Jestem samokrytyczny
Żeby móc tak powiedzieć, trzeba wpierw opuścić siebie, następnie ustalić współrzędne, a na koniec dokonać kompatybilnej z przyjętymi normami samooceny. Zaś wszystko to w granicach i pod warunkiem, że jesteś dla siebie wolny.
Co znaczy „być dla siebie wolny”? Wolność, jak wolna by nie była, ma granicę i jest nią śmierć, ale w byciu dla siebie tej granicy nie ma. Wolność nie ma granic, więc gdy się pojawiają, należy przestać mówić o wolności.
Pierwszy człowiek nie był pierwszy, przyszedł później. Pierwsza pojawiła się idea bytu. A gdy się już była, została jego fundamentem. Oto teatr życia, zbiorowy akt i indywidualny wysiłek: Co mam zrobić z tym fantem, który trzymam w ręku?
Tym mniej więcej zajmują artyści świata od starych Greków poczynając. Wśród postaci jakie twórcy tworzą aż roi się od wielkich-malutkich, patrz „Idiota” Fiodora Dostojewskiego. Ja nie potrafię rozpatrzyć to i rozłożyć na kawałki, ale nie jestem w tym osamotniony i to napawa mnie otuchą.
Przy okazji. Skandynawska literatura dramatyczna, tyle ile udało mi się przeczytać i zobaczyć (mam świadomość bezczelnego upraszczania), ma swoją manierę. Postaci są tak budowane, że nie są nimi naprawdę. Znaczy takimi, jakimi w tej chwili powinny być. Osoby dramatu tylko pokazują swoje „chwyty” na życie. Szwedzcy dramatopisarze odkryli swój oryginalny sposób na oszustwo i robią to znakomicie.
Aktualnie, znaczy teraz i od jakiegoś czasu, jestem coraz mniej pewien czegokolwiek. Tendencje jakie otaczają przyszłość są dla mnie coraz mniej wyobrażalne a to, co potrafię sobie wyobrazić budzi przerażenie. Na szczęście możliwości przerastają moją wyobraźnię, a to pozwala mi być w miarę spokojnym. Uwaga: Kiedy coś się kończy, a nowe wyłania z wyobraźni, człowiek ma prawo odczuwać coś w rodzaju przewrotnego zadowolenia: Kończy się, zatem można zaczynać od nowa!
Wszystko, co zapisuję, wszystkie moje spostrzeżenia, to tylko punkty wyjścia. Każdy wymiar (myśl), zaczyna się od pytania, które trzeba umieć rozwinąć, albo zostawić w spokoju. Rozwijać jak nie umiem, potrafię tylko pomyśleć i jakoś skreślić myśl, zaznaczyć przemiany i mojego małe niepokoje.
Ba, szczęście mogę sobie cierpieć, nawet mi z tym czasem wygodnie, byle tylko nie zaczęli bić. Niewiele wiem o innych ludziach a jeszcze mniej, co ci inni myślą o mnie. Nieomal wszystko dzieje się inaczej, albo całkowicie inaczej. Tylko to, co było, jest stabilne i mniej więcej prawdziwe.
Nie było tak zawsze, ale dziś najlepiej mi się żyje, kiedy nie ma nikogo. Pod jednym warunkiem, nie wiem jak by było, gdyby rzeczywiście nikogo wokół nie było.
Nie przebywa się bezkarnie więcej niż pół wieku poza Polską. Oczywiście jeśli jest się Polakiem. Postawiłem siebie dobrowolnie poza polską wspólnotą poglądów, reakcji, umysłowością, opresyjną religią i obyczajami, krętactwami. Co mam z tego? Tyle ile ma się z grzechu, świadomość złego i dobrego. Grzech jest karą, grzech po polsku bywa nagrodą a oszustwa ukrywane są w zaułkach ogólników.
Andrzej Szmilichowski
