Odrodzenie floty. Niespełnione nadzieje (6)
Gdańszczanie, czując, że przez przewlekanie sprawy mogą wygrać, wciągnęli do sporu przeciw cłom pozostałe miasta pruskie i wysuwali coraz nowe propozycje. Sejmy polskie, popierając zasadniczo budowę floty, coraz opieszalej występowały w sprawie ceł, wreszcie w roku 1640 zawarto układ z Gdańskiem normując cło królewskie i opłaty na rzecz miasta. Gdańszczanie jednak nie tracili nadziei wygrania spraw i po kilku latach, skorzystawszy z okazji, kiedy król potrzebował pieniędzy, przez wypłacenie pewnej sumy uzyskali zupełne zaniechanie projektów celnych. Dzięki więc świadomemu i stałemu oporowi Gdańska i brakowi stanowczego poparcia w społeczeństwie, Władysław IV, mimo ogromnej energii nie zdołał wykonać swego projektu w sprawie zapewnienia flocie mocnej podstawy finansowej.
W czasie walki o cła król nie stracił z oczu innych spraw związanych z rozwojem potęgi morskiej. Nieustannie dbał o umocnianie portów polskich, zaopatrywał arsenał w Pucku w amunicję i działa, wreszcie rozpoczął kroki, ażeby zmusić księcia pruskiego do ufortyfikowania portów na brzegach Prus Książęcych i rozszerzenia kontroli Polski nad tymi brzegami.
Gdy jednak sprawa ceł została ostatecznie przeciągana, król straciwszy nadzieję wystawienia potężnej floty własnej, starał się o pozyskanie silnych sojuszników na morzu. W trakcie tych starań nastąpiła nagle śmierć jego w 1648 roku w Mereczu na Litwie. Plany tego wielkiego monarchy nie doczekały się wykonania całkowitego. Naród nie poszedł za jego głosem, nie poparł jego usiłowań i przekładając doraźne korzyści ekonomiczne nad znoszenie trudów dla przyszłej potęgi, uniemożliwił przeprowadzenie wielkich projektów Władysława IV. Sen królewski o potędze morskiej Polski nie stał się rzeczywistością.
Po śmierci Władysława IV, następca jego Jan Kazimierz zamierzał w początkach swoich rządów iść śladami brata. Jednakże szereg wielkich wojen, bunty i kozackie, wojny z Moskwa, najazd szwedzki, zmuszały do szukania środków dla ocalenia istnienia państwa i usunęły na plan dalszy te zamysły. W „Potopie” lat 1556-1660 utonęła flota polska, arsenały nadmorskie rozproszyły się, fortyfikacje nie podtrzymywane należycie rozpadały się powoli w gruzy. Podczas wojny ze Szwecją Polska musiała w traktacie welawsko-bydgoskim w 1658 roku uznać niepodległość Prus Książęcych; pokój oliwski 1660 roku przyznawał na zawsze Szwecji Inflanty. Wielka walka o Bałtyk była przez Polskę przegrana, a Szwecja uzyskała na krótko przewagę na tym morzu.
Sprawa floty polskiej poszła w zapomnienie. Lustracja twierdzy puckiej 1672 roku wyliczając bardzo dokładnie stan zaopatrzenia magazynów fortecznych, nie wspomina już o żadnym okręcie. Bandera polska dumnie powiewająca za Zygmunta III i Władysława IV znikła z wód Bałtyku.
Za rządów Jana Sobieskiego, gdy zamierzano w sojuszu z Francją wyprawę przeciwko Prusom, wysuwane były projekty urządzenia portu w Połądze. Jednakże plany te rozchwiały się. Myśl o polskiej flocie wojennej zanikała zupełnie wśród społeczeństwa, które popadać już zaczynało w marazm i bezład czasów saskich. Dowodem tego upadku i uśpienia był fakt następujący: w czasie wielkiej wojny północnej, prowadzonej przez Cara Piotra Wielkiego, Augusta II i Danię przeciw Szwecji, car wymusił od Gdańska wystawienie kilku okrętów kaperskich przeciw handlowym statkom szwedzkim na usługi Rosji. Okręty te obsługiwała załoga rosyjska. Ani to, ani budowa potężnej floty rosyjskiej nie zachęciły Polski do tworzenia choćby nielicznej własnej floty kaperskiej.
