ss nordland

Dzisiaj wspomina się ich z uczuciem wstydu. Ci którzy przeżyli najczęściej pragną pozostać anonimowi. Było ich 200. W porównaniu z innym i narodami niewielu. Część zginęła bądź ich los jest nieznany; część trafiła do więzień pod zarzutem działalności szpiegowskiej.

Wracający do ojczyzny popadali w choroby psychiczne bądź alkoholizm, część emigrowała do Hiszpanii bądź Ameryki Południowej. Pozostali zdołali zintegrować się ze swoim środowiskiem. Byli wśród nich prawnicy, lekarze, dziennikarze, reportaży telewizyjni, przedsiębiorcy i urzędnicy. W czasie drugiej wojny światowej byli szwedzkimi ochotnikami, którzy walczyli po stronie Hitlera. Waffen SS ”Nordland”.

Szwedzki kontyngent w armii niemieckiej był jednym z najmniejszych kontyngentów ochotniczych spoza Niemiec. Pod rozkazami Hitlera walczyło przecież 25 tysięcy Holendrów, 10 tysięcy Francuzów, 8 tysięcy Belgów, 700 Szwajcarów a spośród państw nordyckich 7 tysięcy Norwegów i 8 tysięcy Duńczyków. Zdaniem jednak historyków 200 Szwedów w armii niemieckiej to dokładnie o 200 za dużo.

Historycy mniej jednak zajmują się ilością ochotników, a bardziej politycznymi i psychologicznymi aspektami uczestnictwa Szwedów w wojnie po stronie Hitlera. Najbardziej czułym aspektem tej sprawy jest fakt, że z inicjatywą wysłania ochotników na front niemiecki wystąpił… rząd szwedzki.

Po ataku Hitlera na Sowiety w czerwcu 1941 roku ówczesne dowództwo armii szwedzkiej za zgodą ministra spraw zagranicznych Christiana Gunthera rozesłało do wybranej grupy oficerów pytanie, czy nie chcieliby być odesłani na front niemiecki – nie tylko jako obserwatorzy, lecz jako dowódcy oddziałów niemieckich. Reakcja ze strony korpusu oficerskiego była negatywna. Niemal w tym samym momencie Hitler powiadomił Szwedów, że nie chce szwedzkich oficerów jako dowódców swoich jednostek. Jakby w odpowiedzi szwedzki minister obrony Per Edvin Sköld (jeden z przywódców partii socjaldemokratycznej, członek rządu w latach 1932-1955, minister obrony 1938-1945), 1 września 1941 roku poinformował, że obywatele szwedzcy mogą uzyskać pozwolenie na wyjazd jedynie jako ochotnicy do armii fińskiej.

Wbrew negatywnej reakcji ze strony oficerów wytypowanych przez sztab armii szwedzkiej, chęć udziału w wojnie po stronie niemieckiej wyraziło łącznie 200 innych ochotników z armii. Grupa ta składała się z oficerów niższej rangi, najczęściej o wyraźnych sympatiach nazistowskich.

Historyk szwedzki, Lennart Westberg, który jako jeden z pierwszych podjął temat udziału szwedzkich oficerów w armii hitlerowskiej, dzieli ochotników na cztery grupy: 1. osoby pochodzenia niemieckiego; 2. naziści; 3. byli ochotnicy w armii fińskiej i 4. ”poszukiwacze przygód i kryminaliści”. Westberg wyraźnie jednak zaznacza, że kontyngent szwedzki SS wypełniał funkcje czysto militarne, natomiast nie miał nic wspólnego z działalnością ludobójczą.

Wielu młodych Szwedów, którzy poszli ”walczyć ze światowym komunizmem i dla idei hitleryzmu” czekało jednak rozczarowanie. Mimo, iż obiecano im równorzędne funkcje wojskowe jakie mieli w armii szwedzkiej, najczęściej na skutek złej znajomości języka niemieckiego otrzymywali niższe rangi w armii niemieckiej. Kontyngent szwedzki po przeszkoleniu wysłany został na front wschodni, gdzie brał udział w walkach dywizjonu pancernego grenadierów SS ”Wiking”, a później dywizjonu Waffen-SS ”Nordland”.

