tylko 175 mandatów, wliczając w to partię C. Jednocześnie Ulf Kristersson, nawet bez liberałów, mógłby utworzyć rząd, gdyby Partia Centrum zmieniła front. Ewentualny upadek liberałów nie rozwiązałby zatem problemu rządowego socjaldemokratów.
Kristersson okazał się jednak słabszym premierem niż oczekiwano. Bo choć nie zaliczył większych afer (poza ostatnią, gdy okazało się, że jego żona – pastor finansowała swoją działalność z publicznych pieniędzy – premier twierdzi, że on nie ma z tym nic wspólnego), to jednak nieco zabrakło mu charyzmy, by jego partia pozostała głównym graczem wśród obecnie rządzących. A tak nie jest. Niemal wszystko odbywa się na warunkach dyktowanych przez SD, co dla wielu wyborców jest nie od zaakceptowania.
Dla socjaldemokratów kwestia rządu to prawdziwy ból głowy – pisze Rosenkcrantz. – Socjaldemokraci chcą iść do wyborów sami, wykorzystując silne zaufanie do Magdaleny Andersson i wizerunek socjaldemokratów wśród wielu wyborców. Badanie Ipsos/DN dotyczące charakterystyki partii pokazuje, że znaczna część wyborców postrzega socjaldemokratów jako „zdolnych do rządzenia” (52%), „wiedzących, jak rządzić Szwecją” (47%) i „bezpiecznych” (46%). To monumentalny poziom władzy – zwłaszcza biorąc pod uwagę dwie kadencje kryzysów rządowych i rządy pod przewodnictwem S, którym nie udało się przeforsować własnego budżetu w Riksdagu. Jednak socjaldemokraci rządzą Szwecją od większości lat, a wizerunek partii w oczach wyborców zmienia się powoli. Właśnie dlatego wszelkie niejasności w kwestii rządu po stronie Tidö działają na korzyść socjaldemokratów. Im bardziej chaotyczna wydaje się sytuacja parlamentarna, tym łatwiej partii jest budować Magdalenę Andersson jako gwarantkę porządku i działania.
Za 100 dni wszystko się wyjaśni. Zapewne znowu wyniki będą podzielone niemal po połowie – ale tak dzisiaj jest niemal we wszystkich demokracjach.
NGP