Rozstrój wewnętrzny i słabość Polski zachęciły wreszcie sąsiadów do wykonania w 1772 roku pierwszego rozbioru. Dawny lennik, król pruski, zagarnął brzegi morza Bałtyckiego, a choć Gdańsk pozostał przy Polsce, był odcięty od niej posiadłościami pruskimi. Po pierwszym rozbiorze widmo utraty niepodległości pobudziło naród do szukania prób ratunku. Pojawiają się projekty naprawy Rzeczypospolitej, ożywia się handel. Żeglugę na Wiśle utrudniały liczne komory celne pruskie. Opłaty celne podnosiły nadmiernie ceny towarów. Zwrócono jednak wówczas uwagę na Morze Czarne. Brzegi jego należały w wieku XV do Litwy, ale o próbach stworzenia własnej floty na tym morzu nie słyszymy. Trudności komunikacji i żeglugi na południu wpłynęły niewątpliwie na to zaniedbanie. Rzeki płynące ku południowi – Dniepr i Dniestr, przebijały się przez pasma wzgórz ku morzu i tworzyły w wielu miejscach „porohy” i wyspy uniemożliwiające prawidłowa żeglugę.
Kraje nad Morzem Czarnym były przez długie wieki bezludnym stepem, po którym włóczyli się rozbójnicy. Od końca wieku XV na Krymie usadowiły się hordy tatarów, których napady łupieżcze utrudniały planową kolonizację urodzajnych ziem kresowych. Ze względów więc i naturalnych i politycznych Polska, zmierzając do opanowania tego morza, natrafiła na wielkie przeszkody. Jedynie kozacy zaporożcy na swoich lekkich czajkach przedostawali się do ujść Dniepru i żeglowali po Morzu Czarnym. Dopiero w końcu XVIII wieku, gdy Rosja na mocy pokoju w Kuczuk-Kajnardżijskim, flagę rosyjską.
Przed samym więc końcem istnienia Rzeczypospolitej polska flaga handlowa ukazuje się jeszcze na krótko na Morzu Czarnym. Król Stanisław August i najwybitniejsi działacze ówcześni popierali te usiłowania. Przyszły jednakże ciężkie lata 1793-1795. Prof. Potocki, wraz z wielu innymi bankierami i kupcami, zbankrutował. Upadek państwa przerwał brutalnie wszelkie plany żeglugi i handlu morskiego.
Dzieje polskiej floty wojennej świadczą wymownie o tym, że utrwalenie potęgi Polski na morzu przerasta siły najwybitniejszych nawet jednostek i że dzieła tego dokonać może tylko świadoma i wytrwała praca całego narodu. Polacy, jako naród, posiadający na swoich ziemiach tak wspaniałą rzekę, jak Wisła i dopływy innych rzek, winni stworzyć sieć dróg wodnych, aby sobie zapewnić najtańsze drogi do przewozu. Odzyskawszy brzeg morza, musza go połączyć kanałem z Wisłą, aby się uniezależnić od cudzej złej woli i dostać się do morza; również muszą założyć własne liczne warsztaty budowy statków rzecznych, mając dużo własnego budulca, którego nie potrzeba wywozić za morze do budowy cudzej marynarki.
Następnie winni zbudować dwa porty morskie, z nikim niepodzielne, by dać możność własnej flotylli rzecznej wywozić do nich nadmiar swego bogactwa i przywozić z nich zamorskie towary. W swych portach mieć powinni własne doki (stocznie), aby wybudować własnymi rękami i z własnych materiałów, własne morskie okręty handlowe oraz stworzyć własną flotę wojenną dla obrony swych ziem od napaści wrogów.
Polski Naród winien to dokonać, jeśli chce uniknąć nowej wojny i krzywd, przeciw Niemu knowanych, jeśli chce się ostać wolnym, od nikogo niezależnym, jeśli nie chce być wyzyskiwanym, jak to ongi i dziś ma miejsce.
Naród polski winien wspomnieć, że już raz, w dziejach jego zaniedbanie morza polskiego i udaremnienie budowy własnej marynarki, genialnemu i przewidującemu Zygmuntowi Augustowi i innym twórczym jednostkom stało się jedną z głównych przyczyn 150-letniej niewoli, a pamięć tego jest tak wielka, że dziejopis tamtych czasów nazywa to występkiem, wołając: „Tak wielki błąd! Tak, straszny występek! Ani nie zdoła mieć obronę, ani potrzebuje skargi”.
Dla uniknięcia tego błędu, tego strasznego przestępstwa musi cały Naród zestrzelić w jedno Ognisko dla dobra swą myśl twórczą i pracę oddać Ojczyzny.
St. N.