Niestety, nieznane są dzisiaj losy wszystkich ochotników spośród ”szwedzkiej kompanii” SS. Wiadomo jednak, że 19-letni kapral Hans Linden ze Sztokholmu zginął na Krymie 29 grudnia 1941 roku, 18-letni hrabia Knut Posse zaginął w kwietniu 1945 roku podczas walk o Alpy austriackie, porucznik Rune Ahlgren zginął na Litwie w 1944 roku, Ragnar Johansson zginął w ostatnich dniach wojny w Berlinie niedaleko kwatery Hitlera. Bo właś nie ”kompania szwedzka” była jedną z tych, która broniła Berlina.

Ironią historii jest fakt, że jeden z największych szowinistów, Adolf Hitler, swoje życie jak i los Rzeszy oddał w ręce walczących do ostatnich dni francuskich, duńskich, szwedzkich, norweskich i szwajcarskich oddziałów SS. Kiedy obrona Berlina była już przegrana, część jednostek pancernych, w tym jednostka SS ”Nordland”, próbowały przełamać linię frontu na północ od centrum miasta. Jednym z ponurych przykładów udziału kontyngentu szwedzkiego w armii hitlerowskiej jest zdjęcie zniszczonego wozu pancernego na Friedrichstrasse w Berlinie, który 2 maja 1945 roku próbował przełamać front sowiecki. Wóz pancerny należał do dywizji SS ”Norden” a jego kierowcą był Ragnar Johansson ze Sztokholmu. Zginął on na miejscu, natomiast kapitan (SS Hauptsturmfuhrer) Hans-Gösta Pehrsson z Karlskrony wzięty został przez Sowietów do niewoli. Udało mu się wkrótce uciec i latem 1945 roku powrócił do Szwecji.

Sytuacja w jakiej się znaleźli szwedzcy ochotnicy po powrocie do Szwecji, tej części oczywiście która przeżyła wojnę, często po wieloletnim okresie więzienia w Sowietach, nie była łatwa. Najczęściej jednak nie stosowano wobec nich poważnych sankcji karnych, skazując ich za wykroczenia przeciwko przepisom paszportowym, bądź za dezercję z wojska. Siedem osób skazano na kary więzienia za działalność szpiegowską przeciwko Szwecji. Przepisy prawa nie zabraniały, co prawda, obywatelom szwedzkim służby wojskowej w obcych armiach, lecz jednocześnie nie wydawano zezwoleń na ochotniczą służbę wojskową poza armią fińską. Większość z ochotników przechodziła więc nielegalnie granicę między Szwecją a Norwegią i w Oslo zgłaszała się do dowództwa SS. Wszystkim ochotnikom wypłacano żołd, który poselstwo niemieckie w Sztokholmie przelewało na konta bankowe zainteresowanych. Jak dowodzi wspomniany już Lennart Westberg, pieniądze te niejednokrotnie posłużyły po wojnie wielu byłym ochotnikom jako kapitał w zakładaniu własnych przedsiębiorstw.

Nieodparcie nasuwa się więc wniosek, że rola jaką w tej historii odegrał rząd szwedzki jest bardzo dwuznaczna. Trzeba oczywiście pamiętać, że sytuacja latem 1941 roku była dla Szwecji bardzo niebezpieczna zwłaszcza po odrzuceniu przez rząd, niemieckiego żądania przyłączenia się Szwecji do państw ”Osi”, bądź wysłania kontyngentu wojskowego na front wschodni.

Z drugiej jednak strony dobrowolne skierowanie do oficerów szwedzkich ”zaproszenia” do służby w armii Hitlera może być rozumiane jako wyraz silnych sympatii proniemieckich w niektórych kręgach społecznych.

Rok 1941 był jeszcze rokiem tryumfów Adolfa Hitlera, a to z punktu widzenia psychologicznego, odgrywało nie małą rolę. Byli szwedzcy ochotnicy w armii niemieckiej nie chcieli wspominać przeszłości. I chociaż żaden ze Szwedów, zdaniem zachodnio-niemieckiej komisji do badania zbrodni hitlerowskich w Ludwigsburg, nie jest podejrzany o udział w ”zbrodniach wojennych”, to jednak wojenną przeszłość okrywa się milczeniem. Ci którzy przeżyli nie ujawniają swoich nazwisk ukrywając się najwyżej pod inicjałami. Nie ujawnia się również publicznie nazwiska ostatniego ze szwedzkich ochotników, który zameldował swoją gotowość do walki w oddziałach SS.

Był nim kapitan Gösta S., który zgłosił się do dowództwa SS w Oslo w styczniu 1945 roku! Na swoje szczęście nie zdążył wyruszyć na front.

Tadeusz Nowakowski