Jak nie opanowałem nowoczesnych technologii

0
alexandra_koch-computers-8015453

Piszę ten tekst na komputerze marki Compac. Nauczyłem się posługiwać komputerem na początku lat 1990., jeszcze w czasie pracy w SFI, ale pewien przełom nastąpił przypadkowo w czasie wizyty na festiwalu filmowym w Polsce, Camerimage, zorganizowanym po raz pierwszy w 1993 w Toruniu.

Jeszcze dwa lata wcześniej na festiwalu filmowym w Moskwie usiłowałem ze zmiennym szczęściem korzystać z hali maszyn (do pisania), normalnego wyposażenia każdego festiwalu, gdzie często (w Moskwie) brakowało i papieru i taśmy. Dlatego pewnym zaskoczeniem było dla mnie dwa lata później odkrycie w Toruniu nowoczesnych komputerów, gdzie pracownicy chętnie i cierpliwie pomogli mi w opanowaniu tajników ich obsługi. Te umiejętności  podtrzymałem i rozwinąłem, ale w zasadzie nie wykraczają one poza posługiwanie się komputerem jako ulepszoną maszyną do pisania, odbieranie poczty elektronicznej, kopiowanie tekstów i ich wklejanie w nowe miejsce, szukanie w Internecie. Obywam się także bez drukarki, bowiem większość potrzebnych mi ruchów odbywa się między komputerami i polega na przesyłaniu i odbiorze dokumentów pocztą elektroniczną. W ich lekturze ograniczam się do ekranu komputera.

Komputer jest jedynym nowoczesnym przyrządem na wyposażeniu mego domu (jeśli nie liczyć kuchni). Nie posiadamy i nie korzystamy z telefonu komórkowego (zadawalamy się stacjonarnym), nie umiemy nadawać i odbierać SMS-ów, nie wiemy co to Facebook i Twitter. Komputer jest meblem stacjonarnym. Nigdy nie miałem Laptopa, Notebooka, I-padu, I-podu i I-phone’u, a fotografować przestałem jakieś 30 lat temu, toteż nie wiem co to jest kamera cyfrowa, a zdjęcia cyfrowe dostaję od ludzi tą techniką się posługujących, do przechowania na twardym dysku komputera.

Nie umiem także wypalać płytek DVD, choć posiadam aparat wideo przystosowany do odtwarzania obrazu z płytek, jak i z kaset VHS. W moich zbiorach VHS przeważa nad DVD (nie mówiąc już o Blue Ray) – płytki stanowią mniejszość.

Wszystko to być może sprawa pokoleniowa. Na szczęście jeszcze zdążyłem załapać się na obsługę komputera, a znam ludzi tylko nieco starszych, którzy i tego nie opanowali. Ale w przeciwieństwie do mnie prowadzą samochód, czym ja się nie mogę pochwalić, mimo że mam prawo jazdy w zakresie prowadzenia samochodu osobowego, półciężarówki i motocykla.

Jest w tym także pewien konserwatyzm. 25 lat temu kupiłem w Idre narty slalomowe: okantowane, podbite plastikiem, wówczas ostatni krzyk mody. I jeżdżę na nich do dziś, mimo że wszyscy przeszli na nowocześniejsze o szerokich dziobach. A obuty jestem w 40-letniej dawności skórzane (nie-plastikowe) Kastingery. Tego samego wieku dożywają moje wibramy do letnich wędrówek górskich. Wolę nie myśleć, jakiego wieku dożywam sam.

Aleksander Kwiatkowski

Z książki: „Vademecum nieudacznika czyli antymemuary” Polonica 2015
Foto: Public Domain