Gdzie się podziali mędrcy?
Później, ale ciągle dziś. Minęło lato. Buro, ponuro, spod podłogi wyłażą nuda i smutki. Moja stara wiara dziurawa jest, jak wysłużona krypa. Chrześcijaństwo mnie śmieszy, ale Jezusa uwielbiam. Był wielkim i wyjątkowym, wyrastającym znacznie powyżej miejscowej codzienności człowiekiem. Był prorokiem i zrobiono mu wielką krzywdę, mianując Bogiem.
Odczuwam zmęczenie, siedzę nad zmęczonymi słowami i wyczerpanymi wrażeniami. Czas umierać? Nie, nie! To tylko czas. Zrozumcie – to czas jest zmęczony! To tylko czas, a człowiek w nim, ale człowiek się nie starzeje. Starzeje się „Ja”, ponieważ „Ja” ma cechy, ma atrybuty.
Cyniczni ateiści twierdzą, że człowiek to wyłącznie atrybuty. A co z duszą, wy bezduszni? Całe dorosłe życie szukam duszy, ale innymi niż chrześcijańskie metodami. Czy dusza jest mnogością: Syn Boży, Duch Święty, Bóg Ojciec? Czemóż by nie, może tak być. Ale Podświadomość, Świadomość i Nadświadomość pasują mi i światu lepiej.
Oto dobra rada, ubrana w mądre słowa: kieruj się instynktem prawdy. Bardzo mądre słowa, niestety nie moje. Idźmy dalej: Twoja prawda jest najważniejsza. Nie inteligencja, a twój instynkt prawdy.
Całe pokolenia znakomitości o nieporównywalnie wyższej inteligencji, niż moja, krążyły i krążą jak ćmy wokół lampy i unikając prawdy skupiają się wokół tego co częściowe, co ułomne. Pokoleniami wkładają masę wysiłku, by unikać Całości i poświęcają swoje talenty na fragmenty. Aby później z tych elementów tworzyć swoją niedoskonałą metafizykę.
Gdzie się podziali starcy, mędrcy, filozofowie, starzy rabini? Ci ostatni wiadomo gdzie, ale reszta? Jest tak, jakby ich w ogóle nie było. Przeczucia mówią mi, że niebezpiecznie się bawimy. Bo aby widzieć rzeczywistość z prawdziwej perspektywy wcale nie trzeba się wytężać, bowiem najprostsza ku temu droga wiedzie poprzez powstrzymanie swoich kwalifikacji.
Wrzesień na razie piękny, a mnie trochę przypomina „zmęczenie długodystansowca”. Może ktoś przypomina sobie film o podobnym tytule? Tak sobie jakoś skojarzyłem i więcej nawet… Niestety, czas sprintów dla mnie skończył się definitywnie i bezpowrotnie, a z wolna i mój tenis się kończy. A zatem? Zatem oświadczam oficjalnie, że sprinty szkodzą! Ale w tenisa jeszcze chwilę pogram!
Dziwne, lecz zupełnie przyjemne wrażenie mnie ogarnęło i zaskoczyło. Otóż poczułem, że można zobaczyć swoje życie w formie zamkniętej i gotowej, nie odczuwając z tego powodu niepokoju czy niepewności. Inaczej mówiąc – powinienem przeżyć strach, a co najmniej zaniepokojenie, a tu nic!
Nic nie stoi w miejscu, dlaczego miałaby to robić polska demokracja? Musi przetrawić ząbkowanie, trwające co najmniej dwa pokolenia. Jak wszystkie demokracje przed nimi musi przetrawić swoje piekiełka, swoje strachy okresu dojrzewania. A co gorsza – ze świadomością, że na powodzenie nie ma żadnych gwarancji.
ASZ
